Miłośnik polo, herbaty i elegancji. Biznesmen i agresywny lobbysta.
Kilka dni temu Marek D. wcielił się w nową rolę: tymczasowo aresztowanego.
14 września MTS-CeTO, spółka zarządzająca regulowanym rynkiem pozagiełdowym, dopuściła do obrotu obligacje firmy Pe-eF-Ka o astronomicznej wartości (do 1 mld zł).
26 września Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała znanego biznesmena i lobbystę za wręczenie korzyści majątkowej politykowi SLD, Andrzejowi Pęczakowi (łódzka prokuratura postawiła aresztowanemu zarzut użyczenia luksusowego samochodu).
Co łączy oba wydarzenia? Osoba 43-letniego Marka D.
„Do Paryża jedziemy nie na kawę, ale oglądać gwiazdy, bo tam inaczej świecą. Jesteśmy herbaciarzami i akurat w Paryżu można kupić herbatę rosnącą w Chinach tylko na jednym wzgórzu. Jestem uzależniony tylko od nieśmiertelnych garniturów Brioni i jakości Hermesa” — tak Marek D. 2 lata temu w „Vivie” mówił o swoich upodobaniach.
Blisko królowej...
W powszechnej opinii publicznej Marek D. znany jest właśnie głównie z kolorowych pism, którym — z żoną Aleksandrą, prowadzącą w stolicy studio mody — chętnie udzielał wywiadów. Zainteresowanie magazynów małżeństwem dodatkowo wzrosło, gdy firma biznesmena stała się wyłącznym sponsorem tegorocznego prestiżowego turnieju polo — Royal Windsor Cup. Dzięki temu Marek D. mógł pokazać się w towarzystwie brytyjskiej królowej (czym pochwalił się na stronie internetowej swej firmy).
W kręgach gospodarczych Marek D. kojarzony jest jednak głównie z niejasnymi transakcjami i aktywnością służb specjalnych. Karierę w biznesie zaczął od założenia spółki Proxy, która w latach 1990-91 dostała dwa intratne zlecenia: na opracowanie planu przekształcenia zakładu zbrojeniowego Mesko w spółkę akcyjną oraz studium restrukturyzacji polskiego przemysłu zbrojeniowego. Zdaniem Najwyższej Izby Kontroli przy tej okazji naruszono tajemnicę państwową i interesy skarbu państwa, a wynagrodzenie Proxy było o wiele za wysokie w stosunku do wykonanej pracy.
W 1993 r. Marek D. brał udział w innej aferze, dotyczącej tym razem Ciechu. Był współudziałowcem spółki Chemico Holding, zamierzającej konsolidować firmy z branży chemicznej. Finansowanie miał zapewnić Ciech, wykupując obligacje Chemico o kolosalnej wartości 80 mln USD. Plany zablokował resort współpracy gospodarczej z zagranicą, argumentując swoje veto groźbą uwłaszczenia się prywatnych osób na państwowym majątku.
...Gawriłowa...
Rok później kontrowersyjny biznesmen powołał kilka nowych spółek, w tym mający działać jak bank inwestycyjny Larchmont Capital (LC). To wokół LC w kilka lat powstał łańcuszek spółek, z których najważniejsze to: Larchmont Finance (firma doradczo- -konsultingowa), Blue Sky Communications (specjalizująca się w sytuacjach kryzysowych agencja public relations) oraz Triton Holding (posiadacz koncesji na obrót energią elektryczną).
W latach 1995-97 współudziałowcem LC był Siergiej Gawriłow, rosyjski biznesmen z obywatelstwem Belize, którego media podejrzewały o pranie brudnych pieniędzy i kontakty ze służbami specjalnymi Rosji (wydalono go z Polski). Głośno było także o zaległościach LC wobec związku kombatantów, od którego wynajął biuro w Warszawie.
Za przełomowy moment w karierze Marka D. uchodzi powstanie w 1996 r. Polkomtela, operatora sieci telefonii komórkowej Plus. Większość pieniędzy wyłożyły na ten projekt państwowe giganty: Polskie Sieci Elektroenergetyczne, KGHM Polska Miedź i PKN Orlen. Na stronach internetowych LC jeszcze niedawno (wczoraj strona nie działała) można było przeczytać, że Polkomtel „wymyślił i zbudował” właśnie Marek D.
Wiesław Kaczmarek, ówczesny minister skarbu państwa, w wypowiedzi dla dwutygodnika „Business Week”, stwierdził jednak dobitnie, że pomysłodawcą projektu był Władysław Bartoszewicz, pierwszy szef Polkomtela, a Marek D. dołączył do niego później.
...i szefa UOP
To znamienne. Szef LC jest nie tylko biznesmenem, ale też — może przede wszystkim — lobbystą. I jak każdy dobry lobbysta obnosi się ze swoimi — rzekomymi czy prawdziwymi — sukcesami i znajomościami. Także w mediach.
„Rzeczpospolitej” chwalił się na przykład przyjaźnią z generałem Gromosławem Czempińskim. Były szef Urzędu Ochrony Państwa bagatelizował jednak tę wypowiedź, twierdząc, że nie utrzymywał z Markiem D. bliższych kontaktów.
W 2002 r. do prasy przedostała się informacja, że ofertę obligacji koncernu medialnego ITI przygotuje Larchmont Capital. Jan Wejchert w „Pulsie Biznesu” dementował: „Zachowali się nieprofesjonalnie. Jednego dnia wstępnie omawiamy potencjalną transakcję, a następnego dowiadujemy się o tym z mediów”.
Spora część interesów Marka D. to pomoc zagranicznym podmiotom w wejściu do Polski. W 1995 r. uczestniczył w przetargu na Cementownię Ożarów, doradzając skutecznie irlandzkiemu inwestorowi branżowemu CRH. Potem przy prywatyzacji Elektrowni Połaniec jego — również zadowolonym — klientem był belgijski Tractabel.
Zdarzały się też porażki. W przetargu na samolot wielozadaniowy dla polskiego wojska Marek D. pracował dla brytyjsko-szwedzkiego BAAS, producenta grippenów, które okazały się gorsze od amerykańskich F-16. W 1996 r. doradzał zaś Antenie 1 — przegrała z TVN walkę o koncesję na telewizję ponadregionalną.
Tam, gdzie gorąco
Największą prywatyzacją, przy której się pojawił, był zeszłoroczny przetarg na Polskie Huty Stali (jego firma doradzała zwycięzcy — hinduskiemu LNM). To wtedy na konto fundacji, kojarzonej z Leszkiem Millerem, wpłynęło od niego 100 tys. zł.
— Umowa LC z LNM zakładała współpracę zarówno przy PHS, jak i drugiej prywatyzacji w branży (Huta Częstochowa), która — jak wiadomo — została zablokowana. To pogorszyło stosunki Hindusów z Markiem D. Efekt? Za kilka tygodni był już w Kijowie, oferując usługi konkurentowi LNM — Donbasowi — mówi osoba zbliżona do wydarzeń.
Nie wiadomo, czy wolta Marka D. okazała się skuteczna. Podjęcie takiej próby świadczy jednak o skłonności do niekonwencjonalnych zachowań. Jeszcze jeden przykład: w listopadzie 2002 r. zagrożony bankructwem Elektrim, po prawie roku rozmów, podpisał porozumienie z obligatariuszami w sprawie spłaty blisko 2 mld zł wierzytelności. W najgorętszym okresie negocjacji do sądu wpłynął wniosek o upadłość holdingu (ujawniliśmy to wtedy w „PB”). Złożyła go należąca do Marka D. spółka Blue Aries Capital (BAC), na podstawie długu o wartości... 30 tys. zł. Tydzień wcześniej BAC kupił wierzytelność od Tele-Foniki Kable (Marek D. doradzał jej przy zakupie Elektrimu Kable).
Pół roku później BAC wnioskował o upadłość kolejnej spółki, której losy właśnie się ważyły. Tym razem chodziło o El-Net, operatora telefonii stacjonarnej. Tak wtedy, jak i wcześniej w sprawie Elektrimu — sąd oddalił wnioski BAC.
Poród zza krat
Najnowszym pomysłem Marka D. jest Polski Fundusz Komunalny. Ma zająć się sekurytyzacją wierzytelności komunalnych, czyli zamianą długu małych i średnich gmin na obligacje. Papiery te, o całkowitej wartości do 1 mld zł, miałyby obejmować fundusze inwestycyjne i emerytalne. Zgodnie z zapowiedziami organizatora emisji — Larchmont Finance — pierwsza transza obligacji (o wartości blisko 100 mln zł) miała pojawić się na rynku do końca października. Tak się jednak nie stanie. Norbert Nowacki, prezes Larchmont Finance, mówi że najwcześniejszy termin emisji to listopad. Zarzeka się, że opóźnienie nie ma związku z kłopotami Marka D.
— Jedyny powód to oferta akcji PKO BP, którą chcemy przeczekać. Zatrzymanie Marka D. nie powinno wpłynąć na przebieg emisji. Na działalność operacyjną spółki Pe-eF-Ka, wypuszczającej obligacje, Larchmont Finance nie będzie miał wpływu. Zarządzać nią będzie podmiot zewnętrzny pod ścisłym nadzorem banku — organizatora: BZ WBK — przekonuje Norbert Nowacki.
— Sprawa zatrzymania Marka D. nie ma nic wspólnego z programem emisji obligacji — wtóruje mu Grzegorz Adamski z BZ WBK.
Deklaracje te, jak zawsze, zweryfikuje rynek.
Na razie nie wiadomo, czy Marek D. będzie obecny przy narodzinach swego najmłodszego dziecka, czy też będzie się im biernie przyglądał zza krat aresztu (trafił do niego 26 września, zatrzymany na krakowskim lotnisku po powrocie z zagranicy). Wczoraj nie udało nam się skontaktować z jego obrońcą. Nie wiemy zatem, czy ten wystąpi o uchylenie trzymiesięcznego aresztu swego klienta.
