W ostatnich trzech latach z ich usług skorzystało ponad milion turystów. Spółka ma chrapkę na więcej, dlatego sięga po kapitał z giełdy.
Malachit to zasadowy węglan miedzi. Chalkozyn — siarczek miedzi. Argentyt — błyszcz srebra. Bornit — minerał z gromady siarczków. Albo inaczej — wszystkie te egzotyczne pojęcia to nazwy ośrodków należących do jednej z największych firm turystycznych w Polsce, czyli Interferii. Właścicielem spółki jest lubiński KGHM. W 1992 r., w wyniku przekształceń strukturalno-własnościowych, Interferie dostały w zarząd ośrodki wypoczynkowo-turystyczne należące do zakładów przemysłowych podległych koncernowi. Sztandarowe budowle z czasów PRL raziły zaniedbaniem, ale wiele z nich miało jedną ważną zaletę — usytuowanie w najbardziej atrakcyjnych zakątkach Polski. A taki skarb trudno zignorować. Wyjście było jedno — gruntowna restrukturyzacja.
Droga Interferii na giełdę to kilkanaście lat ciągłych zmian. Celem rynkowym stali się zamożniejsi turyści, wymagający czegoś więcej niż tylko dachu nad głową. Grupy kolonijne — niekoniecznie. Niemieccy kuracjusze — bardzo proszę.
Dlatego jeszcze w zeszłym roku lubiński operator turystyczny sprzedał kilka ośrodków, m.in. w Łebie.
— W tym roku chcemy jeszcze sprzedać DW Górnicza Strzecha w Szklarskiej Porębie. Jego niska rentowność i standard nie pasują do naszej koncepcji — zaznacza Andrzej Bukowczyk, wiceprezes ds. finansowo-ekonomicznych.
Dotychczasowe wyniki spółki zachęcają do tak zdecydowanych posunięć. Zgodnie z zasadą: lepiej mieć mniej, ale lepsze, niż więcej, lecz gorsze. Stopniowo zmniejsza się udział zamówień z KGHM w całości przychodów. W tym roku wyniesie około 18 proc.
— Pierwszy raz Interferie wykazały zysk dopiero w 2003 r., ale od tego czasu ten wskaźnik dynamicznie rośnie — mówi Mirosław Gojdź, prezes zarządu spółki.
Miliony na spa
Sprzedaż niedochodowych ośrodków to tylko jeden z punktów planu restrukturyzacyjnego. Kolejnym, także realizowanym, jest rozbudowa i unowocześnienie większości z kilkunastu placówek pozostających w zarządzie lubińskiej firmy. To m.in. trwająca od kilku lat modernizacja DW Argentyt w Dąbkach, która pochłonie około 7,5 mln zł.
— Mamy ambicję, by każdy nasz obiekt odpowiadał co najmniej standardom trzygwiazdkowym, stąd ogromna skala inwestycji — podkreśla Mirosław Gojdź.
Tylko w tym roku pójdzie na nie ponad 8 mln zł. Na stronę wydatków trzeba też będzie dopisać kupno dwóch-trzech obiektów w nadmorskich kurortach — Kołobrzegu i Świnoujściu. Ale środków nie zabraknie, bo przy cenie za akcję na poziomie 6 zł z giełdy uda się uzyskać około 30 mln zł.
— Do 2010 r. przybędzie nam ponad 550 pokoi, a do tego czasu inwestycje pochłoną nawet 100 mln złotych — wylicza prezes Interferii.
Na pierwszy ogień pójdzie najpewniej sprawa najbardziej prestiżowa, czyli rozbudowa hotelu Bornit w Szklarskiej Porębie. Jedyny czterogwiazdkowy hotel w Karkonoszach po powiększeniu będzie liczył ponad 180 pokoi. Do tego centrum konferencyjne, baseny, odnowa biologiczna. Zabiegi lecznicze, czyli komfortowe spa & wellness, będą specjalnością Cechsztynu w Ustroniu Morskim. Od hydromasażu kozim mlekiem, przez kąpiele perełkowe, po elektryczną akupunkturę. A wszystko konkurencyjne cenowo.
— Według statystyk, średni koszt dziennego pobytu w uzdrowiskach wybranych krajów europejskich to 120 euro dla Szwajcarii, 90 euro dla Niemiec i 45 euro dla Słowacji. Tymczasem ten wskaźnik w przypadku Interferii wynosi 27,9 euro, przy ogólnopolskiej średniej na poziomie 30 euro — tłumaczy Andrzej Bukowczyk.
Kuszenie Niemców
Takie różnice cen działają jak magnes na naszych zachodnich sąsiadów. W ubiegłym roku na 380 tys. sprzedanych noclegów 110 tys. wykupili obcokrajowcy, większość z nich to Niemcy.
Dotarcie do turystów chętnych do skorzystania z wygód oferowanych przez spółkę to m.in. zadanie dla trzeciego z członków zarządu, czyli Marioli Karczewskiej, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu.
— Badania pokazują 80-procentowy wzrost zainteresowania rynkiem usług rehabilitacyjnych w Niemczech. Od kilkunastu miesięcy działa nasza strona internetowa www.interferie.pl, dedykowana klientom zza Odry — tłumaczy Mirosław Gojdź.
Sposobem na promocję poza granicami Polski jest też obecność na międzynarodowych targach i akcje promocyjne w obcojęzycznych wydawnictwach. Ma to zaowocować wzrostem udziału pobytów leczniczych mieszkańców Francji czy Skandynawii oraz skusić Ukraińców i Rosjan do narciarskich wypadów w Karkonosze.
Bezpośrednie dotarcie do klienta ułatwia też działające od dekady biuro turystyczne Interferie w Lubinie. Daje ono ponad 18 proc. przychodów firmy. Biuro wyspecjalizowało się w sprzedaży biletów lotniczych i na międzynarodowe przewozy autokarowe. Poza tym oferuje produkty touroperatorów, w tym macierzystej spółki.
To m.in. dzięki temu, Interferie są obecnie na siódmym miejscu w Polsce pod względem wielkości bazy hotelowej. Za cztery lata, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, lubińska spółka wskoczy na podium.
— Liczba sprzedanych osobonocy w 2010 r. może się nawet podwoić w stosunku do roku 2005 — prognozuje Andrzej Bukowczyk.
Wygląda więc na to, że za kilka lat jedynie nazwy ośrodków będą nawiązywać do ich górniczo-hutniczej przeszłości.
Okiem eksperta
Apetyt na zamożnych
Interferie to aktywny gracz na rynku, który postawił na produkt turystyczny z wyższej półki. Obiekty hotelowe, sanatoryjne czy spa & wellness to magnes nie tylko dla polskich turystów. Niemcy bardzo cenią sobie dobrą jakość przy wciąż niższych niż u nich cenach. Ciekawym segmentem klientów są ludzie w wieku 30-40 lat, bo nie tylko emeryci chcą podreperować swoje zdrowie. Turystyka specjalistyczna wymaga dużych jednorazowych inwestycji w sprzęt, sale konferencyjne, baseny czy reklamę. Z drugiej jednak strony, przynosi większe zyski.
Wojciech Fedyk, dyrektor biura zarządu Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej
