Przedwyborcze debaty cenne, lecz teoretyczne

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-07-05 20:00

Do wyborczej niedzieli 15 października pozostaje nieco ponad kwartał, zatem letnia kampania — nieformalnie trwająca już od wielu miesięcy — przyspiesza z każdym tygodniem.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Prawdziwym kamieniem milowym będzie ogłoszenie około 10 sierpnia w Dzienniku Ustaw postanowienia prezydenta o zarządzeniu wyborów. Niezwłocznie po tej kalendarzowej formalności partie polityczne postawią własne kropki nad i, rejestrując komitety w Państwowej Komisji Wyborczej. Dopiero wtedy okaże się już ostatecznie i nieodwołalnie, pod jakimi nazwami i w jakiej formule wystartują, rozpoczynając błyskawiczne zbieranie podpisów wyborców pod listami poparcia. Najbardziej oczywiste jest powtórzenie przez obecnych władców sprawdzonej w 2015 i 2019 r. monopartyjnej listy Prawa i Sprawiedliwości, z łaski prezesa zabierającej na pokład także plankton różnych pasażerów na gapę. Koalicje natomiast mogą ucierać się do ostatniej chwili. Ciekawe na przykład, czy dotrwa do rejestracji Trzecia Droga, bo jeśli za miesiąc okaże się, że jej sondaże ustabilizowały się bardzo ryzykownie na poziomie koalicyjnego progu 8 proc. głosów, być może lepsza okaże się formuła monopartyjna, wymagająca jedynie 5 proc. Ale taka lista musiałaby się nazywać albo Polskie Stronnictwo Ludowe, albo Polska 2050, zatem któryś z udziałowców musiałby wizerunkowo skapitulować… Notabene na wyborczym rynku zaczyna się także wysyp całkowitych outsiderów — zamiar wystartowania kolejny raz ogłosili np. Bezpartyjni Samorządowcy, mający realne szanse na powtórzenie wyniku z 2019 r., gdy do Sejmu uzyskali 0,78 proc. ważnych głosów. Obecnie znowu nic nie zdobędą, ale trochę wyborców odciągną, bynajmniej nie z elektoratu PiS.

Na 14-15 proc. szacowany jest udział w elektoracie osób prowadzących aktywną działalność gospodarczą. Dlatego całkowicie naturalnym ruchem środowisk biznesowych było zawiązanie się inicjatywy — Przedsiębiorca to też wyborca. Jej współtwórcami zostały trzy organizacje: Business Centre Club, Federacja Przedsiębiorców Polskich oraz Krajowa Izba Gospodarcza. Dwie pierwsze należą do ustawowej Rady Dialogu Społecznego (RDS), współtworząc biznesowy bok trójkąta, przy którym w sumie zasiada aż sześć podmiotów. Udziałowcy przedwyborczej inicjatywy przygotowali tzw. dekalog przedsiębiorcy, który poniżej zamieszczamy. Jak na dekalog przystało, są to tylko hasła, każde zostało rozwinięte, albowiem z tak lakonicznych zapisów nic nie wynika. Są tak pryncypialne i słuszne, że podpisać się może każdy. Chociaż nie bez wątpliwości, np. punkt piąty „Jednolity system wzrostu wynagrodzeń we wszystkich grupach społecznych” naprawdę trudno rozgryźć. Na pierwszy rzut oka wywołuje zdziwienie, również w społecznej gospodarce rynkowej.

Obiektywnie bardzo niekorzystna jest okoliczność, że dekalog to produkt zaledwie cząstki reprezentacji biznesu. Zwłaszcza przed wyborami aż się prosiło o jednolity głos nie tylko szóstki zaliczonej do RDS, lecz także udziałowców znacznie szerszej Rady Przedsiębiorczości. Niestety, przedwyborcze działania Pracodawców RP, Konfederacji Lewiatan oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców prowadzone są aktywnie, lecz całkowicie odrębnie. Na liście członków RDS wypada odnotować jeszcze Związek Rzemiosła Polskiego, który od zawsze jest specyficzny i autonomiczny. Rozczłonkowanie biznesowego frontu od wielu lat jest nieszczęściem, bardzo ułatwiającym obecnym władcom wyrzucenie ustawowej instytucji dialogu społecznego do kosza. Podpisanie przez rząd Mateusza Morawieckiego przedwyborczego porozumienia wyłącznie z Solidarnością oznacza demonstracyjne zlekceważenie RDS, czyli wszystkich sześciu organizacji pracodawców oraz dwóch pozostałych central związkowych, czyli OPZZ i FZZ. PiS wcale nie ukrywa, z kim trzyma wyborczo i czyje postulaty zamierza przetwarzać na ustawy i rozporządzenia.

Niezależnie od politycznych uwarunkowań oczywiście cenne są próby przełożenia postulatów przedsiębiorców na programy partii. Współtwórcy dekalogu przedsiębiorców zorganizowali w środę debatę przedwyborczą, podczas której wymienili się poglądami z przedstawicielami ugrupowań politycznych, które w październiku zapewne wejdą do Sejmu i Senatu. Gospodarzem wydarzenia był BCC, partnerem FPP, zaś po stronie partyjnej wręcz demonstracyjny był brak Konfederacji. Rząd i PiS reprezentował Artur Soboń, wiceminister kilku resortów, zaś obecnie sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów. Na dobry początek debaty podpisał się publicznie pod dekalogiem, który już poparło około 75 tys. przedsiębiorców. Zastrzegł jednak, że mógł to zrobić z czystym sumieniem właśnie ze względu na… wysoki poziom ogólności postulatów. Dość teoretyczna debata potwierdziła, że po przejściu do szczegółów oczekiwanych przez biznes zmian uczestnicy wyborczego wyścigu różnią się w wielu rozwiązaniach biegunowo, co zresztą potwierdzają na każdym posiedzeniu Sejmu kończącej się kadencji 2019-23.

Gospodarzem debaty był Jacek Goliszewski, prezes BCC, zaś wypowiadali się obecni i być może przyszli posłowie (od lewej): Andrzej Grzyb (PSL), Paulina Hennig-Kloska (Polska 2050), Izabela Leszczyna (KO), Artur Soboń (PiS) i Dariusz Wieczorek (Lewica). Fot. BCC

DEKALOG TRZECH ORGANIZACJI PRZEDSIĘBIORCÓW – FPP, BCC i KIG

► Zrozumiałe i stabilne prawo oraz wzmocnienie dialogu społecznego.

► Sprawiedliwy i czytelny system podatkowy.

► Reforma systemu ubezpieczeń społecznych.

► Zabezpieczenie rynku pracy przed zmianami demograficznymi.

► Jednolity system wzrostu wynagrodzeń we wszystkich grupach społecznych.

► Odpowiedzialna i zrównoważona polityka gospodarcza.

► Poprawa bezpieczeństwa kraju.

► Reforma systemowa ukierunkowana na poprawę stanu zdrowia Polaków.

► Rozwiązania adresowane do sektora żywnościowego.

► Poprawa konkurencyjności i zwiększenie promocji polskich przedsiębiorstw.