Przyszli rządzący muszą odczekać

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-10-24 20:00

Pierwszy dzień konsultacji rządowych u prezydenta potwierdził bez jakichkolwiek wątpliwości, że na szczytach władzy w Rzeczypospolitej Polskiej nastąpi ostre pęknięcie.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Trzy ośrodki umiejscowione wzdłuż Traktu Królewskiego w Warszawie będą ostro walczyły w proporcji 2:1 – Kancelaria Prezesa Rady Ministrów wraz z kompleksem Sejmu/Senatu (on znajduje się nieco z boku, przy Wiejskiej) zetrze się z położonym na północy Pałacem Prezydenckim. Notabene lokalizacyjny paradoks polega na tym, że większość biur Kancelarii Prezydenta RP znajduje się… tuż przy wspomnianym kompleksie parlamentarnym.

Andrzej Duda pierwszym wtorkowym rozmówcom z PiS oczywiście niczego formalnie jeszcze nie obiecał. Niemniej na razie pozostaje oczywistością, że wkrótce po 13 listopada na prezesa Rady Ministrów desygnuje w pierwszym kroku Mateusza Morawieckiego, a niedługo potem na jego wniosek powoła i zaprzysięgnie rząd. Będzie to oczywiście konstytucyjna paranoja, albowiem przed rozpoczęciem się konsultacji czterej szefowie partii współtworzących w Sejmie silną większość – Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz, Szymon Hołownia i Włodzimierz Czarzasty – zgodnie zgłosili publicznie kandydaturę szefa PO/KO na premiera, co wyklucza jakiekolwiek mrzonki PiS uzyskania wotum zaufania. Wynik 194:248 (realny może się różnić o 1-2 głosy) powinien sobie silnie wbić do głowy zarówno Jarosław Kaczyński, jak też sam Andrzej Duda. Nawet dodanie 18 marginalnych mandatów Konfederacji zmieni ten rezultat najwyżej na 212:248 – do progu 231 głosów premierowi z PiS jakby trochę zabraknie…

Pierwszym powodem konfrontacji stał się już sam termin inauguracji kadencji parlamentu 2023-27. Andrzej Duda mógłby datę wyprzedzeniowo ogłosić już dawno, ale swoim zwyczajem będzie celebrował, dodając własnemu urzędowi fikcyjnego autorytetu. Sejm i Senat zbiorą się w poniedziałek 13 listopada, pierwsza izba przed południem, a druga po. Konstytucyjną granicą jest 14 listopada, ale przeciągnięcie terminu aż do ostatnich godzin byłoby przesadą. Data była oczywista już dawno, podałem ją w obszernym komentarzu w piątek przed wyborami. Uczestnicy sporu dość wybiórczo odczytują dwa artykuły konstytucyjne, 98 i 109, które absolutnie nie są sprzeczne, trzeba natomiast czytać je łącznie. Sejm i Senat wybierane są na czteroletnią kadencję, która trwa do dnia poprzedzającego zebrania się izb następnej kadencji. Pierwsze posiedzenia zwołuje prezydent w ciągu 30 dni po wyborach. Wynika z tego, że cztery lata to okres instrukcyjny, natomiast długość doprecyzowuje co do dnia prezydent i może odchodzącym posłom i senatorom kilka dni urwać albo dodać. Izby wybrane 15 października oczywiście mogłyby rozpocząć działalność jeszcze w tym miesiącu, ale zrobią to dopiero po Narodowym Święcie Niepodległości. PiS wykorzysta obchody do ostatniego rządowego lamentu z powodu niewdzięczności suwerena, który zdradził dotychczasowych władców.

Przeanalizowałem od wejścia w życie Konstytucji RP, jak kolejni prezydenci traktowali kadencje parlamentów odchodzących. Starali się albo utrafić dokładnie w czwartą rocznicę poprzedniej inauguracji, albo nawet mandaty odchodzącym o kilka dni wydłużyć. Szczegółowy harmonogram wygląda tak: 2001 – Aleksander Kwaśniewski urwał 1 dzień; 2005 – Aleksander Kwaśniewski zwołał tego samego dnia; 2007 – Lech Kaczyński otwierał kadencję nietypowo, po wyborach przyspieszonych; 2011 – Bronisław Komorowski dodał 3 dni; 2015 – Andrzej Duda dodał 4 dni; 2019 – Andrzej Duda zwołał tego samego dnia; 2023 – Andrzej Duda doda 1 dzień. Ukształtowała się zatem nowa świecka tradycja i każda ekipa przebierająca już nogami do rządzenia musi trochę wziąć na wstrzymanie.