Mocno spadł optymizm spółek z sektora MŚP — wynika z badania instytutu Keralla Research, który co kwartał sprawdza sytuację firm z tego sektora. Tym razem wskaźnik KERNA, obrazujący nastroje mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw, wynosi aż 70,76 pkt na minusie. Może on przyjmować wartości od -100 do 100, a im jest niższy, tym spółki gorzej oceniają własną sytuację oraz to, co dzieje się w gospodarce.

Spowolnienie tuż-tuż
Wartość wskaźnika jest mniejsza o 10,51 pkt niż dwanaście miesięcy wcześniej i aż o 18,41 pkt niż dwa lata wcześniej.
— Z równie wysokimi spadkami mieliśmy do czynienia osiem lat temu. Jeżeli odczyt z pierwszego kwartału utrzyma się na tym samym poziomie w kolejnych miesiącach, z dużym prawdopodobieństwem możemy oczekiwać hamowania gospodarki — mówi Katarzyna Pydych, dyrektor generalny Keralli Research.
Jej zdaniem efekty epidemii koronawirusa będą odczuwalne nie tylko w sektorze transportowym, który i tak notuje rekordy upadłości, ale też w handlu i usługach.
— Co z tego, że sztucznie pompowany popyt wewnętrzny rośnie, jeśli mały biznes ma trudności ze znalezieniem kandydatów do pracy, koszty zjadają marżowość biznesu, a dodatkowo trzeba zmagać się z utrzymaniem płynności — twierdzi Katarzyna Pydych.
W badaniu czytamy, że na wartość wskaźnika KERNA w największym stopniu wpłynęły negatywne oceny podsumowujące kondycję gospodarki. Obecnie aż 50,06 proc. przedsiębiorstw uważa, że sytuacja ekonomiczna w Polsce się pogorszyła, a jednocześnie przybyło negatywnych ocen co do przyszłości naszej gospodarki — 40,6 proc. firm zakłada pogorszenie w tym zakresie, podczas gdy rok temu takich pesymistów było 25,8 proc.
Do tego wzrosła liczba spółek, które negatywnie oceniają własną kondycję — aż 34,4 proc. firm twierdzi, że jest ona gorsza niż jeszcze trzy miesiące wcześniej. Natomiast podmiotów informujących o polepszeniu się sytuacji w biznesie jest tylko 13,8 proc. Jeśli chodzi o przyszłość, negatywny scenariusz przewiduje 23 proc. badanych. Prawie tyle samo MŚP wierzy, że sytuacja ich firm się poprawi, ale jeszcze na początku roku liczba optymistów była znacznie większa (34,4 proc.). Przedsiębiorcy deklarują też niską skłonność do inwestycji.
Mnóstwo przeszkód
Podobnie pesymistyczne wnioski przynosi ankieta przeprowadzona wśród członków organizacji Pracodawcy RP. Aż 56 proc. badanych ocenia obecną sytuację gospodarczą źle, reszta jest przeciwnego zdania. Jednocześnie aż trzy czwarte respondentów widzi w prowadzonej działalności przejawy spowolnienia gospodarczego. Najwięcej obaw rodzi wzrost kosztów pracy — ponad 80 proc. badanych firm zaznaczyło tę odpowiedź. Na drugim miejscu znalazło się niestabilne, niejasne prawo — ponad 70 proc. ankietowanych wskazało na to zagrożenie.
— Niestabilne prawo to przewodni motyw obaw polskich przedsiębiorców. Teraz do problemów, z jakimi muszą się borykać, dochodzi raptowny wzrost kosztów pracy i globalne spowolnienie — mówi Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Pracodawców RP.
Kolejnymi zagrożeniami dostrzeganymi przez pracodawców są: wzrost inflacji, płacy minimalnej i obciążeń fiskalnych oraz spadek zamówień. Te odpowiedzi wskazywał co drugi przedsiębiorca zapytany przez Pracodawców RP. Zdaniem Jarosława Grygiela, dyrektora krajowego Credstep Poland, firmy oferującej faktoring dla MŚP, polskim spółkom dodatkowo nie sprzyjają niekorzystne dla wierzycieli, choć niewątpliwe pożyteczne dla dłużników zmiany w zakresie postępowań sądowych o zapłatę i egzekucji komorniczej, które zostały wprowadzone jesienią ubiegłego roku.
— Do tego należy jeszcze dodać niepewność nastrojów politycznych związanych z nadchodzącymi wyborami prezydenckimi i pogłębiający się kryzys zaufania w relacjach przedsiębiorca — państwo, wywołany chociażby nieprzewidywalnością zmian legislacyjnych i nadmierną ingerencją rządu w funkcjonowanie poszczególnych dziedzin życia — mówi Jarosław Grygiel.
Na to wszystko nakłada się jeszcze groźba pandemii, która zbiegła się w czasie z początkiem wietrzonej przez pesymistów recesji.
Jak sobie radzić
Przedsiębiorcy nie zamierzają czekać z założonymi rękami, aż liczne problemy pogrążą ich biznesy. Ponad 55 proc. zadeklarowało ograniczenie inwestycji, 35 proc. ograniczenie zatrudnienia, a ponad 65 proc. wprowadzenie innych działań redukujących koszty działalności.
— Przedsiębiorcy będą walczyć o przetrwanie firm i zachowanie ich w jak najlepszej kondycji. Redukcja kosztów, inwestycji czy zatrudnienia to naturalne sposoby radzenia sobie na trudnym rynku — mówi Piotr Wołejko.
Zdaniem Michała Pawlika, właściciela firmy Smeo, nie ma co się bać o mikroi małe firmy.
— To najbardziej zaradne i elastyczne podmioty, więc na pewno sobie poradzą. Takie firmy najszybciej reagują na zawirowania makroekonomiczne — mówi Michał Pawlik.
Jego zdaniem największym zagrożeniem dla nich jest biurokracja.
— Niejednoznaczne przepisy, skomplikowany system podatkowy, administracja — dynamiczne zmiany w tych właśnie obszarach skutecznie utrudniają prowadzenie biznesu. Do tego dochodzi jeszcze nieregularność dochodów, odroczone terminy zapłaty i opóźnienia w płatnościach — wylicza Michał Pawlik.