Przez zdrowie do wielkich pieniędzy

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-02-21 00:00

Produkcja leków nie jest zwykłym biznesem — tak zaczyna się raport o rynku farmaceutycznym przygotowany przez „PB” i „Businessman Magazine”. Prawem komentatora jest, a przynajmniej mam taką nadzieję, nie zgadzać się. Więc się nie zgadzam. Nieodżałowanej pamięci „książę” polskich satyryków, Jerzy Zaruba, zwykł mawiać: zdunowi jest wszystko jedno, czy stawia piec w burdelu czy na plebanii u księdza proboszcza. Robota ma być zrobiona dobrze, a piec ma grzać. To prawda, że konsekwencje błędu są różne. W farmacji może to być „nawet” zdrowie i życie, gdzie indziej „tylko” pieniądze. Tyle że o co w farmacji tak naprawdę chodzi? Również o pieniądze, dodajmy: gigantyczne pieniądze, gdyż światowy rynek farmaceutyków wyceniany jest na 400 mld dolarów, czyli ponad dwukrotnie więcej niż wynosi nasz roczny PKB. Nasze podwórko to ponad 10 mld złotych i to w cenach netto producenta (faktycznie o kilkanaście proc. więcej). Jest więc się o co bić.

Niezwykle interesująca jest specyfika rynku farmaceutycznego, polegająca na niejednoznacznym definiowaniu odbiorcy. Bo, co prawda, w efekcie końcowym, każdy lek ma trafić do chorego (on więc jest odbiorcą końcowym i płatnikiem), ale który to będzie lek, tej czy innej firmy, decyduje nie on, ale lekarz. Nie jest więc lekarz tylko pośrednikiem (z tej dziedziny nie odnoszącym korzyści — przynajmniej w założeniu), ale — w pewnym sensie — klientem, odbiorcą. Jeżeli dodamy do tego styk interesów prywatnych i publicznych, system refundacji leków i jego wpływ na obroty producentów poszczególnych specyfików, i zyski, to mamy cała skomplikowaną mozaikę przemysłu farmaceutycznego. Reszta to imponderabilia.

Bo czy lekarz pojedzie z tą czy inną firmą na „kongres medyczny” na Tahiti, od tej czy innej dostanie długopis z wodotryskiem — to naprawdę ma znaczenie drugorzędne. Z pewnością środowisko musi sobie to poukładać, wypracować metody i zasady, dla nas jest jedynie istotne by „piec stał i grzał”. Słowem byśmy mieli do czynienia, i wśród producentów farmaceutyków, i wśród lekarzy, z profesjonalistami.