Coraz więcej polskich firm decyduje się na inwestycje w Rosji i na Ukrainie. Ta druga ma większe wzięcie.
Ograniczenia eksportowe, jakie zafundowały polskim producentom żywności Rosja i Ukraina, skłaniają coraz więcej naszych firm do lokowania produkcji na tych rynkach. Prym wiodą spółki giełdowe.
Duda na Ukrainie
— W trzecim kwartale planujemy kolejne przejęcie na Ukrainie. Tym razem naszym celem będzie ferma trzody. Dzięki temu zaczniemy budowę własnego zaplecza surowcowego — mówi Maciej Duda, prezes giełdowej spółki PKM Duda.
Wcześniej firma kupiła na Ukrainie (w Nowowołyńsku) zakład ubojowo-przetwórczy.
— Do tej pory z powodu niedoborów surowca nie mogliśmy wykorzystać w pełni mocy przetwórczych na Ukrainie. A szkoda, bo nie ma tam problemu ze sprzedażą mięsa — dodaje prezes.
Podkreśla przy tym, że działalność na Ukrainie jest bardzo rentowna, bardziej niż w Polsce. Dlatego PKM zamierza dalej ją rozwijać. Firma chce m.in. w niedalekiej przyszłości zainwestować także we własną mieszalnię pasz.
Podobny scenariusz zamierza wkrótce zrealizować inny giełdowy producent mięsa — Indykpol.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że spółka kończy przejęcie czołowego producenta mięsa indyczego na Ukrainie. Jego celem mają być m.in. fermy indyków, a także zakład ubojowy w centralnej części kraju.
Hoop w Rosji
Mniejszym zainteresowaniem polskich firm cieszą się na razie inwestycje w Rosji. Rozkręca się tam Hoop, producent napojów.
— Początki nie były łatwe, ale obecnie moskiewska firma Megapack, w której mamy 50 proc. udziałów, radzi sobie dobrze. Zakład pracuje pełną parą. Na pewno będziemy inwestować w jego rozwój i nowe moce — mówi Marek Jutkiewicz, wiceprezes Hoopa.
Podkreśla, że rynek rosyjski nie jest już zaściankiem i że warto na nim być. Poważnie o rynkach wschodnich myśli też debiutant giełdowy — Mispol — który od niedawna rozwija produkcję pasztetów i dań gotowych na Białorusi.