PRZETWÓRCY DROBIU LICZĄ NA EKSPORT

Witold Choiński, Maciej Zbiejcik
opublikowano: 09-06-1999, 00:00

PRZETWÓRCY DROBIU LICZĄ NA EKSPORT

Liderzy krajowego rynku mogą skorzystać na belgijskiej aferze z dioksyną

OSTROŻNY OPTYMISTA: Ryszard Pietkiewicz, prezes siedleckiego Drosedu, nie wierzy, by skandal w Belgii przyniósł w Europie Zachodniej gwałtowny skok popytu na polski drób. Ale na wszelki wypadek Drosed, podobnie jak jego krajowi konkurenci, już przygotowuje się do zwiększenia eksportu. fot. Grzegorz Kawecki

Polscy producenci drobiu mogą wyeksportować nawet do 25 proc. tuszek kurczaków. Twierdzą jednak, że na konkrety trzeba poczekać aż rynek europejski ustabilizuje się po belgijskiej aferze.

Ryszard Pietkiewicz, prezes siedleckiego Drosedu podchodzi z dystansem do możliwości znacznego zwiększenia eksportu.

— Nie popadam w przesadny optymizm. Jest szansa na pozbycie się części zapasów. Ale o tym, kto na tym skorzysta, zadecydują władze Unii Europejskiej — podkreśla Ryszard Pietkiewicz.

Drosed eksportuje zaledwie 20 ton filetów z kurczaka miesięcznie. Lepiej jest z eksportem gęsi. Polska nie jest tu w stanie wykorzystać limitów UE.

Przynęta dla importerów

Drosed widzi jednak szansę na zwiększenie eksportu. Idąc za przykładem Francji, już w sierpniu chce wprowadzić na rynek drób z tzw. długiego okresu odchowu, trwającego o dwa tygodnie dłużej.

— Kurczęta te będą pochodziły z tuczu ekstensywnego, 56-dniowego, a nie, jak to jest w tuczu intensywnym, 38-42-dniowego. Tucz oparty jest na paszach tradycyjnych, zbożach i śrutach pochodzenia roślinnego — mówi Ryszard Pietkiewicz.

Jego zdaniem, na decyzje firm z Unii trzeba jeszcze trochę poczekać. System ich podejmowania jest bardzo sformalizowany. Ponadto obowiązują nas limity eksportowe. Do UE możemy wyeksportować nie więcej niż 27 tys. ton drobiu rocznie.

Atuty gigantów

— Największy producent wyrobów drobiowych, jakim są Stany Zjednoczone, dysponuje znacznie tańszymi od nas paszami. Koszty produkcji są znacznie niższe, co automatycznie faworyzuje ich wyroby — stwierdza Ryszard Pietkiewicz.

Niewygodnym konkurentem w walce o belgijski rynek mogą okazać się także Chiny. Nasi producenci będą musieli zmierzyć się ponadto z europejskimi potentatami drobiowymi, m.in. z Niemcami i Francją oraz stale liczącą się na rynku Brazylią.

Lepiej w kraju

Pierwsze pozytywne oznaki wywołane aferą dioksynową widać na rodzimym podwórku. Poprawiła się sprzedaż i — jak przekonują specjaliści — stale rośnie. Jest to jednak zasługa nie tylko zachwiania na zachodnim rynku.

— Sytuacja na krajowym rynku w ostatnich dwóch tygodniach wyraźnie się poprawiła. Ceny przetworów drobiowych są nieco wyższe. Takie ożywienie o tej porze roku, które trwa od czerwca do sierpnia, obserwujemy już od trzech lat — twierdzi Ryszard Pietkiewicz.

Szanse Animexu

Możliwości zwiększenia eksportu widzi również Animex. Zdaniem Zbigniewa Nasiłowskiego, prezesa Animexu, mogą teraz zaowocować długoletnie kontakty handlowe oraz znane na rynku europejskim znaki towarowe Animexu.

— Jesteśmy jednym z nielicznych producentów drobiu, który dysponuje całym procesem produkcyjnym, począwszy od wylęgu piskląt aż do gotowego wyrobu — mówi Zbigniew Nasiłowski.

Zdaniem Bodo Englinga, prezesa szczecińskiego Drobimexu- -Heintz, jego firma nie może już zwiększyć eksportu do Unii filetów z kurcząt. Eksportuje ich teraz około 60 ton miesięcznie. Szanse spółka widzi natomiast w eksporcie tusz i elementów, których mogłaby sprzedawać do 200 ton miesięcznie.

Polskie firmy już teraz zamierzają przeprowadzić badanie swoich produktów na zawartość dioksyn. Deklaruje to zarówno Drosed, jak i Drobimex-Heintz. O wyniki badań firmy są jednak spokojne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Witold Choiński, Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / PRZETWÓRCY DROBIU LICZĄ NA EKSPORT