Przerwa urlopowa na zastanowienie

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-08-07 20:00

Sierpień jest naturalnym okresem kanikuły również w obszarze polityki, chociaż nie do końca. W zasadzie normalnie funkcjonuje władza wykonawcza, czyli Rada Ministrów oraz prezydent RP.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Notabene za tydzień, w Święto Wojska Polskiego, na warszawskiej Wisłostradzie odbywa się standardowa już defilada, będąca kopią ubiegłorocznej i przerzucająca pomost między rządem poprzednim a obecnym. Parlament natomiast urządził sobie bardzo długie wakacje. Sejm zakończył posiedzenie 26 lipca i zbierze się dopiero 11 września, zaś dla Senatu obie graniczne daty wynoszą odpowiednio: 31 lipca oraz dopiero 23 września. Ciekawe, że druga izba na posiedzeniu ostatnim przed wypoczynkiem rozpatrzyła pakiet czterech ustaw przesłanych z Sejmu już po… pięciu dniach, co potwierdza, że gdy senatorowie są zmotywowani, to umieją się sprężyć.

Wielotygodniowa przerwa Sejmu czasowo przytłumiła naprężenia wewnątrz ekipy współrządzącej. Absolutnie nie jest ona monolitem, konstrukcja jako żywo przypomina biznesowe konsorcjum, dlatego od jesieni 2023 r. konsekwentnie używam właśnie takiego określenia. Dla porządku przypomnę liczbę szabel w Sejmie – analogiczny rozkład w Senacie ma niezrównanie mniejsze znaczenie – udziałowców konsorcjum 15 października, mającego przewagę 247:213. Jest to pewna większość bezwzględna, ale daleka od progu 276, koniecznego do obalania prezydenckiego weta. Liderem konsorcjum jest Koalicja Obywatelska (z dominującą wewnątrz pozycją PO) z liczbą 157 posłów, oba składniki Trzeciej Drogi, czyli Polska 2050 i PSL, mają równo po 32 mandaty, zaś Lewica 26. Suche liczby przypominają o realiach zarówno rozgrywek z prezydentem, w których rządowa większość pozostaje bezradna, jak też wspomnianych naprężeń wewnętrznych.

Różnice zdań interesariuszy nie są tak głębokie, by groziły rozsadzeniem konsorcjum. Pragnienie rozliczenia i pognębienia PiS za okres rządów 2015-23 wciąż jest spoiwem niezwykle silnym. Coraz bardziej niewygodne politycznie staje się jednak pytanie o konkretny dorobek własny rządu zaprzysiężonego 13 grudnia 2023 r. Udziałowcy konsorcjum zgłaszają pozarządowe projekty, które już w fazie wstępnej nie mają większości do uchwalenia. Bardzo gorzką nauczką, że fatalnym błędem jest forsowanie nieuzgodnionych ustaw do głosowania, była niedawno próba złagodzenia aborcyjnej odpowiedzialności w kodeksie karnym. Ustawa przepadła ze względu na brak zwartości konsorcjum, z czego forsujący doskonale zdawali sobie sprawę, ale postanowili zaryzykować – a nuż się uda. Notabene po wakacjach projekt jako formalnie nowy oczywiście wróci.

Z wątków bliższych profilowi PB wypada odnotować usilne starania Polski 2050 o obniżenie składki zdrowotnej. Jak pamiętamy, została ona podwyższona przez PiS w pakiecie tzw. Polskiego Ładu. Obecnie heroldem projektu obniżenia jest Ryszard Petru, który rozgłasza tezę, że koalicja o przyjęciu ustawy już postanowiła, czego absolutnie nie potwierdza Andrzej Domański. Minister finansów na 4 mld zł ustalił limit sfinansowania obniżki składki, która zgodnie z projektem Polski 2050 kosztowałaby budżet kilkanaście razy więcej. Na razie zgodność osiągnięto tylko w jednym elemencie, czyli zrezygnowaniu z rzeczywiście absurdalnego poboru składki od sprzedaży aktywów trwałych.

Drugim pomysłem udziałowców konsorcjum jest forsowany, tym razem przez Lewicę, pomysł skrócenia czasu pracy do czterech dni. Co bardzo ważne – wynagrodzenia oczywiście miałyby zostać utrzymane jak za pięć dni! Ten projekt jest dosyć ostro kontrowany, w imieniu polskich przedsiębiorców, przez wspomnianą Polskę 2050. Bardzo zasadnie, bo to przecież lewicowa mrzonka i absurd wręcz kosmiczny. Zdecydowanie większe szanse na uzgodnienie przez konsorcjum 15 października ma koncepcja kodeksowego obniżania tygodniowego wymiaru pracy do 35 godzin, oczywiście rozłożonego na pięć dni.