Ponad rok — tyle czasu zajęła premierowi Leszkowi Millerowi desperacka obrona Sławomira Wiatra na stanowisku pełnomocnika rządu ds. informacji europejskiej. Nikt nie ma wątpliwości, że niemal każdy dzień urzędowania ministra z wątpliwą przeszłością był zmarnowany. To, co miało przekonać rzesze Polaków do Unii, przyniosło beznamiętną paplaninę, brak rzeczowej argumentacji i nieudolne działania, które w efekcie nikogo do niczego nie przekonały. No chyba tylko poza jednym wyjątkiem — powszechnym przekonaniem, że czas ministra Wiatra dawno minął.
Wiadomo było, że szczyt UE w Kopenhadze i zakończenie negocjacji będą wymagały bardziej energicznych działań w dziedzinie polityki informacyjnej o UE. Zbyt wiele czasu zmarnowano, a do referendum w sprawie akcesji pozostało zaledwie pół roku. Ten czas trzeba jak najlepiej wykorzystać. Asem z rękawa ma być Lech Nikolski, który w randze ministra obejmie przywództwo nad unijną kampanią. Ale to nie tylko informacja o UE, a przede wszystkim „właściwe” przygotowanie referendum akcesyjnego będzie nowym zadaniem nowego ministra.
Wygląda na to, że premier wolał nie ryzykować i wybrał człowieka sprawdzonego, który z sukcesem poprowadził niejedną — w tym własną — kampanię wyborczą. Czy jednak w ciągu sześciu miesięcy uda mu się przekonać do Unii rzesze nieufnych Polaków? Czy sylwetka Lecha Nikolskiego nie będzie jednoznacznie utożsamiana z poparciem dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej czy też z promowaną przez tego polityka kontrowersyjną inwestycją turecką w Białej Podlaskiej? Czas pokaże. Z nieba jednak nic nie spadnie, dlatego już teraz warto wziąć się ostro do pracy.
Z początkiem roku wszyscy eurosympatycy mogą więc odetchnąć z ulgą. Przeminęło z Wiatrem. Oby jednak z Nikolskim nie zamieniło się w jednobrzmiącą akcję propagandową, która może zniechęcić potencjalnych wyborców.