Przyspiesza śledztwo w sprawie SK Banku

opublikowano: 19-05-2016, 22:00

Na zlecenie prokuratury CBA przeszukało dom Jana Bajny, byłego prezesa SK Banku. Syndyk wprost obwinia go za jego bankructwo

W lutym ujawniliśmy w „PB” gigantyczne nieprawidłowości w działaniu Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Bank) oraz to, że aż połowa wszystkich kredytów — ponad 1,4 mld zł z 2,8 mld zł — wypłynęła do grupy około 50 firm nieformalnie powiązanych z Dolcanem, stołecznym deweloperem. Andrzej Wrzesiński, syndyk upadłego SK Banku, nie ma wątpliwości, że odpowiedzialny za to jest Jan Bajno, były wieloletni prezes do niedawna największego banku spółdzielczego w kraju. Syndyk z mediami nie rozmawia. Dotarliśmy jednak do jego wniosku o drastyczne obniżenie wynagrodzenia Jana Bajny, który właśnie złożył w sądzie upadłościowym. Domaga się w nim, by za okres od 1 lipca 2015 r. do 30 czerwca 2016 r. (wtedy kończy się okres wypowiedzenia) były prezes otrzymał pensję miesięczną wartą nie ponad 150 tys. zł — jak wynika z jego umowy o pracę, lecz zaledwie 4 tys. zł. Powody? Syndyk wyjaśnia, że Jan Bajno tuż po wprowadzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) zarządu komisarycznego w SK Banku, w sierpniu 2015 r., poszedł na zwolnienie lekarskie, a po nim świadczenie rehabilitacyjne i aż do kwietnia 2016 r. nie pracował. Co więcej — „jako prezes prowadzoną polityką kredytową spowodował w istocie upadłość SK Banku”, a jego działania „doprowadziły do pokrzywdzenia wielu wierzycieli, z których większość nie będzie miała szans na choćby częściowe zaspokojenie”. Co na to Jan Bajno? Wniosku syndyka ani jego uzasadnienia nie komentuje, bo — jak przekonuje — ich nie zna. Twierdzi, że za jego czasów zdecydowana większość kredytów obsługiwana była „terminowo lub z niewielkimi opóźnieniami”, a do upadku banku doprowadziły KNF i powołany przez nią zarząd komisaryczny.

SK Bank
Zobacz więcej

SK Bank Marek Wiśniewski

Spokojny prezes

O tym, kto ma rację, zdecyduje zapewne Prokuratura Regionalna w Warszawie, od ponad roku prowadząca śledztwo w sprawie podejrzenia niegospodarności w SK Banku. Postępowanie wciąż toczy się w sprawie, a nie przeciw komukolwiek. Ostatnio jednak przyspieszyło.

— Trwają liczne czynności, m.in. gromadzone są dowody z dokumentów. Postępowanie zostało powierzone delegaturze CBA w Katowicach, którego funkcjonariusze 17 maja dokonali przeszukań w różnych miejscach. To wszystko, co możemy ujawnić — mówi Agnieszka Zabłocka-Konopka, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

Z naszych informacji wynika, że agenci CBA przeszukali siedzibę SK Banku, miejsca zamieszkania Jana Bajny i innych byłych członków zarządu banku, a także biura firm kredytobiorców powiązanych z Dolcanem.

— U mnie funkcjonariusze CBA nie znaleźli żadnych dokumentów, bo ich z banku nie wynosiłem, przekazałem im jedynie służbowy telefon komórkowy. Działania te przyjąłem ze zrozumieniem, jestem otwarty na udzielanie informacji. Nie mam obaw, bo choć jakieś błędy w zarządzaniu popełniłem, może przez niedopatrzenie, to jednak nie jestem odpowiedzialny za to, że KNF doprowadziła do zamknięcia SK Banku. Jeśli nawet byłym członkom zarządu zostaną przedstawione jakieś zarzuty, zapewne nie zostaną potwierdzone w toku obrony — komentuje Jan Bajno.

Koordynujący ośrodek

Śledczych interesuje głównie wypłynięcie ponad 1,4 mld zł kredytów do ponad 50 firm powiązanych nieformalnie z Dolcanem. Jak informowaliśmy, wśród udziałowców i prezesów tych spółek byli lub są m.in. członek zarządu Dolcanu, trzech byłych prezesów, liczni byli i obecni pracownicy (dyrektorzy, kierownicy, analitycy itp.), a także członkowie ich rodzin. Władze Dolcanu i jego właściciel Sławomir Doliński ze względu na toczące się śledztwo prokuratury sprawy nie komentują. Tymczasem ustalenia syndyka potwierdzają dokonane wcześniej przez „PB”. Okazuje się, że spółki z tzw. nieformalnej grupy Dolcanu wzajemnie zabezpieczały swoje kredyty, a nabywcy mieszkań danej inwestycji nie wpłacali pieniędzy na rachunek jej dewelopera, ale innej spółki z „grupy”. SK Bank o tym wiedział i na to się godził, a co więcej — nie korzystał z możliwości ściągania pieniędzy na spłatę kredytów z rachunków poszczególnych firm. Te same spółki w jednej inwestycji Dolcanu były inwestorem, w drugiej generalnym wykonawcą, a w kolejnej podwykonawcą. Kto to wszystko koordynował? Syndyk nie ma wątpliwości: jego zdaniem, „faktyczny ośrodek decyzyjny” znajdował się w zarządzie Dolcanu. Dla zilustrowania sieci powiązań z Dolcanem podał sądowi przykład spółki Kordon, jednego z kredytobiorców, która w lutym 2014 r. otrzymała 35 mln zł kredytu. Bezpośredni dostęp do jej rachunku miał Paweł Popielewski, członek zarządu i dyrektor finansowy Dolcanu. Kordon natomiast miał pełnomocnictwo do rachunków spółek zależnych Dolcanu, dla których wykonywał roboty budowlane i wykończeniowe, a siedzibę miał pod adresem, pod którym mieści się salon meblowy i aranżacji wnętrz prowadzony pod logo Dolcanu.

Kredytowane tulipany

Kordon miał realizować inwestycję Żółte Tulipany w podwarszawskiej wsi Rembelszczyzna, polegającą na budowie zaledwie 16 mieszkań. To oznacza, że aby zwrócił się tylko kapitał kredytu (35 mln zł), każde z mieszkań musiałoby być sprzedane za prawie 2,2 mln zł. Jak ustalił „PB”, były sprzedawane po średnio 300 tys. zł (z ich sprzedaży można było więc zainkasować nie 35 mln zł, lecz 4,8 mln zł). Zdaniem syndyka, „nie ulega wątpliwości, że (…) kredyt ten nigdy nie powinien być udzielony. Już w momencie jego udzielenia było wiadome, że nie zostanie spłacony”. I faktycznie: z 35 mln zł Kordon spłacił… 20 tys. zł. Puenta syndyka? „Nawet pobieżna ocena zdolności kredytowej spółki Kordon wskazuje na to, że udzielenie kredytu na poziomie 35 mln zł nie mogło odbywać się bez istnienia porozumienia z zarządem SK Banku, przy czym Kordon był tylko jednym z »narzędzi« pozyskiwania pieniędzy z SK Banku”. Do tych słów Jan Bajno także nie chciał się odnieść wprost. W przesłanej „PB” odpowiedzi twierdzi jedynie, że przed wprowadzeniem zarządu komisarycznego w banku był plan restrukturyzacji kredytów firm powiązanych z Dolcanem, który „dawał gwarancję ich odzyskania w dłuższej perspektywie czasowej, bez zagrożenia stabilności banku”.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 11.02.2016 r.

Przedstawiamy dowody na to, że SK Bank stał się największym bankiem spółdzielczym w Polsce dzięki pobieraniu wysokiego tzw. wpisowego, płaconego przez kredytobiorców, oraz że musiał upaść, bo działał jako swoista piramida finansowa, największa w historii Polski.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 16.02.2016 r.

Ujawniamy, że aż połowa wszystkich kredytów z SK Banku wypłynęła do grupy kilkudziesięciu firm powiązanych w różny sposób z Dolcanem oraz że odcięty od kurka z pieniędzmi wołomińskiego banku znany stołeczny deweloper stanął na krawędzi bankructwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Przyspiesza śledztwo w sprawie SK Banku