Przekaz wyników uratuje tylko cud

opublikowano: 14-11-2014, 00:00

Na dwie doby przed wyborami samorządowymi sytuacja polityczna w skali makro się wyklarowała.

Ośrodki badawcze zgadzają się w opinii, że głosy zsumowane na poziomie sejmików wojewódzkich dadzą ogólnopolski wynik podobny do rezultatów majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Platforma Obywatelska znowu nieznacznie wygra z Prawem i Sprawiedliwością. W maju obie ostro walczące partie zremisowały w euromandatach 19:19, ale w głosach PO była o włos lepsza i ich przeliczenie na miejsca w Sejmie dałoby wynik 182:181. Przy czym nie byłoby już możliwe zbudowanie większościowej koalicji PO tylko z PSL, konieczny byłby ktoś trzeci.

MW

W niedzielnych wyborach rzeczywistym podmiotem jest oczywiście każdy sejmik rozpatrywany z osobna.

W kilku województwach ściany wschodniej zapewne najwięcej mandatów zdobędzie PiS, ale inną kwestią jest zdolność tej partii do budowania powyborczych koalicji. Na poziomie powiatów i gmin natomiast lokalne podziały i układy idą tak w poprzek, że nie ma żadnego sensu analizowanie, która z wielkich partii trzyma władzę u podstawy samorządowej piramidy, bo taka kategoria zbiorcza w ogóle tam nie istnieje.

Osobiście przed niedzielą myślę o zupełnie innym problemie, niż kto zostanie moim burmistrzem czy radnym. Na macierzystym osiedlu enty raz przewodniczę obwodowej komisji wyborczej, ale nigdy wcześniej nie obawiałem się aż tak o elektroniczną transmisję dorobku naszej pracy. W tej kwestii maksyma Sokratesa „Wiem, że nic nie wiem” jest wszechobecna aż do samej góry wyborczej machiny.

Stefan Jaworski, przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej (PKW), od dawna zapowiadał, że nieprzekraczalnym terminem gotowości systemu jest czwartek 13 listopada. Ponieważ kolejne testy nie wypaliły, według najnowszej wersji PKW wszystko ma zaskoczyć… już w niedzielę 16 listopada.

Na podstawie wiedzy z poziomu najniższej komisji stawiam tezę zapisaną w tytule. Na szczęście bez problemu funkcjonuje tzw. kalkulator wyborczy, czyli program do zliczenia głosów wyjętych z urn. Gwarantuje to bezbłędność arytmetyczną najważniejszych, źródłowych protokołów z obwodów, które wyżej są już tylko automatycznie sumowane. W czarnych barwach widzę natomiast perspektywę przekazania owych protokołów po łączach. Raczej obstawiam, że wiele komisji obwodowych będzie musiało fizycznie przekazać wyniki do komisji gminnych/miejskich, powiatowych i wojewódzkich nagrane na płytkach.

Formalnie wyjdzie na to samo, bo prawne znaczenie i tak ma dopiero papierowy wydruk protokołu, podpisany przez całą komisję i ostemplowany. Ale jeśli moja czarna wizja paraliżu się ziści, to w drugiej dekadzie XXI wieku cyfrowa Rzeczpospolita Polska wykona gigantyczny krok w tył. Informatyczny honor kraju spoczywa w rękach łódzkiej spółki Nabino, która była jedynym podmiotem zainteresowanym obsługą bardzo trudnych wyborów samorządowych i otrzymała to zamówienie warte 429 700 zł. Na moje oko dwie doby pozostające do wyborów zarówno PKW, jak i wspomniana firma powinny poświęcić już nie na gorączkowe próby zgrania szwankującego systemu transmisji wyników, lecz na… modlitwę o cud.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane