Przewoźnicy sie zbroją

opublikowano: 2016-03-23 22:00

Pojazdy do przewozu towarów mają wzięcie. Wzrost sprzedaży notują producenci samochodów i naczep.

Pierwsze dwa miesiące 2016 r. przyniosły pokaźny wzrost zainteresowania ciągnikami siodłowymi i naczepami. W pierwszej grupie sprzedaż była większa o niemal 43 proc. niż rok wcześniej (zarejestrowano 3078 ciągników), a w drugiej o prawie 53 proc. (3376 naczep).

Zakupy.
Zakupy.
Pierwsze dwa miesiące 2016 r. przyniosły prawie 43-procentowy wzrost rejestracji nowych ciągników siodłowych.
Bloomberg

Przewoźnik na zakupach

W rynku samochodów ciężarowych obejmującym również mniejsze auta, ciężarówki, autobusy i wspomniane ciągniki siodłowe to te ostatnie mają największy wpływ na wyniki całej grupy. W pierwszych dwóch miesiącach tego roku należało do nich bowiem aż 81 proc. rynku. Podobnie jest w segmencie naczep i przyczep, do którego zlicza się też mniejsze konstrukcje i sprzęt dla rolników. Tu najlepiej sprzedają się naczepy, czyli sprzęt wykorzystywany najczęściej przez firmy przewozowe. Na 5,7 tys. sprzedanych pojazdów zaliczanych do tego segmentu ponad 3 tys. stanowiły właśnie naczepy. Innymi słowy: przewoźnicy kupują na potęgę. Co stoi nieco w opozycji do ogólnego obrazu branży transportu drogowego, którą targają ustawy o płacy minimalnej z jednej strony i ograniczenia na rynku rosyjskim z drugiej. Tymczasem branża dostarczająca sprzęt to wykonywania przewozów w 2015 r. odnotowała w Polsce i na zachodzie Europy odnotowała dobrą (a nawet bardzo dobrą) koniunkturę. — W Europie przewoźnicy wymieniają pojazdy ciężarowe na spełniające normę Euro 6, co w ubiegłym roku zaowocowało wzrostem sprzedaży o 16,2 proc., przy czym największy wzrost odnotowano w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii. Nasz rynek krajowy zakończył 2015 r. wzrostem o 15,7 proc. — informuje Mariusz Golec, prezes Wieltonu, producenta naczep.

Wiatr w żagle

Według danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, w 2015 r. w Polsce zarejestrowano 19 144 naczepy i przyczepy wobec 16 550 w 2014 r. Tegoroczny wzrost jest więc kontynuacją. Podobnie rzecz się ma z ciężarówkami.

— Warto przypomnieć, że Polska plasuje się na czwartej pozycji wśród największych europejskich rynków naczep i przyczep — mówi Mariusz Golec.

A prognozy są pomyślne również na kolejne miesiące. Będzie rósł polski rynek. Będzie rósł również europejski.

— Szacuję, że europejski rynek naczep i przyczep powinien urosnąć w 2016 r. o około 10 proc. Duży wzrost powinny osiągnąć przede wszystkim rynki w krajach niemieckojęzycznych. Według analiz urośnie również rynek we Francji. Dobrej koniunktury oczekuje się również we Włoszech — z ewentualnym wzrostem o ponad 10 proc. — opowiada Mariusz Golec. Czy wzmożone zakupy branży transportowej wieszczą lepsze dla niej czasy?

— Transport jest barometrem rynku, co oznacza, że na rynku się dobrze dzieje. Naturalnie większość naszej sprzedaży to wymiana sprzętu, ale zamówienia, jakie otrzymaliśmy od klientów, wskazują, że zapowiada się bardzo dobry początek roku. Co będzie dalej, jak zwykle w tej branży czas pokaże. Dzisiaj koniunkturę napędza wysoki kurs euro i niska cena paliwa, bo to powiększa opłacalność transportu — komentuje Tomasz Kujawa, członek zarządu i dyrektor handlowy Pozkrone.

Strach miał wielkie oczy

Producenci i dostawcy pojazdów dla transportu ciężarowego zacierają ręce. — Wielton zamierza wykorzystać dobrą koniunkturę w branży dla wzrostu sprzedaży i umocnienia pozycji na rynku. W następstwie dwóch transakcji zrealizowanych w 2015 r., czyli przejęcia spółki Fruehauf i nabycia włoskich aktywów CIR, spółka powiększy znacząco bazę produkcyjną, co przełoży się na podwojenie mocy produkcyjnych. Dzięki obecnym i przejętym aktywom produkcyjnym Wielton może osiągnąć za dwa, trzy lata potencjał produkcyjny ponad 16 tys. pojazdów, a w kolejnych latach do 25 tys. rocznie. Ponadto dzięki przejęciom dostępne dla Grupy Wielton stana się rynki Europy Zachodniej, zwłaszcza Francja, Włochy i Hiszpania — zapowiada Mariusz Golec. Patrząc na rynek z perspektywy dostawców aut i naczep, można dojść do wniosku, że większość polskich przewoźników dostosowała działania do trudniejszych warunków. I to z sukcesem, bo zwiększają inwestycje w pojazdy.

— Problem dotyczący zezwoleń rosyjskich na razie został rozwiązany. Liczba zezwoleń jest zdecydowanie mniejsza niż w latach ubiegłych, ale też liczba frachtów w kierunku wschodnim znacząco się spadła. W odniesieniu do MiLoG-u, czyli obowiązującej od początku ubiegłego roku pensji minimalnej w Niemczech, a wynoszącej 8,5 euro za godzinę, to dotychczasowe rozstrzygnięcia prawne są korzystne dla przewoźników. Niemiecki Urząd Celny w pełni zaakceptował wliczanie do płacy minimalnej ryczałtu noclegowego i diety pomniejszonej według wytycznych tamtejszego ministerstwa finansów, co powinno pozwolić polskim i europejskim przewoźnikom wyjść z zamieszania obronną ręką — uważa Mariusz Golec. &