Przez ocean niesie się kanon dwugłosowy

Jacek Zalewski
opublikowano: 2005-02-23 00:00

Zorganizowanie w Brukseli, w odstępie kilku godzin i w odległości kilku kilometrów, dwóch odrębnych szczytów — Organizacji Traktatu Pólnocnoatlantyckiego (NATO) oraz spotkania Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi — zdarzyło się po raz pierwszy w historii obu wspólnot. Nasza mapka przypomina, iż NATO i UE są odrębnymi zbiorami państw, chociaż dominuje ich część wspólna.

Obserwatorowi brukselskiego zjazdu szefów państw i rządów trudno uniknąć skojarzenia z utworem przywołanym w tytule komentarza. W kanonie głos wprowadzający melodię nazywa się poprzednikiem, a głos imitujący — następnikiem. W Brukseli prezydent George W. Bush za wszelka cenę starał się być poprzednikiem i utrzymywać inicjatywę. Jego europejska wyprawa, na starcie drugiej kadencji, ma służyć naprawieniu mostów przez Atlantyk, zerwanych w pierwszej kadencji przez wojnę iracką. Czy jest to realne?

We wtorek słyszeliśmy wiele górnolotnych słów, ale jeszcze raz okazało się, że USA nie zmieniają swojego postrzegania świata, zgodnie z którym jedynymi uprawnionymi do wystawiania świadectwa moralności są sami Amerykanie. Usta prezydenta Busha aż kapią od wolności, praw człowieka etc. — natomiast zaciskają się na samą wzmiankę o prawie tegoż człowieka do oddychania czystym powietrzem! Ironią losu jest okoliczność, że tuż przed „niedźwiedziami” Busha z Chirakiem czy Schröderem wszedł w życie protokół z Kioto, który dla prezydenta USA jest nie do przyjęcia ze względu na sprzeciw amerykańskiego biznesu.

Pewien wątek relacji UE – USA wyjątkowo denerwuje nas, Polaków. Unia postrzegana jest przez Amerykanów jako regionalna płaszczyzna współpracy gospodarczej, ale każde państwo członkowskie traktowane jest jako osobny podmiot. I dlatego nie ma żadnych szans na ogólną amerykańsko-unijną umowę konsularną w sprawie zniesienia wiz. Niestety, sytuacja zapewne nie zmieni się także po wejściu w życie Konstytucji dla Europy, nadającej UE osobowość prawną — ale niekoniecznie w oczach amerykańskich...

Polska była reprezentowana wczoraj podwójnie, jako że NATO tradycyjnie „obstawia” prezydent, jako zwierzchnik sił zbrojnych, natomiast UE jest domeną premiera. Samoloty Aleksandra Kwaśniewskiego i Marka Belki minęły się w czasie, gdy w Brukseli była przerwa i karawana grubych ryb — a w jej ogonie plankton dziennikarski — przemieszczała się z Kwatery Głównej NATO do unijnego gmachu Justus Lipsius. Na gorąco trudno ocenić, w której organizacji obecna pozycja Polski jest mocniejsza. Podobnie, jak „nie ma większego sensu spieranie się, kto miał rację w sprawie Iraku” — tak powitał prezydenta Busha belgijski premier Guy Verhofstadt. Po wtorkowych szczytach każda ze stron pozostała przy swoim.