Przełom na GPW dopiero w październiku

Roman Przasnyski
opublikowano: 2010-07-20 00:00

Inwestorzy na europejskich rynkach akcji wykazali się wczoraj sporą odpornością na fatalne nastroje swoich amerykańskich kolegów, którzy w piątek z determinacją sprzedawali papiery, nie przejmując się przeceną. Co prawda sami też w piątek nie zachowywali się zbyt odważnie, ale tak dużych spadków jak na Wall Street nie zdołali spowodować. Nie wytrąciły ich z równowagi także weekendowe informacje o węgierskich targach z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, zakończonych wstrzymaniem pomocy dla naszych bratanków, ani obniżenie ratingu Irlandii. Widać więc, że rynek aż tak słaby nie jest, jakby się wydawało jeszcze pod koniec poprzedniego tygodnia.

Silne spadki na Wall Street w trakcie piątkowej sesji wczoraj nie zrobiły na warszawskich inwestorach wielkiego wrażenia. WIG oraz indeks największych spółek traciły na początku dnia po około 0,4 proc., zaś wskaźniki małych i średnich firm zniżkowały po 0,6-0,7 proc. Jednak trudno to było uznać za wielką przecenę, szczególnie do sięgających 3 proc. piątkowych zniżek za oceanem. Co więcej, sytuacja zaczęła dość szybko się poprawiać. Jeszcze przed południem WIG20 wyszedł nieznacznie nad kreskę. Pomagała mu w tym poprawa nastrojów na parkietach europejskich. Pozostałe indeksy do odrabiania strat się nie kwapiły. Początkowo największe zniżki były udziałem banków oraz akcji Lotosu i PKN Orlen. Nie przekraczały one jednak 1 proc. Później podaż jednak odpuściła, a na poprawę w segmencie największych firm najmocniej pracowały rosnące o 1,4 proc. walory KGHM i nieznacznie im ustępujące papiery BRE. Po około 0,7 proc. w południe zyskiwały akcje BZ WBK, PZU i Telekomunikacji Polskiej. Przez większą część dnia indeks największych spółek poruszał się jednak w bardzo wąskim zakresie około 2380 punktów. Wielkich emocji więc nie było. WIG20 kończył dzień nieco powyżej tego poziomu, zyskując 0,28 proc. Obroty wyniosły prawie 1,23 mld zł.

Testowanie przez nasze główne indeksy poziomów szczytu z końca maja na razie zakończyło się niepowodzeniem. Wskaźnik największych spółek zawrócił, jeszcze zanim do niego dotarł. Podobnie wyglądało zachowanie indeksów małych i średnich firm, dla których ostatni szczyt przypadł na połowę czerwca. Wielkich konsekwencji taki obraz rynku nie daje, poza tym, że coraz wyraźniej widać, iż od prawie trzech miesięcy znajdujemy się w trendzie bocznym i jest bardzo prawdopodobne, że w takim właśnie kierunku będziemy poruszać się jeszcze przez kilka tygodni. "Kalendarzowe" doświadczenia wskazują, że przełomu można spodziewać się w październiku.

Roman

Przasnyski