Inwestycje infrastrukturalne miały być ratunkiem dla branży stalowej. Jednak jej przedstawiciele szukają innych recept na utrzymanie sprzedaży w kryzysie.
Niecały rok temu pojawiły się doniesienia, że rosnące ceny stali, mogą sprawić, iż wiele spośród inwestycji drogowych, planowanych na najbliższe lata, nie zostanie zrealizowanych. Teraz sytuacja odwróciła się — to budowy mostów, dróg i linii kolejowych mają być ratunkiem dla przeżywającego trudne dni przemysłu stalowego. Eurometal — europejskie zrzeszenie dystrybutorów stali, prognozuje, że w najbliższych miesiącach Polska będzie przodowała w rozwoju inwestycji infrastrukturalnych wśród krajów Unii Europejskiej. Ma to zaowocować ponownym zwiększeniem zapotrzebowania na stal i wzrostem jej cen. Na razie jednak, ceny te zmieniają się jak pogoda.
Nadzieje sceptyka
Przedstawiciele przemysłu stalowego na inwestycje infrastrukturalne liczą, ale nie pokładają w nich wszystkich swoich nadziei.
— Sądzę, że wielkie roboty drogowe i kolejowe mogą być świetną okazją do zysków i zarobku dla branży, ale nie nazwałbym tego ratunkiem. Nie sądzę też, aby wielu przedsiębiorców z branży stalowej przebranżowiło się i przestawiło swoją działalność pod te inwestycje — mówi Adam Świerzyński, prezes firmy Met-Prim.
W ubiegłbym roku obrót branży był dużo niższy niż w 2007 r. Dla Grupy Polska Stal (GPS) oznaczało to wynik niższy o ponad 10 proc. W 2009 roku GPS również spodziewa się gorszych wyników sprzedaży i niższych przychodów.
— Zapowiadane wielkie projekty infrastrukturalne jeszcze nie ruszyły. Nie ma rozmów, nie ma przetargów, więc trudno mówić o realizacji zamówień — mówi Marek Żołubowski, prezes Grupy Polska Stal.
Nie umniejsza on jednak ich znaczenia dla branży i przyznaje, że jeśli te inwestycje jednak ruszą, to ten rok powinien zakończyć się dobrymi wynikami finansowymi dla branży. Dobrymi czyli bez strat i choćby z minimalnym zyskiem.
Przyjaźń z hutą
Nowoczesne polskie drogi są teraz głównie projektami i zapowiedziami. Co jeśli nie przełożą się na realne inwestycje?
— Na pewno ten rok będzie trudniejszy. Dużo będzie zależeć od banków i ich skłonności do kredytowania naszych inwestycji. Finansowanie będzie potrzebne też firmom budowlanym. Bez tego nawet najlepsze projekty nie zmienią się w zlecenia. Stadiony i pokazywane w mediach rozstrzygnięcia przetargów nie przekładają się na pieniądze dla przemysłu stalowego — tłumaczy Marek Żołubowski.
Jego zdaniem największe zapotrzebowanie na stal budowlaną będzie nie w tym roku, ale dopiero w przyszłym i kolejnych.
— Huty ratują się jakoś eksportem. Ostatnio coraz częściej polska stal trafia poza granice Unii Europejskiej. Głównie do Afryki. Taki zabieg powinien utrzymać dyscyplinę cenową. Cieszymy się też, że huty nie przesadzają z poziomem produkcji. Gdyby zaczęły wykorzystywać one 100 proc. swoich możliwości produkcyjnych, wtedy zaczął by się prawdziwy problem z cenami i trudności z zagospodarowaniem tej stali — mówi Żołubowski.