8 czerwca 2015 r. ruszyła sprzedaż inwestorom detalicznym obligacji deweloperskiego Polnordu. Spółka chce pozyskać 50 mln zł. — Nie mamy problemów z plasowaniem emisji wśród instytucji finansowych, ale emisje publiczne cieszą się dużym zainteresowaniem przy statystycznie niższym oprocentowaniu niż niepubliczne. Poprzez akcję promocyjną oferty chcemy też zwrócić uwagę osób mających pieniądze na firmę nie tylko w kontekście obligacji, ale również akcji czy mieszkań — mówi Tomasz Sznajder, wiceprezes Polnordu.
Za trzyletnią pożyczkę Polnord płaci 3,5 pkt. proc. ponad WIBOR. Spośród spółek, które w 2015 r. sprzedawały inwestorom detalicznym obligacje o oprocentowaniu zmiennym, niższą marżę oferował tylko windykacyjny Best. W lutym bez problemu pozyskał jednak 35 mln zł. Deweloperskie Capital Park, Murapol i Ghelamco Invest oferowały marże z przedziału 4-4,6 punktu procentowego.
— Wierzymy w to, co robimy, i uczciwie stawiamy sprawę. A przy obecnym oprocentowaniu lokat oprocentowanie naszych obligacji wynoszące ponad 5 proc. jest warte tego, by się nim zainteresować. Ta transza za 50 mln zł powinna znaleźć nabywców i liczymy, że jeszcze w tym roku wprowadzimy na rynek papiery za kolejne 50 mln zł — dodaje Tomasz Sznajder.
Efekt niskich stóp
W zakończonych już ofertach publicznych dla inwestorów indywidualnych (obecnie chętnych na obligacje szuka też Kerdos Group) spółki chciały sprzedać obligacje za 266,5 mln zł. Zdobyły co najmniej 228,1 mln zł (jedna emisja nie jest jeszcze rozliczona).
— To dużo. Rynek wydaje się dość chłonny. Niskie stopy procentowe sprzyjają zainteresowaniu obligacjami korporacyjnymi. Fundusze obligacji korporacyjnych notują zwiększone napływy, a niektórzy decydują się na inwestycje bezpośrednie — komentuje Kamil Artyszuk, analityk obligacji korporacyjnych w Allianz TFI.
Na jedną emisję (Marka przeprowadziła dwie) przypadało ponad 16 mln zł. Gdy pod koniec maja 2013 r. PKN Orlen zaoferował swoje obligacje w ofercie publicznej dostępnej dla inwestorów detalicznych, potrzebował trzech dni, by zdobyć 200 mln zł. Kolejne 0,5 mld zł przyniosły mu trzy następne emisje przeprowadzone do końca 2013 r., mimo że w żadnej nie oferował marży większej niż 1,5 pkt. proc. ponad WIBOR.
— Te obligacje kupowały również instytucje. Nie wszystko trafiło do inwestorów indywidualnych — twierdzi Kamil Artyszuk. Średni zapis w pierwszej emisji publicznej Orlenu przekroczył 360 tys. zł. W żadnej z kolejnych nie spadł poniżej 100 tys. zł. W tegorocznych emisjach, których emitenci ujawnili takie informacje, tylko Murapolowi udało się przekroczyć próg 100 tys. zł na jeden zapis. Zazwyczaj jeden inwestor chciał kupić papiery za 26-63 tys. zł.
Z prospektem i bez
Oferty prowadzone w 2015 r. należy jednak wyraźnie podzielić na prowadzone w oparciu o prospekt emisyjny zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) i pomijające ten dokument. Prospekt Polnordu jest siódmy w tym roku. W całym 2014 r. było ich osiem, przy czym jedna spółka obligacji ostatecznie nie wyemitowała, bo inwestorzy nie dopisali. Oferty prospektowe opiewają zazwyczaj na 20-50 mln zł. Te bezprospektowe — średnio na 4,6 mln zł.
Od razu więc widać, że bazują one na wykorzystaniu pewnej furtki prawnej, pozwalającej uprościć wprowadzanie na rynek niewielkich emisji, które zazwyczaj i tak trafiały do inwestorów indywidualnych — tyle że w drodze subskrypcji prywatnych. Kluczowym problememdla emitentów jest w nich to, że informacje o ofercie można przekazać 149 oznaczonym inwestorom. Nie ma jednak pewności, że ci, którzy dostaną propozycję objęcia papierów, zdecydują się je kupić, a poza pulą nie zostaną ci, którzy by je kupili, gdyby ofertę dostali.
— Oferta publiczna jest i łatwiejsza, i trudniejsza zarazem. Łatwiejsza, jeśli chodzi o sprzedaż. Trudniejsza, bo KNF choć nie zatwierdza dokumentu informacyjnego, może ofertę zablokować. Dokument informacyjny musi być więc sporządzony naprawdę porządnie, a KNF trzeba przedstawić też materiały promocyjne. W przypadku ofert prywatnych KNF nawet nie wie, że do nich dochodzi — tłumaczy Jarosław Ostrowski, dyrektor zarządzający ds. emisji w Ventuss Asset Management.
Inwestorzy muszą jednak pamiętać, że z ofert bezprospektowych korzystają zazwyczaj spółki podwyższonego ryzyka. Wskazuje na to choćby oprocentowanie, które w emisjach z 2015 r. było zawsze stałe i wahało się w przedziale 8-9,5 proc. Mimo to tylko dwie z ośmiu zakończonych subskrypcji okazały się sukcesem, tzn. spółki pozyskały w nich tyle pieniędzy, ile chciały. Nie pomagało nawet wydłużanie zapisów, co np. Getin Noble Bankowi pozwoliło sprzedać prospektowe papiery o wartości 50 mln zł ze stałym oprocentowaniem zaledwie 4 proc.