Gdy do Polski przyjeżdżał w ubiegłym roku prezydent Francji, lokalne firmy z kapitałem francuskim dostały mejla z prośbą o listę kwestii, którymi głowa państwa ma się zająć. Gdy z wizytą jedzie Angela Merkel, połowę jej samolotu zajmują biznesmeni, a przylatują jeszcze dwa airbusy pełne biznesu. Jeszcze 20 lat temu polski minister spraw zagranicznych potrafił powiedzieć, że sprzedaż mięsa nie należy do jego zadań. Dziś to już przeszłość, ale do poziomu francuskiej i niemieckiej dyplomacji jeszcze nam daleko.
Początek przełomu
Jurata, ostatni weekend wakacji. Na zamkniętą dla mediów konferencję Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) z udziałem Radosława Sikorskiego zjechali szefowie blisko 40 największych firm, w tym Zbigniew Jagiełło, Krzysztof Kilian, Jerzy Kurella, Mateusz Morawiecki, Zbigniew Niemczycki, Sławomir Sikora, Herbert Wirth, Zbigniew Inglot, Krzysztof Krystowski, Krzysztof Domarecki czy Jan Kulczyk. Spośród kilkunastu uczestników spotkania, do których dotarł „PB”, przytłaczająca większość była nim zachwycona i uznaje za przełom. Dwie opinie, w których zabrakło entuzjazmu, pochodzą od przedsiębiorców, którzy mają z rządem na pieńku.
— Uznaliśmy, że to odpowiedni moment, bo prezydent, premier czy minister nie boją się już promować interesów gospodarczych kraju. Chcemy, by takie spotkania odbywały się przynajmniej raz w roku. Między nimi będzie dochodzić do spotkań na mniejszą skalę. Tworzymy raport z konkretnymi rekomendacjami, w jaki sposób lepiej zorganizować służbę dyplomatyczną, by bardziej wspierała interesy gospodarcze — mówi Marcin Zaborowski, szef PISM. Dokument ma być gotowy w tym miesiącu.
— Dyskusja, która odbyła się w Juracie, powinna toczyć się regularnie przez cały rok i nie tylko w dużym gronie, ale też indywidualnie z przedsiębiorcami. Dziś pozycja kraju na arenie międzynarodowej jest mierzona kondycją gospodarki. Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) i sieć placówek dyplomatycznych mają pomóc prowadzić interesy z partnerami zagranicznymi. Często zdarzają się sytuacje nieprzewidziane, gdzie konieczna jest interwencja przedstawiciela rządu. Przedsiębiorca pozostawiony sam sobie z problemem może zostać zignorowany przez lokalnego partnera. Czasem ambasador nawet nie wie, iż jakaś polska firma startuje w przetargu. To powoli się zmienia — mówi Beata Stelmach, wiceminister spraw zagranicznych, która w Juracie zapowiedziała nowy system oceny ambasadorów w 50 proc. uzależniony od aktywności w promocji polskiego biznesu.
Ważne ustalenia
Przedsiębiorcy pytali m.in. o współpracę wydziałów promocji handlu i inwestycji z ambasadami, dlaczego w jednym kraju polska reprezentacja jest mocna, a gdzie indziej nie ma jej wcale. Przypominali, że w np. w Azji obecność polityka przy robieniu interesów jest kluczowa, a w Europie Zachodniej firmy poradzą sobie same. Podpowiadali, by wykorzystać przedstawicielstwa dyplomatyczne UE do reprezentacji polskich firm. Zgodnie stwierdzili, że wybieranie określonych krajów, na których MSZ koncentruje politykę ekonomiczną, jest właściwe, bo nie można być wszędzie. Uznali, że należy wspierać wybrane branże, które mają szczególny wpływ na rozwój eksportu, ale — zwłaszcza w przypadku dużych firm, które najodważniej wchodzą na międzynarodowe rynki — konieczne jest indywidualne poparcie ich wysiłków. Nawet jeśli administracja obawia się zarzutów o faworyzowanie jednej firmy, powinna to robić, bo duża spółka często stoi na czele całego łańcucha, w którym jest kilkadziesiąt, kilkaset, a czasem tysiące małych i średnich krajowych przedsiębiorców. Uczestnicy spotkania ustalili, że więcej uwagi należy poświęcić targom branżowym zamiast ogólnym. Przedstawiciele największych polskich firm powiedzieli, że są gotowi zapłacić za usługi świadczone im przez ambasady za granicą.
Euforia prezesów
Szefów firm pozytywnie zaskoczyła pracowita atmosfera narady w Juracie.
— To było robocze spotkanie, bez mediów i rozgłosu. Miało bardzo merytoryczny i roboczy charakter. MSZ postawiło pytanie, w jakim kierunku rozwijać politykę gospodarczą. Minister Sikorski i dość szeroki zespół ministerstwa razem z panią minister Stelmach od piątku wieczór do niedzieli rano non stop byli obecni na wszystkich spotkaniach. Widać było autentyczne zaangażowanie, bez pozy czy PR. Była autentyczna praca, która polegała nie tylko na otwarciu spotkania i wygłoszeniu paru słów, ale osobistym zaangażowaniu od początku do końca. Takie postawy w gronie polityków nie są codziennością — chwali Krzysztof Domarecki, założyciel i szef rady nadzorczej Seleny.
— Gratuluję inicjatywy PISM. Przedstawiciele rządu: minister Radosław Sikorski, Jan Krzysztof Bielecki [przewodniczący Rady PISM i przewodniczący Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów — przyp. red.] czy minister Adam Jasser w otwarty sposób rozmawiali z menedżerami, co trzeba zrobić, by polskie firmy były bardziej konkurencyjne na rynkach zewnętrznych. Zaletą tego spotkania była kameralność, dzięki czemu każdy miał szansę wypowiedzi i była to prawdziwa dyskusja, a nie jednostronny wykład — opowiada Krzysztof Krystowski, prezes Polskiego Holdingu Obronnego. Na własnej skórze odczuł, jak administracja może pomóc w biznesie. Z własnej inicjatywy poleciał z prezydentem Komorowskim do Francji jako jedyny przedstawiciel biznesu. Wrażenie na zagranicznych partnerach biznesowych było dużo warte. Wszyscy podkreślali, że skończył się czas, gdy polityk wstydzi się kontaktu z biznesem.
— W kontekście długofalowego rozwoju nasza gospodarka powinna w większym stopniu orientować się na przemysł. Usługi są ważne, ale nie będą głównym filarem trwałego polskiego skoku do przodu. Tylko stabilny i efektywny przemysł może zapewnić nam adekwatny udział w światowej gospodarce. W Polsce potrzebna jest konsolidacja i ekspansja naszego kapitału.Pułapka średnich dochodów bierze się m.in. stąd, że stopa zwrotu z kapitału maleje. Dlatego ekspansja polskiego kapitału, czyli jego eksport, jest niezbędnym kolejnym elementem rozwoju gospodarki w Polsce. Powinniśmy wykorzystywać nasze przewagi i na nich budować większą siłę. Firmy zdolne do ekspansji kapitału powinny liczyć na wsparcie państwa w swoich działaniach. Możemy szukać tej przewagi w przemysłach: stoczniowym, lotniczym, wojskowym, górniczym, informatycznym czy nawet farmaceutycznym (30-procentowy wzrost eksportu w ostatnich latach). Zdolność do wykorzystania tych przewag zależy od sprawnej i skoordynowanej współpracy biznesu oraz instytucji państwowych: ministerstw i ośrodków analitycznych, w tym zaplecza naukowo-badawczego. Nie należy przy tym bać się zarzutów o protekcjonizm. Na świecie każdy wspiera swoje — twierdzi Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK.
Wielki nieobecny
Na spotkaniu zabrakło jednego — Ministerstwa gospodarki (MG), które odpowiada za kształtowanie polityki gospodarczej. Przedstawiciel resortu nie znalazł się na liście gości.
— Rola MSZ w kształtowaniu nowego systemu dyplomacji ekonomicznej jest istotna, aczkolwiek wiemy, że czołową rolę ma tu MG. W przyszłości chcielibyśmy, by MG uczestniczyło w tego rodzaju inicjatywach — mówi Jakub Wiśniewski z MSZ.
— Warto poprawić koordynację wsparcia gospodarczego. Mamy dziś dwa ośrodki: resort gospodarki i MSZ. Nie możemy odbijać się od jednego do drugiego ministerstwa, powinien być jeden odpowiedzialny. Kto? Nie odpowiem na to pytanie. Ważne, by było skutecznie, a wiele zależy od charyzmy odpowiedzialnych za to osób, ich chęci do działania, kompetencji i determinacji — mówi Jerzy Kurella, p.o. prezesa PGNiG.
Mateusz Morawiecki: Firmy zdolne do ekspansji kapitału powinny liczyć na wsparcie państwa. Nie należy przy tym bać się zarzutów o protekcjonizm. Na świecie każdy wspiera swoje.
prezes BZ WBK
Jerzy Kurella: Warto poprawić koordynację wsparcia gospodarczego. Mamy dziś dwa ośrodki: resort gospodarki i resort spraw zagranicznych. Nie możemy odbijać się od jednego do drugiego.
p.o. prezesa PGNiG
Krzysztof Domarecki: Widać było autentyczne zaangażowanie, bez pozy czy PR. Była praca, która polegała nie tylko na otwarciu spotkania, ale osobistym zaangażowaniu od początku do końca.
szef rady nadzorczej Seleny