Przekonaj sąd do swoich racji

opublikowano: 15-11-2012, 00:00

Windykacja: Odzyskiwanie należności na drodze sądowej nie zawsze musi trwać latami i być bardzo kosztowne. Ale niewiele trzeba, by tak się stało

Prawdziwa walka o pieniądze firmy zaczyna się, kiedy dłużnik nie reaguje na wezwania do zapłaty, pomimo że minął wyznaczony termin. Wtedy trzeba zrealizować swoje zapowiedzi i skierować sprawę do sądu. Jednak przygotowanie pozwu wymaga sporo czasu, wiedzy i ostrożności.

Karty na stół

Przede wszystkim pozew musi spełniać wymogi formalne. Jeśli czegoś mu będzie brakowało, sąd może go odrzucić albo poprosić o uzupełnienie. Niezbędne elementy to oznaczenie sądu, do którego jest skierowany, imię i nazwisko lub nazwa stron, ich przedstawicieli ustawowych i pełnomocników, oznaczenie rodzaju pisma, dowody na poparcie przytoczonych okoliczności, podpis strony albo jej przedstawiciela ustawowego lub pełnomocnika, wymienienie załączników.

— Ponadto pozew, o ile pozwalają na to okoliczności, powinien w sposób zwięzły opisywać żądanie pozwu oraz wartość przedmiotu sporu i opis okoliczności faktycznych uzasadniających żądanie oraz właściwość sądu — podkreśla Paweł Grzęda, radca prawny w SSW Spaczyński, Szczepaniak i Wspólnicy. Warto zacząć od tego, gdzie pismo należy skierować.

Sąd powinien być właściwy miejscowo (zgodnie z miejscem zamieszkania pozwanego) oraz rzeczowo (zależy od wartości przedmiotu sporu — jeżeli przekracza 75 tys. zł, to sprawę trzeba wnieść do Sądu Okręgowego). Najważniejsze i najtrudniejsze jest udowodnienie swoich racji. Trzeba to zrobić od razu, przy składaniu pozwu, nie znając jeszcze możliwych kontrargumentów dłużnika.

— Niedawno zniesiona została zasada prekluzji dowodowej, która narzucała ścisłe terminy przedstawiania faktów i dowodów. Nadal jednak funkcjonuje tzw. zasada koncentracji materiału dowodowego, której głównym wymogiem jest przedstawianie wszystkich dowodów bez zbędnej zwłoki. Obecnie zasada ta opiera się na dyskrecjonalnej władzy sędziego — mówi Michał Gruca, adwokat w kancelarii Schoenherr.

A to oznacza, że należy zminimalizować ryzyko pojawienia się nowych dowodów na późniejszym etapie trwania postępowania. Mogą one nie zostać przyjęte przez sędziego. Takie podejście utrudnia zbudowanie długofalowej strategii obrony — wszystkie karty od razu powinno się wyłożyć na stół. Potem takiej szansy może już nie być. — Wszystkie wątki, które mogą zostać zakwestionowane przez drugą stronę, trzeba zawczasu udowodnić — zauważa Michał Gruca.

Przekonać sąd

— Przy tworzeniu pozwu należy oczywiście mieć na względzie przyjętą taktykę i strategię procesową, ale przede wszystkim trzeba podjąć wysiłek zmierzający do kompleksowego przedstawienia wszystkich swoich roszczeń oraz przekonania sądu co do ich zasadności — zwraca uwagę Marcin Asłanowicz, partner w kancelarii Baker & McKenzie, prowadzący praktykę Litigation.

Zgromadzenie wszystkich dowodów wcale nie jest proste. — Istnieje duża rozbieżność pomiędzy świadomością, że sprawa jest oczywista, a możliwością udowodnienia tego za pomocą dowodów, które zostaną przyjęte przez sąd — mówi Michał Gruca.

Jeśli firma wcześniej przygotowywała się na taką ewentualność, dokumentując wszystkie ruchy związane z danym kontrahentem, problem będzie mniejszy. Wcześniej poczynione przygotowania przydadzą się także na etapie, kiedy zostanie wydany prawomocny wyrok. Jeśli znamy majątek dłużnika i wskażemy go komornikowi, mamy szansę pieniądze odzyskać szybciej.

— Bieżące śledzenie pracy komornika i ewentualna pomoc we wskazaniu majątku dłużnika może znacząco wpłynąć na jej skuteczność. W przypadku pomyślnej egzekucji komornik ma obowiązek w terminie czterech dni przekazać uprawnionemu wyegzekwowane zadłużenie — twierdzi Michał Szalak, konsultant w Baker Tilly Poland.

W przypadku prostych spraw i odpowiedniego przygotowania wszystko może się zakończyć nawet w ciągu miesiąca. Wtedy trzeba się udać do sądu po klauzulę wykonalności i można odzyskiwać pieniądze. Łącznie z odsetkami oraz kosztami postępowania sądowego, które wcale nie są niskie. Sama opłata od złożenia pozwu to 5 proc. wartości przedmiotu sporu.

W poprzednim artykule informowaliśmy, jak się przygotować na starcie w sądzie, zanim jakiekolwiek sygnały o problemach się pojawią. Radziliśmy też, jak powinno wyglądać wezwanie do zapłaty i co koniecznie trzeba w nim zamieścić.

Niestety, często zdarza się, że pozornie banalne sprawy ciągną się miesiącami albo nawet latami. Zawinić może pozywający, który nie jest odpowiednio przygotowany i zabezpieczony. Jeśli do sądu idzie sam, nie zawsze orientuje się, co i jak powinien udowodnić. Braki te wychodzą na jaw w trakcie postępowania, ale na uzupełnienia często jest już za późno.

Nie zawsze można sobie pomóc

Jednak często przyczyny przewlekłości postępowania są niezależne od starań pozywającego. Zdarza się, że pozwany celowo spowalnia postępowanie — wysuwa absurdalne argumenty, składa nieuzasadnione zaskarżenia i rozbudowane wnioski dowodowe. Jeśli sąd wyda nakaz zapłaty, może on zgłosić apelację, i często to robi. Wtedy sprawa trafia do sądu drugiej instancji. Ten może sprawę skierować do ponownego rozpoznania przez sąd pierwszej instancji, zmienić wyrok tego sądu albo oddalić apelację.

— Często wydłużanie procesu wynika też z problemów związanych z doręczaniem pism lub wezwań dla świadków — zauważa Paweł Grzęda.

Ale najgroźniejsze są same sądy i ich długotrwałe procedury. Spowalnia je dodatkowo powoływanie świadków i biegłych. Bywa, że na opinię biegłego, zwłaszcza rzadkiej specjalności, trzeba czekać miesiącami, a dopiero po jej sporządzeniu można dalej prowadzić postępowanie czy też przeprowadzać dowody z kolejnych opinii biegłych. Jeśli dochodzi do tego jeszcze opieszałość sądu, z których wiele wciąż praktykuje odraczanie terminów rozpraw na 6-8 miesięcy, to wszystko może trwać latami.

— W takich sytuacjach przeprowadzenie szybkiego postępowania sądowego jest niemożliwe, a w razie konieczności przeprowadzenia dowodu z zeznań np. 10 świadków oraz słuchania przez sąd 2 z nich na każdym terminie rozprawy łatwo policzyć, że tylko w pierwszej instancji postępowanie może trwać kilka lat — zauważa Marcin Asłanowicz.

Jego zdaniem, najdłużej toczące się postępowanie, w którym jest obecnie pełnomocnikiem, trwa od 1994 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu