Przyszło ożywienie, ale wciąż są powody do obaw

Bartosz Dyląg
26-09-2006, 00:00

Przedstawiciele branży budowlanej są zgodni — tak dobrze nie było od dawna. Koniunkturę mogą jednak zachwiać wysokie ceny mieszkań i rosnące koszty robocizny.

Jacek Szwoch

prezes Swisspor

Porównując rok 2006 do okresu tuż po akcesji do UE, obserwuję wyraźne ożywienie koniunktury. Już trzy lata temu, kiedy decydowaliśmy o nowych inwestycjach w Polsce, przewidywaliśmy, że rosnące ceny surowców energetycznych zaowocują wzrostem popytu na materiały termoizolacyjne. Zakładaliśmy, że po chwilowym załamaniu popytu akcesja do UE spowoduje ogólny wzrost koniunktury w branży budowlanej. Uwzględnialiśmy również takie czynniki, jak przenoszenie do Polski standardów unijnych w budownictwie, a szczególnie norm wymuszających na inwestorach stosowanie coraz efektywniejszych rozwiązań w izolacji termicznej i korzystania z nowoczesnych materiałów termoizolacyjnych.

Opierając się na tych przewidywaniach, w latach 2004-05 zainwestowaliśmy w rozbudowę i modernizację naszych linii produkcyjnych, a w roku 2005 uruchomiliśmy od podstaw produkcję pap termozgrzewalnych, mimo zastoju na rynku materiałów budowlanych.

Dziś sprzedaż dalece przekracza najbardziej optymistyczne plany. Rok 2006 to w branży budowlanej pierwszy rok wzrostowy w kilkuletnim cyklu koniunktury. Przypuszczam, że pierwsza korekta nastąpi nie wcześniej niż za 4- -5 lat. Nie będzie jednak wielka, ponieważ polski rynek dysponuje bardzo dużym potencjałem wzrostowym, szczególnie w segmencie budownictwa mieszkaniowego i drogowego.

Jarosław Szanajca

prezes Dom Development

W Polsce mamy ogromny niedosyt mieszkań. Wraz z uelastycznieniem polityki kredytowej przez banki oraz wzrostem poziomu życia krajowy rynek nieruchomości przeżywa duże ożywienie. Obserwujemy też wzrost cen gruntów, a w ślad za nimi — mieszkań. Rzeczywiście, nigdy dotąd nie udawało nam się prowadzić sprzedaży w tak szybkim tempie. Ale ta sytuacja nie zwalnia nas z konieczności opracowywania atrakcyjnych projektów, które będą dobrze przyjęte przez klientów.

W pierwszym półroczu 2006 wypracowaliśmy zysk wyższy niż w całym ubiegłym roku. Prognozując, można zaryzykować stwierdzenie, że obecna koniunktura potrwa jeszcze długo. Trudno będzie w ciągu najbliższych kilku lat zaspokoić głód mieszkaniowy setek tysięcy polskich rodzin. Z drugiej strony, sytuacja gospodarcza nie jest dana raz na zawsze, będzie się zmieniać. W dalszej perspektywie ceny z pewnością nie będą rosnąć tak szybko jak ma to miejsce obecnie, ale wszystko zależy od ilości budowanych nowych mieszkań. Im więcej terenów zostanie objętych planami zagospodarowania i zostanie przeznaczonych pod inwestycje mieszkaniowe, tym tempo wzrostu cen lokali będzie niższe.

Marek Poddany

prezes Sedno

Zwiększony popyt na mieszkania to efekt wzrostu dostępności kredytów hipotecznych oraz poprawy nastrojów, związanych z ożywieniem gospodarczym. Rozbudzone nadzieje konsumentów nie idą jednak w parze z podażą. Powoduje to wzrost cen mieszkań, a także niebezpieczeństwo załamania rynku w przyszłości, ponieważ grupa potencjalnych klientów kurczy się wraz ze wzrostem cen.

Drugim czynnikiem wpływającym na koniunkturę są koszty, a te w 2006 r. znacząco wzrosły. Robocizna w budownictwie w ciągu trzech kwartałów 2006 r. zdrożała o ponad 20 proc. Podobnie było z ceną gruntów, choć w niektórych rejonach działki drożały nawet o 50 proc. Najmniej wzrosły ceny materiałów, bo tylko o 5-10 proc.

Ze względu na odpływ siły roboczej za granicę należy liczyć się ze wzrostem kosztów robocizny, nawet powyżej 50-proc. w ciągu trzech lat. Myślę, że dopiero wtedy jej ceny będą na tyle wysokie, by fachowcy przestali masowo wyjeżdżać, a do budownictwa będzie można przyciągnąć młodych ludzi.

Nie znowelizowano ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, a zapowiedziane zmiany nie poprawią sytuacji, więc grunty będą ciągle drożeć. Ponadto szybciej niż obecnie będą rosły ceny materiałów, gdyż ich producenci też zechcą zyskać na poprawie koniunktury.

Niepokój kupujących lokale budzi, mimo dezyderatu komisji sejmowej, brak stanowiska rządu w sprawie podatku VAT po roku 2007, co może wywołać dalszy wzrost popytu, w myśl hasła „zdążyć przed VAT-em”.

Wszystko, o czym wspomniałem, wskazuje, że stan branży wygląda bardzo dobrze, ale wspomniane wzrosty cen zbliżają się do granicy wytrzymałości klientów, którzy droższych mieszkań po prostu nie kupią. Tymczasem nadal występują czynniki, które będą stymulowały wzrost cen.

Ryszard

Matkowski

prezes JW Construction Holding

Gospodarka znajduje się w stanie ożywienia, konsekwencja to ożywianie w budownictwie. Jest dobrze, ale nie brak też powodów do niepokoju. Coraz wyraźniejszy staje się problem siły roboczej. Ceny robocizny idą w górę, niektórzy podwykonawcy nie chcą nawet negocjować cen, twierdząc, że pierwsze wolne terminy mają dopiero na wiosnę.

Łatwiej jest pokonać barierę braku dobrych gruntów. Ceny zwariowały, ponieważ ich właściciele chcą natychmiast skonsumować dobrą koniunkturę.

Z punktu widzenia dewelopera wszystko to przypomina lizanie czekolady przez szybę. Popyt na mieszkania jest duży, ale osiąganie większych zysków utrudnia wspomniany wzrost cen. Nową sytuacją są też braki w zaopatrzeniu w materiały budowlane. One także wpływają na ceny mieszkań.

Pozytywne tendencje w budownictwie mają charakter długoterminowy, gdyż nie są spowodowane strachem przed VAT czy końcem ulg. Przyczyn jest kilka. Koniunkturę napędzają duże potrzeby, które szacuję na 1,5-2 mln mieszkań, a także łatwy dostęp do kredytów hipotecznych. Nie wzrasta ilość ziemi proporcjonalnie w stosunku do potrzeb, ograniczona jest możliwość inwestowania w centrach miast, co podnosi cenę mieszkań. Ponadto zaczął się pojawiać popyt inwestycyjny, szczególnie widoczny w budownictwie wielorodzinnym.

Wszystko to powoduje, że zbyt szybko nie osiągniemy równowagi między popytem i podażą. Ceny będą rosły przez kolejne 5 lat, choć nieco wolniej niż teraz. Nie widzę natomiast niebezpieczeństwa załamania rynku.

Zbigniew Bachman

dyrektor Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Budownictwa

Stan branży budowlanej jest niezły, ale nie aż tak dobry, jak na to wskazują statystyki. Na wartość produkcji budowlano-montażowej wpłynęły bardzo duże projekty, zrealizowane w ostatnim czasie. Przykładem jest odcinek autostrady Konin — Stryków czy duża liczba inwestycji na wsi (oczyszczalnie ścieków, wodociągi).

Znacznie gorzej jest z budownictwem mieszkaniowym. Popyt jest spory, ale tylko w dużych aglomeracjach. W dodatku jest on sztuczny, ponieważ bardzo dużo mieszkań kupują zagraniczne biura nieruchomości. W mniejszych miastach ludzie chętnie kupowaliby mieszkania, ale za niższą cenę. Pojawia się też kłopot z wykonawcami, w Polsce robotnik budowlany jest najsłabiej opłacany w całej UE.

Wielkim problemem budownictwa mieszkaniowego jest słaba infrastruktura, duże inwestycje w tej sferze pozwoliłyby wyprowadzić tłumy z dużych miast, gdzie mieszkania są drogie.

Inna sprawa to niska jakość oddawanych do użytku mieszkań. Jeżeli Nadzór Budowlany będzie działał prawidłowo, organy państwa będą kontrolowały jakość i wprowadzi się minimalną stawkę płacy, powinno być lepiej.

Roman Nowicki

Kongres Budownictwa

W budownictwie mieszkaniowym niestety dzieje się źle. Od kilku lat Polska przeznacza na cele relatywnie najmniej środków publicznych spośród krajów Europy. Jeszcze w 1992 r. na sferę mieszkaniową zamierzano przeznaczyć 2 proc. PKB, co było bliskie normy europejskiej. W roku 2006 to zaledwie 0,1 PKB, czyli najmniej od 60 lat.

W ciągu kilkunastu poprzednich lat na sferę budownictwa mieszkaniowego przeznaczano po 2-3 mld zł rocznie (nie licząc ulg remontowych i budowlanych), a na 2007 r. zaplanowano zaledwie 1,2 mld zł.

Rząd wbrew zapowiedziom nie przygotował wieloletniego programu rozwoju budownictwa mieszkaniowego. Ślimaczą się również prace nad nowelizacją ustaw regulujących procesy inwestycyjne, ciągle nie ma rozstrzygnięć w sprawie podatku VAT dla budownictwa mieszkaniowego. Przyjęcie obecnej wersji budżetu oznacza ostatecznie przekreślenie obietnic wyborczych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Dyląg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Przyszło ożywienie, ale wciąż są powody do obaw