Przy smakołykach rośnie apetyt na sztukę
Wernisaż wystawy namalowanych dywanów Olgi Wolniak przyciągnął do restauracji Fret a Porter ludzi ze sfery biznesu i sztuki. Stało się tak w zgodzie z przesłaniem restauracji, pełniącej zarazem funkcję galerii. W trakcie posiłku biznesmeni mogą przyjrzeć się obrazom i spokojnie zastanowić się, które chcieliby kupić.
Restauracja Fret a Porter funkcjonuje od roku. Zgodnie z zamierzeniem Jacquesa Tourela, jej właściciela, miała oferować strawę nie tylko dla ciała, ale i dla ducha. W kameralnych salach, których wystrój troskliwie zaaranżowano, by tworzył przytulną atmosferę, zorganizowano do tej pory kilka wystaw, m.in. Bertrandta, Dwurnika, Dominika. Część obrazów sprzedano, choć proponowane ceny utrzymane były na poziomie wprawdzie średnim, ale z górnej półki — na niej bowiem plasują się autorzy wystawianych prac.
— Galerie są sterylne. Tymczasem dobra sztuka nie boi się wnętrza, które ma swój ustalony charakter. Obrazy muszą być tak eksponowane, żeby oglądającym zdawało się, że należą one do tego miejsca. Wtedy łatwiej sobie je wyobrazić we własnym domu — dowodzi Paweł Sosnowski, współorganizator konkursu reklamy Złote Orły, niedawno pozyskany przez Jacquesa Tourela do prowadzenia galerii.
Właściciel restauracji nie czerpie z pośrednictwa w sprzedaży żadnych zysków. Czerpie jednak satysfakcję, udało się bowiem zrealizować ideę przybliżenia artysty i jego dzieła do nabywcy.
— Przychodzą do nas muzycy, malarze, ale wnętrza restauracji są chętnie wykorzystywane także jako miejsce spotkań biznesowych. Różnego rodzaju imprezy zorganizowały tu m.in. GPW, Polsat, Plus GSM, „Gazeta Wyborcza”, KIG. Andrzej Arendarski, prezes KIG, często gości u nas prywatnie, szefowie innych firm też. Mają możliwość w miłej atmosferze obejrzeć obrazy, zastanowić się nad ich nabyciem i ewentualnie kupić — opowiada Jacques Tourel.
Sami artyści uważają, że tego rodzaju galerie są bardzo potrzebne, choćby w celach edukacyjnych. Może ze sztuką jest jak z miłością — jeśli inaczej nie można, niech trafia przez żołądek do serca.
— Ja widzę tylko taką różnicę między tą, a innymi galeriami, że tu ludzie przychodzą coś zjeść i przy okazji oglądają obrazy, a do galerii przychodzą na spotkanie ze sztuką i przy okazji chętnie by coś zjedli — podsumowuje Anda Rottenberg, dyrektor Galerii Zachęta.
BEZ KONKURENCJI: Na wystawach we Fret a Porter i w Galerii Zachęta pojawiają się nazwiska tych samych artystów. Nikt nikomu nie ma tego za złe. Galerie zamykane są o 18.00. Ludzie biznesu, na ogół pracujący znacznie dłużej, chętniej obejrzą obrazy w restauracji, gdzie mogą dotrzeć nawet bardzo późnym wieczorem. Anda Rottenberg, dyrektor Galerii Zachęta, w znakomitej komitywie z Jacquesem Tourelem, właścicielem restauracji, składa swój podpis na ścianie lokalu.
CENNA INICJATYWA: To miejsce przyciąga także tych, którzy do galerii sztuki nigdy by nie poszli, choćby z braku czasu. Pomysł Jacquesa Tourela wart jest uznania, tym bardziej że pełni w pewnym sensie rolę bardzo pożądanego mecenatu — uważa malarz Andrzej Bertrandt (na fotografii po prawej z malarzem Włodzimierzem Zakrzewskim).
ŻYWY KONTAKT: Ta galeria jest absolutnie potrzebna, przychodzą do niej setki ludzi dziennie. Tu sztuka żyje. Podobnie żyje moja wystawa fotografii dzieci niepełnosprawnych w pasażu pod ratuszem w Hamburgu — mówi Chris Niedental, współwłaściciel agencji Magic Media (na fotografii z żoną Karoliną, właścicielką firmy Partners International).
JAK MAGNES: Nie tylko przy okazji wernisażu można tu spotkać znane postaci ze środowiska sztuki, biznesu, nauki. Tym razem restaurację zaszczyciła swą obecnością znana pisarka Maria Ginter, autorka m.in. niedawno wydanej książki „Pół wieku wspomnień”, z racji wielu pasji nazywana „człowiekiem renesansu”. Towarzyszy jej Maria Bertrandt, żona malarza.
SZTUKA NIE GRYZIE: Biznesmen, który ma szansę kupić obraz, chętniej niż do klasycznej galerii przyjdzie po pracy na kolację do restauracji. Tu ma szansę spokojnie obejrzeć obrazy i przy okazji przekonać się, że sztuka nowoczesna nie gryzie — podkreśla Paweł Sosnowski, kierujący galerią Fret a Porter (na zdjęciu z bohaterką wernisażu Olgą Wolniak).