Przeniosą cię w sarmackie czasy

Sylwester Sacharczuk
opublikowano: 2006-09-05 00:00

Uczta bez sztućców, nocleg pokotem, śniadania wojów, pasowanie na rycerzy. Andrzej Żamojda dobrze wie, jak zarobić, odwołując się do tradycji.

Gdy pod koniec ubiegłego wieku po raz pierwszy przyjechał do Kiermus na Podlasiu, blisko zabytkowego Tykocina, zastał łąki i łany zboża.

— Do najbliższej wsi kilka kilometrów, dookoła tylko nadnarwiańska przyroda. Cóż, znalazłem się w dobrym miejscu, w którym można by odtworzyć staropolski dworek szlachecki — wspomina Andrzej Żamojda.

W miejscu po dawnej stodole znaleźli z żoną ślady po dużym piecu chlebowym.

— Postanowiłem otworzyć tam podlaską karczmę z piecem chlebowym, dużym szynkwasem i ośmioma izbami — opowiada Andrzej Żamojda.

Dziś Dworku nad Łąkami nie sposób nie zauważyć. Wygląda jak budynek z przełomu XVIII i XIX w. Za progiem ma się wrażenie, jakby się trafiło w tamte czasy. Klienci mogą zamieszkać w apartamentach: dziedzica, żydowskim lub szlacheckim.

— Odpowiedni klimat zyskaliśmy przede wszystkim dzięki stylizowanym wnętrzom i meblom z epoki. Szable i portrety w apartamencie szlacheckim jednoznacznie dają gościowi poczuć, że jest tu gospodarzem — mówi Andrzej Żamojda.

Jedzą bez sztućców

W 1999 r. w Kiermusach stał już kompleks historyczno-wypoczynkowy, popularnie nazywany „ostatnią ostoją tradycji szlacheckiej na Podlasiu”. Do dworku dołączyły: Karczma Rzym, Dworskie Czworaki i Jantarowy Kasztel, wzorowany na warowniach z XV-XVI w.

— Odtworzyłem go według odnalezionych przeze mnie rycin tutejszego kasztelu warownego. Powstał w całości z kamienia. Niekiedy droga do zamku jest zalana i można dostać się do niego tylko pomostem lub tratwą — opowiada właściciel.

Zwraca uwagę na organizowane tu uczty.

— Nakrywamy według ówczesnych zwyczajów, czyli bez sztućców. Dziś to ewenement na skalę europejską — podkreśla Andrzej Żamojda.

Menu przywołuje klimat dawnej Polski. Biesiady na podzamczu trwają do białego rana. Kończą się średniowiecznym śniadaniem wojów, po którym władca Jantarowego Kasztelu pasuje ich na rycerzy, wręczając sakwę z monetą kiermusiańską. A nocne harce można odpokutować w zamkowej kapliczce.

Głowa nie boli

Uczestnicy biesiad nawet śpią pokotem pod jednym dachem.

— W taką noc budzą się w nich cechy atawistyczne, właściwe naszym przodkom, które zanikły w następstwie ewolucyjnego rozwoju. Ten budzący się atawizm, jak potwierdzają psychologowie, wypiera z pamięci wszelkie niepokoje wynikające ze stresującej rzeczywistości — twierdzi Andrzej Żamojda.

Kiermusy są znane także z nalewek przygotowywanych w oryginalnie oprzyrządowanej gorzelni. Receptury stworzył dziadek właściciela, Andrzej Hadukiewicz, który żył 102 lata.

— Zastanawiałem się nad tajemnicą jego długowieczności. Odpowiedź znajdowałem tylko jedną: nalewki. Już jako chłopak zbierał zioła i zalewał je spirytusem według przepisów swojej babki, doskonałej zielarki. Przed śmiercią przekazał dokładny skład i receptury najmłodszemu wnukowi, czyli mnie — opowiada Andrzej Żamojda.

Kontynuuje więc tradycję nalewki na 16 ziołach, czyli Kiermusianki, oraz Chrzanówki na żurawinie. Obie — jak głosi reklama — „jako oleum lżejsze są i z brzucha do głowy wędrując, mądrości a konceptu przysparzają”.

— Kiedy zrobiłem pierwsze próbki, potwierdziły się zapewnienia dziadka. Mimo niemałej zawartości alkoholu na drugi dzień głowa mnie nie bolała — stwierdza z największą powagą Andrzej Żamojda.

Satysfakcja z pomocy

Goszczące w Kiermusach osobistości pozostawiają po sobie dęby. Swoje drzewka w Alei Dębowej zasadzili: Krzysztof Penderecki, Kazimierz Górski, Daniel Olbrychski, Irena Szewińska, Leon Niemczyk.

Przykład Kiermus wskazuje, że na rodzinnej tradycji i historii można zrobić niezły interes, ale Andrzej Żamojda od lat także opiekuje się wychowankami Domu Dziecka w Krasnem i dziećmi ze stowarzyszenia Droga. Latem i zimą korzystają one z kolonii organizowanych w Kiermusach. Firma pomaga im też finansowo i organizuje zbiórki odzieży.

— Dzieci biorą udział w wycieczkach, warsztatach malarskich i aktorskich. Podczas pokazów walk rycerskich i zwiedzania zamku poznają historię kraju i rycerstwa — mówi właściciel Dworku nad Łąkami.

Pomocą charytatywnego stowarzyszenia Droga Andrzej Żamojda stworzył też „Apel do hotelarzy”.

— Chcemy im uświadomić, że przy niewielkich nakładach mogą sprawić radość dzieciom doświadczonym przez los. Właściwie każdy hotel dysponujący nawet kilkoma wolnymi miejscami może pomóc — zwraca uwagę Andrzej Żamojda.