Przyjdzie nam żyć w gorszych czasach

Za majstrowanie przy wieku emerytalnym odpowiadają politycy, ale konsekwencje zmian poniesiemy wszyscy

„System emerytalny działa bez zarzutu. Jest transparentny, dzięki temu dokładnie wiem, jakich świadczeń mogę oczekiwać po zakończeniu kariery zawodowej”. „Jestem pewien, że czeka mnie godna starość” — ze świecą szukać Polaka, który tak uważa.

Argumenty za tym, aby „nie lubić” obecnego systemu, można mnożyć. Główny wyłożono na tacy wraz z demontażem OFE, gdy praktycznie z dnia na dzień zrewolucjonizowano wizję oszczędzania na starość. To, że do tej pory „reforma” w tym obszarze nie została dokończona, mówi samo za siebie. OFE to jeden z najbardziej nagłaśnianych problemów systemu emerytalnego, ale na pewno niejedyny i prawdopodobnie wcale nie najważniejszy. Prof. Marek Góra, współautor koncepcji reformy emerytalnej z 1999 r., twierdzi, że przede wszystkim trzeba wziąć pod uwagę nową sytuację demograficzną, a konkretniej — oswoić się z myślą, że kolejne pokolenie będzie miało gorzej niż poprzednie.

— Dawniej demografia generowała coś, co nazywa się dywidendą demograficzną [w uproszczeniu chodzi o gospodarcze skutki zmian liczby ludności w wieku produkcyjnym w wyniku tzw. przejścia demograficznego — red.]. Następne pokolenia będą prawdopodobnie mniej liczne niż obecnie, więc dywidenda, która wcześniej pompowała w szczególności wydatki społeczne, dziś jest negatywna i będzie nam z tych kapitałów ujmować. W związku z tym musimy nauczyć się żyć w czasach, gdy trzeba dzielić się nie rosnącym, lecz malejącym dobrobytem. Co więcej, musimy uświadomić to sobie sami, bo od polityka takiej informacji raczej nie usłyszymy. Polityk, który powie „będzie gorzej”, musiałby nauczyć się nowego zawodu — mówił Marek Góra podczas seminarium zorganizowanego przez Instytut Nauk Ekonomicznych PAN.

Nie iść na skróty

Ekonomista mówi wprost — są tylko trzy sposoby na to, aby zwiększyć nasze emerytury w przyszłości. Po pierwsze, można ograniczyć bieżącą konsumpcję, czyli — mówiąc wprost — więcej oszczędzać. Po drugie, zwiększyć przyrost naturalny. Po trzecie, wydłużać aktywność ekonomiczną. O ile w pierwszym i drugim przypadku między retoryką rządu a intuicją Kowalskiego nie ma zgrzytów, o tyle w trzecim są zasadnicze.

W październiku ubiegłego roku rząd obniżył wiek emerytalny (od tego czasu kobiety mogą przejść na emeryturę po ukończeniu 60. roku życia, a mężczyźni 65.). Dzięki temu skreślił z listy przedwyborczych postulatów kolejny punkt. Tego ekonomiści nie potrafią uzasadnić, przynajmniej merytorycznie.

— Obniżenie wieku emerytalnego wynikało z motywacji politycznych. To próba zdobycia dodatkowego elektoratu i tyle. Nie było i nie ma ku temu żadnych merytorycznych przesłanek. Ta decyzja nie broni się ani z perspektywy finansów publicznych, bo jest to krok kosztowny, ani przedsiębiorcy, bo rodzi ryzyko zmniejszenia podaży pracy, z którą i tak mamy problemy, ani przyszłego emeryta, bo niższy wiek emerytalny to krótszy staż pracy i niższe świadczenie — mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

— To jedna z bardziej szkodliwych decyzji podjętych przez rząd. Oprócz tego, że nie znajduje żadnego uzasadnienia w sytuacji demograficznej czy rynku pracy, należy podkreślić, że poszliśmy pod prąd trendom obserwowanym w większości krajów UE. W Europie wiek emerytalny jest stopniowo podwyższany, a nawet więcej — dąży się do jego wyrównywania dla kobiet i mężczyzn — dodaje Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

Nie dyskryminować kobiet

Zdaniem Marka Góry, różnicowanie wieku w podziale na płeć jest „gorszym złem” niż samo jego obniżenie i obie sprawy powinny być dyskutowane oddzielnie. — To zupełnie dwie różne kwestie i tak długo, jak myślimy o nich razem, mamy groch z kapustą w tej dyskusji. Jak to rozkleimy, to wiemy, o czym mówimy, i możemy dojść do rozsądnych wniosków — podkreśla ekonomista.

Podnoszenie wieku emerytalnego jest dla ludzi stosunkowo czytelne — dłużej pracujesz, masz wyższą emeryturę. Dziś jednak trzeba to szczególnie mocno podkreślać. — Ludzie sami z siebie nie zwiększą aktywności ekonomicznej. Wynika to głównie z dziesięcioleci doświadczeń poprzednich pokoleń, które miały motywację do tego, aby jak najszybciej przechodzić na emeryturę. To im się opłacało. Dziś nie, a ludzie nie do końca są w stanie to dostrzec — tłumaczy Marek Góra.

Wyrównanie wieku emerytalnego mężczyzn i kobiet natomiast to — jak twierdzi profesor — kwestia równości płci w gospodarce i społeczeństwie. Co więcej, leży przede wszystkim w interesie kobiet. Po pierwsze — dlatego, że niższy wiek emerytalny oznacza dla nich niższe emerytury w przyszłości. Zgadza się z tym ekonomista BZ WBK.

— Składki odłożone przez kobiety w czasie kariery zawodowej są zazwyczaj niższe niż w przypadku mężczyzn, chociażby ze względu na przerwy spowodowane wychowywaniem dzieci. Tworzenie w systemie rozwiązań, które sprzyjają skracaniu okresu składkowego kobiet, jest więc wbrew ich interesowi. Ponadto, biorąc pod uwagę to, że kobiety żyją zwykle dłużej od mężczyzn, „kara” jest w pewnym sensie podwójna, bo dłużej korzystają z relatywnie niskich świadczeń — mówi Piotr Bielski.

— Teoretycznie w tym miejscu można powiedzieć — dopłaćmy z budżetu, ale budżet to są nasze pieniądze, więc dopłacić musiałyby tak naprawdę same kobiety czy ich mężowie i dlatego nie jest to dobry pomysł. Lepiej płacić za pracę niż za niepracowanie — dodaje Marek Góra. Po drugie — jest jednym z elementów wypychania kobiet z równego życia społecznego.

— Człowiek, który nie pracuje, jest w jakimś stopniu na bocznym torze. Ja bardzo bym chciał, żeby kobiety były w centrum społeczeństwa, a nie wypchnięte na bok — zaznacza Marek Góra. Po trzecie — niższy wiek emerytalny dla kobiet powoduje, że pracodawcy inaczej traktują kobiety jeszcze w okresie przedemerytalnym.

— Nie powierzają im bardziej odpowiedzialnych zadań, nie szkolą, nie awansują, a to wszystko przekłada się na zarobki. W związku z tym, jeżeli ktoś zastanawia się, dlaczego kobiety zarabiają średnio mniej niż mężczyźni, to niech dostrzeże, że jednym z bardzo ważnych czynników jest niższy wiek emerytalny kobiet — mówi profesor.

Ograniczyć wpływ polityki

Skoro obniżenie wieku emerytalnego i jego zróżnicowanie w zależności od płci są decyzjami nietrafionymi, przynajmniej z perspektywy gospodarki, a podyktowane są wyłącznie kwestiami politycznymi, to może warto zastanowić się nad zastosowaniem rozwiązań, które ograniczą zasięg oddziaływania polityków. Zwolennikiem takiego podejścia jest Jarosław Janecki.

— Uważam, że politycy powinni być jak najdalej od decydowania o wieku emerytalnym. Można to zrobić poprzez zastosowanie podejścia tabel tabelarycznych, gdzie co kilka lat wiek emerytalny jest automatycznie zmieniany w zależności od sytuacji demograficznej kraju. Drugi sposób to odejście od systemu, w którym warunkiem pobierania świadczenia jest osiągnięcie odpowiedniego wieku i zastąpienie go takim, w którym staje się nim odpowiedni staż pracy, czyli odpowiednia liczba przepracowanych lat — mówi Jarosław Janecki. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Przyjdzie nam żyć w gorszych czasach