Przychodzą biznesmeni do Sikorskiego

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2013-09-10 06:00
zaktualizowano: 2017-08-03 20:47

Narada w Juracie ściągnęła szefów największych firm. Chwalą Ministerstwo Spraw Zagranicznych za otwartość, pracowitość i brak parcia na szkło.

Jurata, ostatni weekend wakacji. Na zamkniętą dla mediów konferencję Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) z udziałem Radosława Sikorskiego zjechali szefowie blisko 40 największych firm, w tym Zbigniew Jagiełło, Krzysztof Kilian, Jerzy Kurella, Mateusz Morawiecki, Zbigniew Niemczycki, Sławomir Sikora, Herbert Wirth, Zbigniew Inglot, Krzysztof Krystowski, Krzysztof Domarecki czy Jan Kulczyk. Spośród kilkunastu uczestników spotkania, do których dotarł „PB”, przytłaczająca większość była nim zachwycona i uznaje za przełom. Dwie opinie, w których zabrakło entuzjazmu, pochodzą od przedsiębiorców, którzy mają z rządem na pieńku.

Radosław Sikorski, szef MSZ (fot. Puls Biznesu, Marek Wiśniewski)
Radosław Sikorski, szef MSZ (fot. Puls Biznesu, Marek Wiśniewski)
None
None

— Uznaliśmy, że to odpowiedni moment, bo prezydent, premier czy minister nie boją się już promować interesów gospodarczych kraju. Chcemy, by takie spotkania odbywały się przynajmniej raz w roku. Między nimi będzie dochodzić do spotkań na mniejszą skalę. Tworzymy raport z konkretnymi rekomendacjami, w jaki sposób lepiej zorganizować służbę dyplomatyczną, by bardziej wspierała interesy gospodarcze — mówi Marcin Zaborowski, szef PISM. Dokument ma być gotowy w tym miesiącu.

— Dyskusja, która odbyła się w Juracie, powinna toczyć się regularnie przez cały rok i nie tylko w dużym gronie, ale też indywidualnie z przedsiębiorcami. Dziś pozycja kraju na arenie międzynarodowej jest mierzona kondycją gospodarki. Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) i sieć placówek dyplomatycznych mają pomóc prowadzić interesy z partnerami zagranicznymi. Często zdarzają się sytuacje nieprzewidziane, gdzie konieczna jest interwencja przedstawiciela rządu. Przedsiębiorca pozostawiony sam sobie z problemem może zostać zignorowany przez lokalnego partnera. Czasem ambasador nawet nie wie, iż jakaś polska firma startuje w przetargu. To powoli się zmienia — mówi Beata Stelmach, wiceminister spraw zagranicznych, która w Juracie zapowiedziała nowy system oceny ambasadorów w 50 proc. uzależniony od aktywności w promocji polskiego biznesu.

Cały artykuł we wtorkowym "Pulsie Biznesu" oraz internetowej sekcji PREMIUM>>