Purella gra w zielone

Nowy gracz na rynku superfoods chce się odróżnić specjalizacją w nieznanych w kraju składnikach i serwowaniem ich m.in. w batonach i smoothie

Znali ludzi i mieli pomysł. Historia Purelli Food, przynajmniej w ogólnym zarysie, zaczęła się więc typowo. Później było już mniej standardowo.

Z chlorelli, algi o dobroczynnym działaniu do organizmu, można zrobić 
wiele ciekawych rzeczy — dodawać ją do lodów, lemoniady czy czekolady - 
mówi Artur Gajewski, dyrektor sprzedaży i marketingu Purelli Food
Zobacz więcej

Z chlorelli, algi o dobroczynnym działaniu do organizmu, można zrobić wiele ciekawych rzeczy — dodawać ją do lodów, lemoniady czy czekolady - mówi Artur Gajewski, dyrektor sprzedaży i marketingu Purelli Food Tomasz Pikuła

— Twórcy agencji InDreams, zajmującej się wsparciem sprzedaży m.in. poprzez wyjazdy motywacyjne, postanowili zainwestować w żywność zgodną z aktualnymi prozdrowotnymi trendami. Rozmawiali ze swoimi klientami, w tym Rossmannem, i okazało się, że niszą są ciągle tzw. superfoods [czyli surowce o bardzo wysokich walorach zdrowotnych — red.] — zarówno pod względem dynamicznie rosnącej, ale wciąż małej wartości rynku, jak i liczby graczy na nim. Dołączyłem do tego zespołu i rozpoczęliśmy poszukiwania na całym świecie surowca, który w Polsce jeszcze nie jest powszechnie znany. I tak znaleźliśmy chlorellę — opowiada Artur Gajewski, który zarządza dziś Purellą Food jako szef jej sprzedaży i marketingu.

Siła w specjalizacji

Od początku założyli, że nie chcą być dystrybutorami, tak jak większość firm obecnych na rynku superfoods — i że nie interesuje ich jak najszerszy wybór superskładników, ale specjalizacja i budowa różnych kategorii produktów na bazie pięciu podstawowych.

— Chlorella była dostępna w Polsce, ale albo w wersji bardzo drogich tabletek z Tajwanu, sprzedawanych w aptekach, albo bardzo słabej jakości — choć tańszych — tabletek i proszku z Chin. Naszymi wyróżnikami miały stać się też dostępność cenowa, możliwość zakupu w sieci drogerii czy sklepów z żywnością, niezanieczyszczony surowiec wysokiej jakości i inna niż tabletki forma, która pozwoli włączyć chlorellę m.in. do codziennego gotowania — opowiada Artur Gajewski. Producenta odpowiedniego surowca znaleźli w Korei Południowej.

— W przeciwieństwie do dostawców chińskich, uprawia chlorellę w systemie zamkniętym, bez dostępu do środowiska zewnętrznego, więc nie chłonie np. toksycznych opadów, co jest standardem dla wielu chińskich producentów — twierdzi szef Purelli Food.

Dla dużych i małych

Pierwsze produkty trafiły na rynek jesienią zeszłego roku. Były to tabletki i proszek do dodawania do koktajli. W styczniu dołączyły do nich batony raw (czyli z surowych, nieprzetworzonych składników), a jesienią tego roku asortyment poszerzy się o owocowei warzywne smoothie. Już wiadomo, że na tym nie koniec.

— W przyszłym roku chcemy wprowadzić produkty dla dzieci. To zaskakujące, że choć tyle mówi się o zdrowym trybie życia, to nikt jeszcze nie pomyślał o linii dla najmłodszych konsumentów, którzy są zewsząd bombardowani niezdrowymi kolorowymi napojami, podczas gdy ich rodzice mogą przebierać w zdrowych alternatywach. Dzieci próbowały już naszych batonów i smak się obronił, ale nie odpowiadał im ich... wygląd. Wiemy, że pod kątem tej grupy muszą być specjalnie przygotowane również opakowania, i nad tym będziemy pracować — mówi Artur Gajewski. Na liście odbiorców są też sportowcy.

— Tworzymy teraz kolejną serię batonów raw ze specyfikacją potrzebną sportowcom.

Trafią one do kolejnych kanałów sprzedaży, tzn. do sieci sklepów z żywnością dla sportowców i klubów fitness oraz siłowni — dodaje szef Purelli Food.

Portfel dla inwestora

W przyszłym roku szef Purelli zamierza dołączyć do portfela kolejny superfood. — Założyliśmy, że wprowadzamy tylko produkty, które nie są powszechnie znane. Zatem nie zdecydujemy się na spirulinę czy młody jęczmień.

Chcemy stawiać na coś nowego i dopiero budować rynek — tłumaczy Artur Gajewski. Dziś produkty Purelli dostępne są w Rossmannie i części sklepów Piotr i Paweł.

— We wrześniu zaczniemy pojawiać się w Delikatesach Centrum, poszerzamy też dostępność w mniejszych regionalnych sieciach,jak Avita, Jan, Lewiatan czy małopolski Kefirek. Podpisaliśmy również umowy z dystrybutorem w Belgii i Wielkiej Brytanii, ale tam na razie trafimy do sprzedaży internetowej — wylicza Artur Gajewski. Tegoroczny obrót spółki ma wynieść około 1 mln EUR. W przyszłym roku firma chce go podwoić.

— Dotychczas w firmę zainwestowano 100 tys. EUR. Zdecydowaliśmy, że nie chcemy mieć własnego zakładu produkcyjnego — produkcja jest zlecana kilku mniejszym podmiotom. Zdajemy sobie sprawę, że aby móc silniej się rozwinąć, będziemy musieli na pewnym etapie pomyśleć o inwestorach finansowych. Do prowadzenia rozmów z nimi potrzebujemy jednak większego portfolio i dłuższej historii — uważa Artur Gajewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu