Puc, Bursztyn i... polisy

opublikowano: 13-01-2023, 06:30
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

W kwestii upowszechnienia w Polsce ubezpieczeń dla zwierząt jest wciąż dużo do zrobienia — uważają Małgorzata Półjanowicz i Sylwia Łuczyńska z TU Europa.

PB: Ubezpieczenia zdrowotne zwierząt domowych nie są chyba w Polsce szczególnie popularne?

Polisa dla pupila:
Polisa dla pupila:
Sylwia Łuczyńska (z lewej) i Małgorzata Półjanowicz z TU Europa.
Marek Wiśniewski

Małgorzata Półjanowicz: Faktycznie nie jest to jeszcze produkt powszechny, ale Polsce mamy w domach pięć milionów psów i kotów, a rynku polis dla zwierząt można zaobserwować bardzo podobne trendy do tych, jakie występują na rynku ubezpieczeń zdrowotnym dla ludzi. Właśnie ze względu na to zdecydowaliśmy się wejść na rynek ubezpieczeń zdrowotnych dla zwierząt. Różnica polega głównie na tym, że ten rynek jest trudniejszy, bo nie ma na nim tak zwanej publicznej opieki zdrowotnej.

Jaka część z tych kilku milionów psów i kotów jest ubezpieczona?

Małgorzata Półjanowicz: Myślę, że teraz to są jakieś promile, nie doszliśmy nawet do 1 proc. To oznacza jednak, że na tym rynku jest wciąż spory potencjał. Jesteśmy obecnie jedną z firm, która oferuje tak szeroki zakresów ubezpieczenia i mamy nadal dużo do zrobienia.

Na razie oferują państwo ubezpieczenia tylko dla psów i kotów?

Sylwia Łuczyńska: Tak, na razie mamy ofertę tylko dla psów i kotów, ale przyszłości, gdy rynek będzie się rozwijał, pójdziemy zapewne dalej.

Na czym polega to ubezpieczenie i ile kosztuje?

Sylwia Łuczyńska: Nasze ubezpieczenie ma dwa warianty: wypadkowy i wypadkowo-zdrowotny. Składka wynosi od trzydziestu paru złotych do stu czy też stu kilku złotych miesięcznie. Wynika to z tego, że mamy różne sumy ubezpieczenia. Albo 5 tysięcy, albo nawet 50 tysięcy na koszty leczenia zwierzęcia.

Jakie ubezpieczenie rekomendowałaby mi pani, gdybym miał w domu pieska, nie rodowego, ale zwykłego kundelka?

Sylwia Łuczyńska: Zdecydowanie byłoby to ubezpieczenie obejmujące zarówno wypadki, jak też nagłe zachorowanie. Na naszym rynku opieka medyczna dla zwierząt jest zawsze odpłatna, a zdecydowana większość psiaków co najmniej kilka razy w roku musi odwiedzić placówki weterynaryjne. Koszt takiej wizyty to z reguły nie mniej niż sto złotych. Często jednak w przypadku poważniejszych chorób tych wizyt musimy odbyć kilka w ciągu miesiąca. To może nadwyrężyć nasz domowy budżet. Ubezpieczenie jest więc zdecydowanie pomocne.

Ponadto często musimy kupić jakieś leki albo inne preparaty. Czy ubezpieczenie może objąć np. zniżki?

Sylwia Łuczyńska: Nasze ubezpieczenie oferuje nie zniżki, lecz pokrycie kosztu leków, które należy wykupić, a ponadto także kosztu zabiegów ambulatoryjnych, różnych badań, np. USG czy RTG.

Kilkadziesiąt złotych miesięcznie to nie jest wprawdzie wyjątkowo mała kwota, ale niskie zainteresowanie Polaków takim ubezpieczeniem może trochę dziwić...

Małgorzata Półjanowicz: Wydaje się, że to nie tyle kwestia samego ubezpieczenia, ale w ogóle świadomości ubezpieczeniowej Polaków. To, co nas cieszy, to fakt, że sytuacja zaczyna się zmieniać. Zainteresowanie takimi produktami dla zwierząt wzrasta. Nie jest to jeszcze taka skala, jakiej byśmy oczekiwali, jaka byłaby satysfakcjonująca, ale coś już się dzieje.

Jak Polska wygląda pod tym względem na tle chociażby sąsiadów z Czech czy z Niemiec?

Sylwia Łuczyńska: Ubezpieczenia dla zwierząt są powszechne w Czechach, bardzo mocno rozwinęły się także w Wielkiej Brytanii. Dla właściciela psa czy kota to właściwie oczywiste, że powinien mieć polisę dla swojego pupila. Mamy nadzieję, że u nas też to się zmieni i będzie podobnie.

Ubezpieczenie na razie obejmuje koty i psy, ale Polacy mają przecież w domach, i nie tylko w domach, mnóstwo innych zwierząt. Wyobrażam sobie, że mogą chcieć ubezpieczyć królika albo konia pod siodło czy kucyka. Co z tymi zwierzętami?

Małgorzata Półjanowicz: Ubezpieczenia dla gryzoni czy też innych zwierząt też funkcjonują na rynku, ale nie jako samodzielny produkt, tylko jako dodatek np. do ubezpieczenia domu i mieszkań. Można więc ubezpieczyć także inne zwierzęta. Z czasem, w miarę rozwoju rynku, być może także my zdecydujemy się na rozszerzenie ubezpieczenia o inne zwierzęta.

Czy takie polisy są intratne dla towarzystwa ubezpieczeniowego? Czy TU Europa zarabia na nich?

Małgorzata Półjanowicz: Z ubezpieczeniem zwierzaków jest podobnie jak z ubezpieczeniem ludzi. Przygotowanie takiej oferty niczym się nie różni od przygotowania oferty ubezpieczenia zdrowotnego dla ludzi. Tak samo, oparte na statystykach, szacowane jest ryzyko.

Krótko mówiąc, TU Europa zarabia na takich ubezpieczeniach?

Małgorzata Półjanowicz: Tak, ale to, na co zwracamy uwagę, to wartość dla klienta końcowego, w tym wypadku dla naszych pupili i jego opiekuna. Staramy się, aby oferowane świadczenia były adekwatne do tego, jakie koszty ponosi klient z tytułu opieki zdrowotnej, leczenia itd.

Co powinni zrobić Polacy, aby podobnie jak Czesi zadbać o swoje psy i koty i częściej je ubezpieczać?

Sylwia Łuczyńska: Chyba przede wszystkim powinni zaplanować budżety domowe i uwzględnić w nich także koszty związane z opieką nad zwierzęciem. Biorąc pod uwagę, że mamy styczeń, to dobry moment na zrobienie takich planów. Wystarczy prosta kalkulacja, żeby stwierdzić, że ubezpieczenie — po pierwsze — daje nam spokój. Niezależnie od tego, gdzie pojedziemy czy coś się wydarzy ze zwierzęciem, mamy zapewnioną opiekę zdrowotną. Po drugie — to także komfort dla naszych portfeli, dlatego że nasze ubezpieczenie poza organizacją wizyt ma także zapewnienie pomocy bezgotówkowej dla klienta. Czyli co miesiąc klient opłaca składkę, a idąc na wizytę z pupilem do weterynarza, nie płaci za nią, ponieważ jest opłacana z tytułu ubezpieczenia.

Może właściciele psów i kotów nie wiedzą o tym, że funkcjonują takie ubezpieczenia?

Sylwia Łuczyńska: Myślę, że tak, że ich popularność jest jeszcze nieduża i tutaj pewnie rola nasza i naszego partnera od pakietów weterynaryjnych, żebyśmy zadbali o zbudowanie tej świadomości. Wydaje mi się jednak, że zmiany na rynku opieki nad pupilami będą postępowały. Bo chociażby to, co widzimy w kontekście budowania placówek zrzeszających firmy i konsolidacje gabinetów weterynaryjnych, czyli podobna sytuacja do tych, które nastąpiły w przypadku medycyny dla ludzi, sprawi, że ta świadomość będzie rosła i że informacje będą mogły w lepszy sposób dotrzeć do posiadaczy psów i kotów. Rynek weterynaryjny był bardzo rozproszony — to pojedyncze przychodnie, bardzo często funkcjonujące samodzielnie. Teraz coraz więcej słychać o zrzeszaniu się, co zawsze przekłada się na większą promocję i potem lepsze dotarcie do klienta końcowego.

Rozmawiał Bartłomiej Mayer

Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcasts, Podcast Addict lub w Twojej ulubionej aplikacji

dziś: „Psu i kotu na zdrowie”

goście: prof. Piotr Jurka — SGGW, Marcin Maciąg — Pets Diag, Małgorzata Półjanowicz i Sylwia Łuczyńska — TU Europa, Milena Wojtyś-Gajda — przychodnia weterynaryjna Ogonek

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane