Prezydent Białorusi podjął się ciekawego eksperymentu — zatrudnił mianowicie wybitnego speca od public relations, by ten pomógł wilkowi przedzierzgnąć się w owieczkę. Notabene, już po kilkunastu dniach budowania swego europejskiego wizerunku kazał brutalnie spacyfikować manifestację opozycji i aresztować niezależnych dziennikarzy.
Epoka Łukaszenki jeszcze trochę potrwa, ale kiedyś musi przyjść jej kres. Na poły totalitarne państwo w środku Europy nie będzie przecież istnieć w nieskończoność. Wcześniej czy później Białorusini będą musieli wziąć na swoje barki ciężar demokracji. Ciężar — wszak sami pamiętamy, jakie są koszty przystosowania się do reguł społeczeństwa obywatelskiego i zasad wolnego rynku. Dlatego już teraz należy budować i popierać wszelkie inicjatywy, dzięki którym nasi białoruscy sąsiedzi poznają zasady nowoczesnego państwa demokratycznego i wolnorynkowej gospodarki.
Ogromną rolę mają tutaj do odegrania niezależne media, takie jak choćby nadająca z Polski telewizja Belsat (to jej współpracowników niedawno zatrzymała białoruska bezpieka). Muszą uświadamiać, że demokracja i wolny rynek w dzisiejszym świecie są ze sobą nierozłącznie związane, a kres dyktatury powinien oznaczać także kres gospodarki opartej na nakazach i układach. Początek rzeczywistych przemian będzie dobrą wiadomością nie tylko dla obywateli Białorusi, lecz także dla zachodnich przedsiębiorców, którzy będą mogli inwestować ze świadomością, że reguły gry dyktuje wolny rynek, a nie wszechwładni politycy.
Arkadiusz Bińczyk
dyrektor generalny AM Art-Media