Przemysł motoryzacyjny jest w głębokim dołku, ale reszta gospodarki tego na razie nie odczuwa. Pozytywnie zaskakuje fakt, że kolejny miesiąc z rzędu produkcja przemysłowa wykazuje dodatnią dynamikę, mimo że jej serce, automotive, przechodzi zawał. Widocznie popyt z innych sektorów jest wystarczająco mocny. Te dobre dane sprawiają, że na razie cięcie prognoz dla polskiej gospodarki jest łagodne.
Dane o produkcji przemysłu za październik, należące standardowo do pakietu kluczowych informacji o gospodarce, okazały się bardzo mocne. Produkcja wzrosła o 7,8 proc. rok do roku, powyżej oczekiwanych przez rynek 5 proc. Wprawdzie produkcja w motoryzacji spadła aż o jedną piątą rok do roku, ale w innych sektorach mocno rosła. Ważnym elementem pozytywnej niespodzianki był wzrost eksportu energii elektrycznej, związany z zaburzeniami w europejskim systemie produkcji i dostaw. Samo przetwórstwo przemysłowe (przemysł bez górnictwa i energetyki) zwiększyło produkcję o 5,5 proc. rok do roku.

Jak widać na wykresie, rozjazd między ogólną kondycją przetwórstwa a motoryzacji jest niezwykły. Motoryzacja stanowi ok. 11 proc. całej produkcji przetwórczej w Polsce, a jej powiązania z innymi branżami są bardzo szerokie. Recesja w motoryzacji nie przełożyła się jednak na inne branże lub nie przełożyła się w stopniu, który wywołałby recesję. Mocno rośnie produkcja maszyn i urządzeń, wyrobów z metali, wyrobów z papieru czy materiałów budowlanych.
Siła przemysłu na razie powstrzymuje ekonomistów rynkowych przed mocniejszymi rewizjami w dół prognoz makroekonomicznych dla Polski. W powietrzu czuć spadający optymizm, ale dopóki bieżące dane nie zaczną się pogarszać, nikt nie będzie otwarcie wieścił recesji. Niektóre banki obniżyły prognozy PKB na przyszły rok, ale są to na razie rewizje utrzymujące prognozy w granicach 4-5 proc.
Jednocześnie obserwujemy bardzo silny popyt w cenach. Inflacja cen producentów, czyli ceny towarów wyjeżdżających z fabryk (w przeciwieństwie do inflacji cen konsumentów, która dotyczy cen towarów i usług w sklepach i punktach sprzedaży dla konsumenta) wyniosła w październiku aż 11,8 proc. rok do roku, najwięcej od niemal ćwierć wieku. Jest to głównie wynik mocnego wzrostu cen paliw i energii. W pozostałych dziedzinach wzrost cen jest wysoki, ale nie szalony.
Warto natomiast zauważyć, że w światowym systemie produkcyjnym i logistycznym pojawia się coraz więcej sygnałów zmniejszania się napięć podażowych. Na przykład, „The Wall Steet Journal” podał, że cena przewozu kontenerami przez Pacyfik spadła w ciągu tygodnia o jedną czwartą. System powoli dostosowuje się do wyższego popytu. Oby tylko nie okazało się, że Europejczycy i Amerykanie kolejną zimę przesiedzą w domu bez wyjazdów na urlop, a pieniądze przeznaczą na nowe towary zamiast usługi. W takim przypadku problemy podażowe szybko nie znikną.