Przed(?)ostatni taki kryzys

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-10-24 00:00

Po kilku czarnych dniach na nowojorskiej giełdzie nadeszła mroczna dekada.

Po kilku czarnych dniach na nowojorskiej giełdzie nadeszła mroczna dekada.

Koniec lat 20. przyniósł Stanom Zjednoczonym prosperity i optymizm. Ceny się ustabilizowały, rosła wydajność pracy. Pojawiło się kino dźwiękowe, jazz, musical — Ameryka się bawiła.

Kandydujący wówczas na prezydenta Herbert Clark Hoover (na zdjęciu u góry) w sierpniu 1928 r. mówił: "Jesteśmy w Ameryce bliżsi ostatecznego triumfu nad biedą niż ktokolwiek wcześniej w historii jakiekolwiek kraju".

Nadciąga burza

Kiedy w marcu 1929 r. Hoover wkraczał do Białego Domu, wszystko zwiastowało, że zapowiada się kadencja sukcesu. Na giełdzie trwała gorączka zakupów, a indeksy szybowały pod niebo, napędzane m.in. ówczesnymi spółkami nowych technologii — korporacjami radiowymi (np. kurs RCA wzrósł z 2,5 dol. w 1921 r. do 570 dol. w 1929 r.).

Prosperity sprzyjały utrzymywane przez Fed niskie stopy procentowe (3,5 proc.). Optymizm panował tak duży, że coraz więcej ciułaczy kupowało akcje na kredyt za tzw. pożyczki na wezwanie — zastawem były kupione akcje; gdy ich wartość spadła poniżej wartości zabezpieczającej, wierzyciel wzywał do spłaty, a więc w praktyce do ich sprzedaży. Latem 1929 Fed uznał, że należy ściągnąć z rynku gotówkę i podniósł stopy do 6 proc. Ale było już za późno. Oprocentowanie pożyczek na wezwanie przekraczało grubo 10 proc.

Krew na parkiecie

Pierwsze uderzenie przyszło w środę 23 października, kiedy właściciela zmieniło 6 mln akcji. Telegrafy (tak przekazywano wiadomości z giełdy) zablokowały się po raz pierwszy. Inwestorzy zaniepokoili się, ale mieli nadzieję, że to tylko pojedyncze tąpnięcie i z niecierpliwością oczekiwali czwartku.

Ale tego dnia telegrafy zablokowały się na pół dnia. Można powiedzieć, że szczęśliwie dla odbiorców informacji, bo na pewno nie chcieli przeczytać tego, co wypluwały: w ciągu tej sesji akcje straciły jedną trzecią wartości. Sprzedano 16,9 mln papierów. Największe banki zainterweniowały, rzucając na rynek 20 mln dol. Pomogło na krótko. We wtorek 29 października giełda znów pikowała. Akcji nikt nie kupował.

Na równi pochyłej

Ekonomiści, w tym John Maynard Keynes, uznali krach nawet za korzystne zjawisko, oceniając, że kapitał przejdzie od spekulacji do produkcji. Doświadczenia były raczej pozytywne — w 1920 r. USA przeżyły już kryzys i po kilkunastu miesiącach sytuacja wróciła do normy. Dlaczego teraz miałoby być inaczej? Późniejszy doradca Roosevelta John Galbraith twierdził, że recesja wyłapuje to, co przegapią księgowi.

Hoover jednak postanowił działać. Krach pozbawił wielu ludzi oszczędności, a wszak zapowiadał: "Chcemy, by naród składał się z właścicieli domów i farm. Chcemy, by ich oszczędności były bezpieczne". W grudniu 1929 r. na spotkaniu z 400 ludźmi biznesu nawoływał do robót publicznych i utrzymania płac, a jednocześnie do liberalniejszej polityki kredytowej. Ona zadawała się przynosić rezultaty. Do wiosny 1930 r. giełda się ustabilizowała na poziomie z początków 1929 r. Hoover twierdził, że "dobrobyt jest tuż za rokiem". Apelującym o rozszerzenie robót publicznych latem 1930 r. odpo- wiedział: "Spóźnili się panowie o sześćdziesiąt dni. Kry-zys minął". Do końca tego roku zbankrutowało 26 tys. firm. Do końca roku padło 1200 banków (przy średniej rocznej 500). Sytuacji nie poprawiła też fatalna ustawa Smoota-Hawleya, wprowadzająca zaporowe cła importowe. Zamiast ochronić rynek amerykański, wyeksportowała kryzys do Europy. Handel międzynarodowy podupadł, co odbiło się na sytuacji USA. Wiosną 1931 r. w Ameryce było 7 mln bezrobotnych.

Cudotwórca

Żadne z działań Hoovera nie przyniosło rezultatów. Do końca jego kadencji padło 5 tys. banków, bez pracy pozostawało kilkanaście milionów ludzi, 600 tys. straciło domy za długi, PKB spadł o połowę, inwestycje ośmiokrotnie. Nie mógł wygrać wyborów. Jego następca Franklin Delano Roosevelt stanął w obliczu katastrofy — pierwszą decyzją zamknął wszystkie banki na cztery dni (i tak nie funkcjonowały). W tym czasie opracował ustawę bankową, którą Kongres przyjął w niespełna 40 minut.

Większość działań nowego prezydenta stanowiło jedynie rozwinięcie działań Hoovera, tyle że na większą skalę. Zdaniem wielu ekonomistów, w chwili objęcia władzy przez Roosevelta kryzys już się po prostu wypalił. Ale keynesiści twierdzą, że Roosevelt uratował Amerykę. Spory trwają do dziś. Poziom produkcji sprzed kryzysu Ameryka odzyskała dopiero w latach 40., nie bez udziału koniunktury wojennej. Po II wojnie stała się mocarstwem światowym. Co się z nim dzieje dzisiaj? Nie wiadomo.