Klasyczna kontynuacja filmu, książki czy gry komputerowej ma jasno określony cel komercyjny i powstaje na fali popularności pierwowzoru. W kategoriach marketingu politycznego sequel sejmowego exposé szefa rządu ma podobny charakter, chociaż absolutnie nie wynika z popularności, ale wręcz odwrotnie — służy jej podtrzymaniu. Taką okazją jak studniówka premier Ewy Kopacz nie zainteresowałby się przecież w Polsce przysłowiowy pies z kulawą nogą — gdyby nie przypomniała o tym sama zainteresowana. Wzorowała się na podobnych jublach organizowanych niedługo po rozpoczęciu się każdej kadencji przez jej pryncypała Donalda Tuska.

Działalność gabinetu Ewy Kopacz od początku rozdziera sprzeczność celów, przebijająca się również ze studniówkowej konferencji prasowej. Z jednej strony jest to przecież rząd na dokończenie kadencji, z horyzontem czasowym jedynie do października 2015 r. Wczoraj sama premier nie ukrywała, że ma przed sobą tylko/ aż dziesięć miesięcy, ale absolutnie nie zamierza tego okresu jedynie przeadministrować, dlatego realizuje konkretny plan legislacyjny. Pominęła jednak bardzo ważną okoliczność, że istnieje ogromna różnica, nie tylko kalendarzowa, między przygotowaniem projektu danej ustawy i wniesieniem przez rząd do Sejmu a jej wejściem w życie. Dotyczy to zwłaszcza projektów tak obszernych i znaczących, jak kodeks budowlany, ordynacja podatkowa oraz rewolucyjna reorganizacja przemysłu węglowego (czytaj str. 8-9).
Koniecznym warunkiem wprowadzenia ambitnych zmian jest utrzymanie się przez koalicję PO-PSL u władzy po październikowych wyborach. Oczywiście Ewa Kopacz nie wyobraża sobie także, aby na czele zwycięskiej koalicji stał nadal ktokolwiek inny niż ona sama. Zamierza dorównać Donaldowi Tuskowi i być drugim w dziejach III RP premierem, który utrzyma się w fotelu po wyborach. Wymaga to jednak zupełnie innych metod, w długim horyzoncie czasowym. Zasygnalizowanym wczoraj środkiem ma być wędrówka pani premier po kraju i wsłuchiwanie się w potrzeby społeczne. Podobny styl od dawna przyjął prezes Jarosław Kaczyński, zatem zapowiada się, że w gorącym wyborczo roku polskiemu społeczeństwu nie zabraknie przynajmniej okazji do wyżalenia się. Zwłaszcza że w pierwszych miesiącach, do majowych wyborów prezydenckich, podobną rolę samarytańską będą odgrywali, trochę niezależnie od popierających ich partii, Bronisław Komorowski i Andrzej Duda.
Największym osiągnięciem studniówki było rozwiązanie rzutem na taśmę kryzysu systemu ochrony zdrowia. Pod tym względem była minister okazała się skuteczna i wydała swojemu następcy Bartoszowi Arłukowiczowi po prostu rozkaz wyciśnięcia z lekarzy Porozumienia Zielonogórskiego porozumienia dosłownie za wszelką cenę, pod karą wyrzucenia go ze stanowiska. I stał się cud — to, co było nieosiągalne podczas wielu rund negocjacji w grudniu, ziściło się w ciągu kilkunastu godzin. Grunt, że po nieprzespanej nocy minister mógł na posiedzeniu rządu oznajmić: „Pani premier, melduję wykonanie zadania”, i wyjątkowo niewygodny dla Ewy Kopacz motyw nie stał się czołowym tańcem studniówki.