Puszkę Pandory uznajmy za otwartą

16-02-2017, 22:00

Zaplanowana na 25 marca uroczysta zbiórka Rady Europejskiej w Rzymie w 60. rocznicę podpisania na Kapitolu założycielskich traktatów wspólnotowych wyrasta ponad format jubileuszowej galówki.

Guy Verhofstadt chce zmiany traktatu i bezpośredniego wybierania przewodniczącego Komisji Europejskiej przez obywateli wszystkich państw członkowskich. Genevieve ENGEL-EC

Prezydenci i premierzy przyjmą deklarację, wytyczającą nowy kierunek Unii Europejskiej, osłabionej brexitem, kryzysem gospodarczym i migracyjnym, niestabilnością zewnętrzną oraz populizmami wewnętrznymi. Oczywiście trzeba być bardzo naiwnym, by uwierzyć, że rocznicowa deklaracja stanie się lekiem na całe zło, zwłaszcza że będzie standardowym zbiorem podniosłych ogólników i chciejstwa. UE po prostu tak ma.

U nas władcy kraju upowszechniają tezę, że oczekiwanym lekiem mogą być tylko zmiany traktatowe.

Taką dyrektywę ogłosił prezes Jarosław Kaczyński, a w ślad za pryncypałem powtarzają to jego nominaci — prezydent, premier, marszałkowie, ministrowie etc., etc. Od dawna staram się wychwycić z ich oświadczeń jakiekolwiek konkrety, ale wciąż to samo — jedno wielkie zero. Z jednym wyjątkiem: PiS postuluje ujęcie uprawnień Parlamentowi Europejskiemu (PE), a dodanie legislaturom narodowym. Ostatnio w Warszawie pomysł zmian traktatowych skontrowała Angela Merkel, podkreślając, że samo postawienie tematu otworzy polityczno-prawną puszkę Pandory.

Absolutnie niezainspirowane mrzonkami PiS, ale jednak odezwały się wczoraj nożyce. PE przyjął w Strasburgu trzy rezolucje nielegislacyjne, zatem realnie mające wagę prawną… publicystyki. Mają być kreatywnym wkładem europosłów do deklaracji przyjmowanej w Rzymie, gdzie PE będzie obecny osobą przewodniczącego Antonio Tajaniego. Dwie rezolucje chadecko-socjalistyczne zawierają wiele szczegółowych propozycji, ale od razu z zastrzeżeniem, że ich przyjęcie nie wymagałoby ruszania traktatów. Najgrubsza i najważniejsza dla interesów Polski prowadzi do instytucjonalizacji budżetu Eurolandu, który byłby przeznaczony na wspieranie reform w krajach tej strefy oraz na ich ochronę antykryzysową. Teoretycznie chodziłoby o budżet dodatkowy, czyli niepomniejszający głównego, z którego finansowane są ważne dla Polski wspólne polityki — rolna, spójnościowa… Naprawdę zaś zostałby wykonany kolejny krok ku wyodrębnieniu UE dwóch nie tyle prędkości, ile obszarów walutowych i rozliczeniowych. Wprowadzanie tak strategicznych zmian z jednoczesnym pominięciem konieczności nowelizacji traktatowych jest nierealne.

Dlatego proceduralnie bardziej czysta wydaje się rezolucja autorstwa liberałów. Mówi się w niej wprost o rewizji traktatów. Wpisane zostały jednak pomysły absurdalne, np. bezpośrednie wybieranie przez obywateli wszystkich państw członkowskich przewodniczącego Komisji Europejskiej. A także równie słuszny, co nierealizowalny postulat, aby PE miał jedną siedzibę, zamiast dzielić ją między Brukselę i Strasburg (a jeszcze po drodze sekretariat w Luksemburgu). Autorom chodzi w domyśle o zlikwidowanie mordęgi comiesięcznych wyjazdów z Brukseli do Strasburga, na co Francja nie zgodzi się nigdy, przenigdy. Zwłaszcza że główna siedziba PE traktatowo została umieszczona w Strasburgu, a gmaszysko w Brukseli to urząd roboczy. W każdym razie zbiorcza konkluzja trzech czwartkowych rezolucji PE zapisana została w tytule.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu