Przedmurze UE się przesunęło

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2014-10-28 00:00

Wyniki wyborów do Rady Najwyższej potwierdziły, że po tragicznych doświadczeniach Ukraina obrała kurs ku Unii Europejskiej.

Pierwszym sygnałem był już wybór Petra Poroszenki w pierwszej turze na prezydenta, ale dopiero parlament może legislacyjnie wzruszyć posowieckie skostnienie. Wszystko wskazuje, że fotel premiera utrzyma Arsenij Jaceniuk, który w okresie przejściowym harmonijnie współpracował z prezydentem. Dmuchajmy na zimne, aby się to nie rozsypało, wszak dobrze pamiętamy klęskę „pomarańczowej rewolucji”.

Bloomberg

Wyzwania stojące przed Ukrainą hasłowo zebrał w wypowiedzi nasz były minister administracji i cyfryzacji. Od trafnego zdefiniowania do realnego postępu wiedzie jednak bardzo daleka droga. Nie geograficzne, lecz mentalne zbliżenie się Ukrainy do Europy to zadanie niezrównanie trudniejsze niż współorganizacja finałów EURO 2012, zwłaszcza że wtedy wiele standardów po prostu narzuciła UEFA. Obecnie podobną rolę teoretycznie odgrywa UE, wszak przed parafowaniem umowy stowarzyszeniowej jeszcze ekipa Wiktora Janukowycza musiała formalnie wprowadzić wiele zmian prawnych. Ale między papierowymi zapisami a rzeczywistością istnieje ogromna różnica, o czym najlepiej wiedzą polscy przedsiębiorcy, którzy mieli odwagę zainwestować na Ukrainie.

To z inicjatywy naszego rządu ruszył unijny projekt partnerstwa wschodniego, który był praprzyczyną ukraińskiej eksplozji. Generalnie jednak w UE nikogo, oprócz Polski i republik bałtyckich, tak naprawdę nie obchodzi powodzenie planu trwałego wyrwania Kijowa z orbity Moskwy. Dlatego niewątpliwie ciesząc się ze zjawiska określonego w tytule, musimy zarazem mentalnie przyjąć większą odpowiedzialność za to przesunięcie. Unia wspomoże w tym Polskę w niewielkim stopniu.