PTE szukają tajnej broni w walce z przyszłymi rywalami

Katarzyna Ostrowska
opublikowano: 1998-11-09 00:00

PTE szukają tajnej broni w walce z przyszłymi rywalami

Menedżerowie z towarzystw emerytalnych nie są zgodni co do roli, jaką w ich ofercie odegra wysokość stawek za zarządzanie funduszami.

Po wydaniu statutów towarzystw emerytalnych dowiemy się, jakie ceny zaproponują PTE. Zaniżanie stawek może bowiem doprowadzić do zwiększenia kosztów obsługi funduszy. Szczególnie wśród słabych firm, którym nie uda się przyciągnąć do funduszu wystarczającej liczby klientów (progiem opłacalności jest 10 proc. uczestników II filaru, czyli ok. 500-700 tys. osób). Mogłyby to wykluczyć uregulowania prawne eliminujące takie przypadki, ale ich nie ma.

O wyborze funduszu emerytalnego nie powinna decydować wysokość opłaty za zarządzanie powierzonymi środkami. Promocyjna cena na początku wcale nie oznacza, że w przyszłości fundusz nie pobierze opłaty większej.

Trudny wybór

— Niemożliwe jest, aby każdy sam mógł ocenić wszystkie towarzystwa. Podstawą wyboru musi być bezpieczeństwo i pewność, a nie stopa zwrotu — uważa Krzysztof Lutostański, prezes PKO/Handlowy PTE.

Podobnego zdania jest Jakub Tropiłło, członek zarządu PTE PZU. Uważa on, że firmy o dużej renomie nie muszą prowadzić walki cenowej, bo w ich przypadku 1-2-proc. różnice w stopach alokacji nie będą miały znaczenia.

— Zaufanie do akcjonariuszy PTE, następnie cena produktu, później dopiero inwestycje powinny stanowić o wyborze towarzystwa emerytalnego — dodaje Zygmunt Kostkiewicz, prezes Commercial Union PTE BPH CU WBK.

Innego zdania jest Paweł Olbrych, prezes Krajowego PTE Razem. Jego zdaniem, cena oferowanego produktu będzie miała zasadniczy wpływ na przyszłą emeryturę i tym powinni kierować się klienci przy wyborze PTE.

— Cena produktu jest ważna, ponieważ wyniki inwestycyjne towarzystw nie będą zbyt zróżnicowane — uważa Paweł Olbrych.

— Widzieliśmy, jak wyglądała ubezpieczeniowa wojna cenowa. Będę więc starał się temu zapobiec — zapewnia Krzysztof Lutostański. Według Zygmunta Kostkiewicza, wojny cenowej nie będzie wcale.

Kosztowne strategie

Rozwój II filaru nastąpi w pierwszym roku działalności funduszy, kiedy przystąpi do nich około 6-8 mln ludzi. Do sukcesu długoterminowego potrzebny jest jednak stały wzrost liczby klientów (szacuje się, że w kolejnych latach fundusze zasilać będzie kilkaset tysięcy osób rocznie) oraz, jak twierdzi Krzysztof Lutostański, zaufanie do poszczególnych PTE.

Po pierwszym roku fundusz może osiągać wzrost albo przyciągając członków innych funduszy, albo przejmując fundusze mniejsze. Obydwie strategie są jednak bardzo kosztowne, co w długim okresie może zwiększać koszty ich funkcjonowania.

— W najgorszym wypadku, przy agresywnej polityce cenowej, PTE nie zdołają osiągnąć zadowalającego wpływu na rynek. Nastąpi konsolidacja — twierdzi Paweł Olbrych.

Zawyżanie prowizji

Popyt na agentów ubezpieczeniowych w pierwszym okresie będzie znacznie przewyższał podaż. Walka o klienta może prowadzić do podkupywania przez fundusze agentów ubezpieczeniowych. Płacenie zbyt wysokich prowizji zwiększy jednak koszty akwizycji, a co za tym idzie koszty działalności funduszu.

BĘDZIE GORĄCO: Cena produktu jest ważna, ponieważ wyniki inwestycyjne towarzystw nie będą zbyt zróżnicowane — uważa Paweł Olbrych, prezes Krajowego PTE Razem. fot. Borys Skrzyński

LICZY SIĘ WSZYSTKO: Nie cena, ale dobre wyniki inwestycyjne oraz jakość obsługi klienta zdecydują o efektach działania funduszy — przekonuje Jakub Tropiłło, członek zarządu PTE PZU. fot. ARC