PŻM zapowiada pierwsze zyski
Wierzyciele przejmą morskich przewoźników
ZAKUPY: Według Jacka Dorskiego, prezesa PŻB, firma w najbliższym czasie zakupi lub wyczarteruje dwie-trzy nowe jednostki promowe. fot. MP
Wyniki finansowe krajowych przewoźników morskich, szczecińskiej PŻM oraz gdyńskich PLO, budzą grozę. Obydwie firmy zapowiadają jednak zyski jeszcze w tym roku. Nieco lepiej na ich tle wypadają przewoźnicy promowi, dochodowi Unity Line i PŻB.
Największym rozczarowaniem jest Polska Żegluga Morska, szczeciński przewoźnik trampowy, który mimo wcześniejszych optymistycznych zapowiedzi zakończył 1999 r. ujemnym wynikiem finansowym netto, sięgającym 44 mln zł.
— Pamiętajmy, że w 1998 r. ta strata wynosiła 65 mln zł. Jest więc lepiej — mówi Krzysztof Gogol, rzecznik prasowy PŻM.
W 1999 r. zmniejszyły się jednak także wpływy przewoźnika — z 888 do 842 mln zł.
Będzie lepiej
Rok 1999 był trudny również dla drugiego krajowego przewoźnika morskiego — Polskich Linii Oceanicznych z Gdyni. Przedstawiciele spółki odmawiają udzielenia oficjalnych informacji na temat zadłużenia i ubiegłorocznego wyniku finansowego netto. Szacuje się jednak, że łączne zobowiązania spółki na koniec 1999 r. wyniosły prawie 80 mln zł.
Firmie dobrze wróży zmiana struktury akcjonariatu. Pod koniec marca rada nadzorcza spółki zaakceptowała plan podniesienia kapitału akcyjnego firmy z 13,6 do 26,6 mln zł. Udział w nowej emisji akcji mają wziąć Agencja Rozwoju Przemysłu oraz Stocznia Gdynia, Kredyt Bank i Warta — najwięksi wierzyciele PLO, którzy w umowie konsorcjalnej zapewnili sobie częściową konwersję zobowiązań na akcje.
— Uczestnicy konsorcjum zobowiązali się do dalszych nakładów inwestycyjnych. Nie mogę jednak ujawnić planowanego dofinansowania — twierdzi Krzysztof Kremky, prezes PLO.
Nieoficjalnie wymienia się kwotę kilkudziesięciu milionów zł. Stąd prawdopodobnie bierze się optymizm prezesa, który zapewnia, że w 2000 r. spółka osiągnie wynik dodatni.
Zaraźliwy optymizm
Dobry nastrój nie opuszcza także prezesa PŻM. Firma nie ma jednak szczęścia w Ministerstwie Skarbu Państwa, które zwleka z rozpoczęciem prywatyzacji przedsiębiorstwa. W tym roku przewoźnik nie może liczyć na skomercjalizowanie. Mimo to PŻM spodziewa się zysków.
— W tym roku przewidujemy zysk netto na poziomie 18 mln zł. Ta dodatnia prognoza jest według nas realna. Dzięki zredukowaniu zatrudnienia oraz reorganizacji struktury spółek zależnych mamy wyższą rentowność — twierdzi Krzysztof Gogol.
Reorganizacja czeka także spółki zależne PLO, choć prezes Krzysztof Kremky zdecydowanie zdystansował się od podobnych sugestii. Obecnie Grupa PLO składa się ze spółki matki oraz kilkunastu spółek córek. Niektóre mają kłopoty finansowe. Niedawno wniosek o upadłość złożyła Pol-America, kłopoty ma także Pol-Asia. Najlepiej wiedzie się natomiast Euroafrice, Pol-Lewantowi oraz BCL, którego PLO jest 40-proc. udziałowcem. Firmy te działają na najbardziej dochodowych szlakach łączących Europę z Bliskim Wschodem i Afryką.
Przewidywane zakupy
PŻB oczekuje na podniesienie kapitału akcyjnego, który obecnie wynosi 104 mln zł. Planuje się jego podwyższenie o 110 mln zł. Na nową emisję akcji promowego przewoźnika czekają trzej inwestorzy: Gdańska Stocznia Remontowa, STU Hestia Insurance oraz Pomorski Bank Kredytowy. Zdaniem Jacka Dorskiego, prezesa PŻB, sfinalizowanie transakcji powinno nastąpić jeszcze w maju, a z uzyskanych w ten sposób środków firma odnowi tonaż. W grę wchodzi zakup lub czarter dwóch-trzech jednostek oraz wycofanie z eksploatacji dwóch wysłużonych promów.
O nowych zakupach myślą również konkurencyjni dla PŻB przewoźnicy: Unity Line i Stena Line. Na razie jednak brak tu konkretów. Obydwie firmy nie ujawniają także swoich wyników finansowych.
Wynikami chwalą się natomiast w Kołobrzegu. Tym bardziej że w 1999 r. PŻB odnotowała 12 mln zł zysku brutto, z przychodami na poziomie 320 mln zł (w 1998 roku było ponad 30 mln zł straty). PŻB jest także największa, jeśli chodzi o wielkość przewozów. Na ten wynik ma wpływ wielkość floty tego przewoźnika. Składa się ona aż z pięciu jednostek, podczas gdy konkurenci dysponują o wiele mniejszym tonażem: Unity Line ma trzy promy, a Stena Line — zaledwie jeden.
Handel na burcie
Znaczącą pozycję w przychodach przewoźników promowych stanowi handel na burcie, czyli sprzedaż w sklepach wolnocłowych. Daje on firmom około 30 proc. przychodów. Dopóki nie wejdziemy do Unii Europejskiej, przewoźnicy na połączeniach z Polską będą nadal zarabiać na sprzedaży bezcłowej wódki. W krajach UE duty free od 1 lipca 1999 r. nie istnieje.
Cezary Pytlos