Przedwyborczy odlot luftmarszałka

opublikowano: 08-08-2019, 22:00

Perspektywa coraz bliższych wyborów naprawdę czyni cuda.

Jarosław Kaczyński celuje w zdobycie przez PiS ponownie samodzielnej większości bezwzględnej w Sejmie, dlatego analizuje każdy drobiazg, który 13 października 2019 r. może mu kilka mandatów dodać/urwać. Przykładem może być choćby celowe przetrzymanie przez KPRM opublikowania w Dzienniku Ustaw wyborczego postanowienia prezydenta z 6 sierpnia — każdy dzień skrócenia okresu zbierania podpisów pod listami utrudni zadanie mniejszym komitetom. W takich okolicznościach całkowicie naturalne stało się wydanie przez najwyższego szefa rozkazu Markowi Kuchcińskiemu, by zrezygnował ze stanowiska marszałka Sejmu. Odleci w piątek, co uczyni bezprzedmiotowym głosowanie wniosku PO-KO o jego odwołanie. Fala uderzeniowa po eksplozji skandalu utrzymywania rodzinnej linii lotniczej za państwowe pieniądze zaczynała odbijać się na notowaniach PiS, dlatego prezes zostawił wiernemu — od czasów Porozumienia Centrum — towarzyszowi symboliczny pistolet, aby sam sobie wymierzył sprawiedliwość.

Prapoczątkiem upadku Marka Kuchcińskiego było gościnne
zabranie do Gulfstreama niedyskretnej posłanki Krystyny Wróblewskiej.
Zobacz więcej

Prapoczątkiem upadku Marka Kuchcińskiego było gościnne zabranie do Gulfstreama niedyskretnej posłanki Krystyny Wróblewskiej. Facebook - Krystyna Wróblewska Poseł na Sejm RP

Marek Kuchciński był wicemarszałkiem Sejmu, dosłużył się stanowiska marszałka od początku tzw. dobrej zmiany, ale czuł się… feldmarszałkiem. Przeforsował ustawowo radykalną zmianę statusu Straży Marszałkowskiej z cywilnej komórki Kancelarii Sejmu w operetkowo umundurowaną, uzbrojoną gwardię przyboczną, uprawnioną do strzelania i stosowania środków przymusu bezpośredniego. Historia jednak zadrwiła sobie z wodza owego najmniejszego w Polsce wojska — zapisze się na jej kartach jako marszałek nie polny, lecz powietrzny. W jego koncepcji wykonywania obowiązków tzw. drugiej osoby w państwie — zwłaszcza na łonie natury w Bieszczadach — najbardziej pasowałby zakup z budżetu państwa zestawu Flyboard Air. Latająca deska ma jednak istotny feler — na jej pokład nie da się zabrać żadnych pociotków. Gulfstream G550 oferuje natomiast nie tylko VIP-owskiemu dysponentowi, lecz wszystkim z nim lecącym fotele klasy biznes — ekonomicznej w tej maszynie nie ma.

Jądrem skandalu jest jednak nie sam proceder bezpłatnych lotów osób nieuprawnionych. Po wybuchu afery Marek Kuchciński — wraz z dającym twarz pokrętnym tłumaczeniom Andrzejem Grzegrzółką, dyrektorem Centrum Informacyjnego Sejmu — wyprodukowali polską mutację słynnego wystąpienia socjalistycznego premiera Węgier z 2006 r. Ferenc Gyurcsány na partyjnej naradzie przyznał wtedy „Kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem, (…) spieprzyliśmy, nie tylko trochę, ale bardzo”. Istotna różnica polega na tym, że szokujące węgierskie społeczeństwo nagrania wyciekły miesiąc po wygranych przez socjalistów wyborach, natomiast u nas marszalek i jego rzecznik wielokrotnie grzeszyli przeciwko ósmemu przykazaniu w okresie tuż przed wyborami. Gdyby afera wybuchła w połowie kadencji — wszystko rozeszłoby się po kościach, jedyną konsekwencją byłyby przeprosiny luftmarszałka skierowane do wszystkich, którzy… poczuli się urażeni. Co do samych bardzo kosztownych lotów (z wyłączeniem skandalicznego wątku rodzinnego) — zdumiewa, że Marek Kuchciński uwierzył, iż jest niemal narodowym pomazańcem. Natomiast nakręcana przez niego spirala kłamstw o bardzo krótkich nogach nie kwalifikuje się do żadnych przeprosin. Skala owego grzechu zaskoczyła nawet prezesa…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu