Publikacja wyroku odgrzeje konflikt

opublikowano: 27-01-2021, 21:03

Zapisana w art. 190 Konstytucji RP publikacyjna „niezwłoczność” w wypadku tego szczególnego aktu potrwała ponad trzy miesiące.

27 stycznia 2021 r. wreszcie o godz. 23.19 ukazało się w Dzienniku Ustaw orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego (TK) z 22 października 2020 r. o niekonstytucyjności jednego przepisu ustawy z 1993 r. (a więc znacznie starszego, niż… obecna Konstytucja RP), dopuszczającego aborcję w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu. Tego samego dnia nieco wcześniej uzasadnienie orzeczenia, ze zdaniami odrębnymi, zamieszczono na stronie internetowej TK (a potem przed północą powtórzono w Monitorze Polskim). Prawne znaczenie miała jednak tylko publikacja w Dzienniku Ustaw, od tej chwili zakwestionowany przepis zniknął z polskiego systemu prawnego. Co prawda TK może w wyrokach określać późniejsze terminy utraty mocy zakwestionowanych aktów normatywnych, dając czas na ich poprawienie, ale akurat ten z 22 października nie zawiera żadnego terminu odłożonego.

Środowe opublikowanie zawiera istotną ułomność, mającą znaczenie dla ewentualnej odpowiedzialności karnej. Od 2009 r. każdy akt ogłaszany elektronicznie w Dzienniku Ustaw zawierał sygnaturkę podpisową urzędnika Rządowego Centrum Legislacji (RCL). Poza proceduralnym miało to kapitalne znaczenie informacyjne – podpis elektroniczny zapisywany był z dokładnością sekundową, publikacja następowała niedługo potem, zatem istniał twardy dowód, kiedy ustawy czy rozporządzenia się ukazywały. Niektóre zawierały nieszczęsny zapis o wchodzeniu w życie już z dniem ogłoszenia, zatem pora dnia miała ważne następstwa. Wiele pospiesznie forsowanych aktów wchodzi także w życie od północy, tzw. dobra zmiana często publikuje je z wyprzedzeniem… kilkunastu minut. Podpisowa sygnaturka RCL obnażała z dokładnością minutową ten karygodny proceder PiS, zatem po dekadzie ukazywania się nagle od końca października 2020 r. zniknęła. Obecnie znany jest tylko sam dzień publikacji i jeśli dany akt ukazał się elektronicznie o godz. 23.59, ale wchodził w życie w tymże dniu, to RCL przyjmuje, że obowiązywał wstecznie już od godz. 00.01. Akurat w przypadku antyaborcyjnego orzeczenia TK to nie są czysto teoretyczne rozważania – jeśli gdzieś w Polsce jakiś lekarz 27 stycznia w godzinach południowych dokonał aborcji na podstawie zakwestionowanego przepisu, postępując wtedy zgodnie z prawem – to znacznie późniejsza godzinowo publikacja orzeczenia TK spowodowała, że dokonał... czynu przestępczego i naraził się na odpowiedzialność karną. Pisząc to oczywiście nie miałem pojęcia, czy 27 stycznia w ogóle coś takiego się wydarzyło, ba, mam nadzieję że nie i to tylko moje publicystyczne dywagacje. Ale w środę możliwość takiej prawnej paranoi pod rządami tzw. dobrej zmiany stała się całkowicie realna. To także element oceny polskiej praworządności.

Masowe demonstracje wywołane orzeczeniem TK ewoluowały tematycznie i obejmowały inne wątki, jak ta przykładowa z 13 grudnia 2020 r.
Filip Blazejowski / Forum

Odłożenie przez rząd publikacji wyroku nie miało jakiejkolwiek podstawy prawnej. Konstytucyjna „niezwłoczność” to kilka, wyjątkowo kilkanaście dni. Uzależnienie publikacji od… sporządzenia przez TK pełnego uzasadnienia było chwytem czysto taktycznym, ale nielegalnym. Władcy kraju po prostu przestraszyli się skali demonstracji i założyli, że przetrzymanie orzeczenia – faktycznie przedłużające moc unieważnionego przepisu – przygasi zbiorowe protesty, co było bardzo ważne w warunkach epidemii. Rzeczywiście, w końcówce roku 2020 i na początku obecnego temat przycichł. Spóźniona publikacja, która proceduralnie była nieuchronna, to jakby wyciągnięcie zawleczki z drugiego granatu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane