Przyszłość UE na rozstaju dróg

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-05-08 20:31

Dzisiaj Dzień Europy — ustanowiony przez Unię Europejską (UE) dla upamiętnienia deklaracji francuskiego ministra Roberta Schumana z 9 maja 1950 r., uznanej za wspólnotowy akt założycielski.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Mimo wysiłków unijnych instytucji mająca jednoczyć kontynent data ponadnarodowa przyjmuje się dosyć ciężko. Państwa bardzo hucznie obchodzą święta narodowe, natomiast w kontekście unijnym znacznie bliżej im do upamiętniania rocznic własnych akcesji. Dotyczy to zwłaszcza dziesiątki, która hurtowo wstąpiła 1 maja 2004 r. w największym dotychczas unijnym rozszerzeniu. U nas 19. rocznicę członkostwa odnotowali 1 maja w dyżurnych wystąpieniach prezydent i premier, natomiast 73. rocznicę fundamentalnej deklaracji z 9 maja całkowicie przykrywa polityczna tzw. bieżączka.

Tegoroczny Dzień Europy jest objęty standardową sesją Parlamentu Europejskiego (PE) odbywającą się 8-11 maja w Strasburgu. W cyklu comiesięcznych prezentacji wizji Europy, które na forum PE przedstawiają kolejno szefowie państw/rządów, 9 maja 2023 r. los wskazał akurat na Olafa Scholza, federalnego kanclerza Niemiec. Z tym losem to oczywiście żart, postać została dobrana do szczególnej daty absolutnie nieprzypadkowo. Na unijnym horyzoncie znajduje się już bowiem traktatowa realizacja dorobku tzw. konferencji w sprawie przyszłości Europy. Odczyt jej wniosków w interpretacji Olafa Scholza czy francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona, pomysłodawcy konferencji, jest biegunowo inny niż np. naszych władców. Tymczasem bez jednomyślności szczytu Rady Europejskiej, czyli prezydentów/premierów 27 państw, w ogóle nie ma mowy o przetwarzaniu hasłowych i idealistycznych propozycji na konkrety traktatowe. W ciężkich czasach o zgodę wszystkich rządów państw UE w drażliwych tematach jest jednak trudno. Wystarczy policzyć czas roztrwoniony przy przyjmowaniu kolejnych pakietów sankcji wobec Rosji. Powód unijnej niemocy częściowo jest obiektywny — osiągnięcie zgodności 27 równie ambitnych podmiotów prawa międzynarodowego przypomina rozwiązywanie problemu kwadratury koła.

Dokumenty konferencji zredagowały partyjne międzynarodówki dominujące w PE, zaś marginalne grupy konserwatystów i uniosceptyków się obraziły. Materiał zajmuje 55 stron drobnym tekstem, podzielony jest na dziewięć rozdziałów obejmujących 49 propozycji, a każdą rozpisano na kilka lub kilkanaście podpunktów. W sumie to idealistyczne chciejstwo, jak zapewnić szczęśliwość nie tylko UE, lecz również reszcie kontynentu, a także światu. Całość przypomina produkt laboratorium odizolowanego od tak zakłócającej badania okoliczności, jak np. krwawa wojna europejska wciąż tocząca się tuż przy wschodniej granicy UE.

Na razie trudno roztoczyć perspektywę przetwarzania wniosków konferencji na wspólnotowy dorobek prawny, czyli acquis communautaire. Jako małą próbkę podam propozycje zmian w ordynacji wyborczej do PE. Niektóre są sensowne, m.in. ujednolicenie wieku czynnego i biernego prawa wyborczego oraz progu procentowego wymaganego dla zdobycia przez partie euromandatów, ale np. zapisana we wnioskach idea przymuszenia 27 państw do głosowania stale… 9 maja bardzo szybko okazała się niedorzecznością. Dotychczas wszyscy wybierają PE w ciągu jednego weekendu, ale w swoim tradycyjnym dniu — od czwartku do niedzieli. Formalna kropka nad i jeszcze nie została postawiona, ale w praktyce termin najbliższych eurowyborów jest już zdecydowany: 6-9 czerwca 2024 r. Wyborczą czterodniówkę zacznie w czwartek Holandia, zaś większość państw — w tym Polska — zakończy w niedzielę. Zatem pomysł z wyborczym 9 maja trafił do kosza, ale nie jest wyjątkiem — w przymiarkach do noweli traktatów rozmaitych abstrakcji da się znaleźć więcej.

Rocznica przypominająca postać Roberta Schumana zawsze wywołuje naturalne refleksje, że idei unijnej wspólnoty nie można sprowadzać do poziomu jedynie bankomatu.
Adobe Stock