PZU: sprzedaż o czasie uratuje słaby budżet
Mimo że sprzedaż przez Skarb Państwa 51 proc. akcji PZU jeszcze w tym roku wzbudza coraz więcej wątpliwości wśród analityków, potencjalnych inwestorów i nawet banków agentów emisji, Zygmunt Kostkiewicz, prezes towarzystwa, uważa, że pośpiech jest niezbędny. Za szybkim upublicznieniem przemawiają: konieczność uregulowania pozycji inwestora strategicznego, potrzeby budżetu państwa i zbliżający się termin dopuszczenia do swobodnego obrotu akcji pracowniczych.
Przyspieszenie prac nad prospektem emisyjnym grupy PZU, który ma być przedstawiony minister skarbu do podpisu jeszcze w tym tygodniu, zbiegło się w czasie z narastaniem wątpliwości co do sensowności tak szybkiej sprzedaży 51 proc. akcji towarzystwa. Poważne zastrzeżenia zgłaszają banki agenci emisji: Merrill Lynch, ABN Amro i Chase Manhattan, które wręcz sugerowały odłożenie oferty. W piątek ich przedstawiciele spotkali się w tej sprawie z Aldoną Kamelą-Sowińską, lecz podjęto decyzję o dalszym trzymaniu się harmonogramu.
Powodem obaw banków jest malejące zainteresowanie zagranicznych inwestorów akcjami towarzystwa, spowodowane niekorzystną sytuacją rynkową oraz aferami kojarzonymi ze spółką.
Budżet niecierpliwy
Zygmunt Kostkiewicz, prezes PZU, uważa jednak, że powodów, dla których warto szybko prywatyzować PZU, jest więcej niż argumentów przemawiających za zwłoką.
— To prawda, że sytuacja makroekonomiczna nie jest zbyt sprzyjająca. Nie wiadomo jednak, jakie będą nastroje, gdy w październiku zaczniemy budować księgę popytu — twierdzi Zygmunt Kostkiewicz.
Jego zdaniem, założone terminy prywatyzacji PZU powinny być traktowane jako priorytet.
— Musimy uwzględniać potrzeby budżetowe. Z tej prywatyzacji Skarb Państwa może uzyskać 5-7 mld zł — twierdzi prezes PZU.
Zygmunt Kostkiewicz nie obawia się jednocześnie, że zła sytuacja ekonomiczna i podbramkowa sytuacja budżetu spowodują zaniżenie ceny akcji towarzystwa.
— Odłożenie sprzedaży spowodowałoby konieczność finansowania zwiększonego deficytu. W ogólnym rachunku nawet otrzymując niższą cenę, budżet nie straci, ponieważ na drugiej szali trzeba położyć zwiększone koszty obsługi deficytu i co za tym idzie — całego długu publicznego. Nadmierne zwiększenie deficytu spowodowałoby ponadto obniżenie ratingów Polski, a nawet wypadnięcie z klasy państw ekonomicznie wiarygodnych — podkreśla Zygmunt Kostkiewicz.
Eureko naciska
Prezes mówi, że trzeba pamiętać o zobowiązaniach wobec inwestora, czyli konsorcjum Eureko. Posiada ono obecnie wraz z BIG BG 30 proc. akcji spółki, a w podpisanym przez minister skarbu aneksie do umowy prywatyzacyjnej konsorcjum ma zagwarantowane objęcie dalszych 21 proc. w momencie upublicznienia towarzystwa.
— Spółce szkodzi opóźnianie sprzedaży akcji. Eureko chce inwestować w jej rozwój, ale wcześniej chce ostatecznego wyjaśnienia swojej pozycji jako inwestora strategicznego — dodaje Zygmunt Kostkiewicz.
Dodatkowo bombą z opóźnionym zapłonem jest zbliżający się termin rozpoczęcia swobodnego obrotu akcjami pracowniczymi PZU. Będzie można nimi handlować już 10 listopada.
— Źle się stanie, gdy akcje te znajdą się na rynku niepublicznym. Nie ma dobrych narzędzi takiego obrotu i pracownicy mogą stać się ofiarami naciągaczy — ostrzega Zygmunt Kostkiewicz.
Duże rezerwy
Prezes PZU przyznaje, że afera związana z niejasnymi inwestycjami Grzegorza Wieczerzaka ma zły wpływ na wizerunek spółki. Nie ma jednak zagrożenia dla finansów towarzystwa.
Zarząd PZU Życie utworzył rezerwy na pokrycie ewentualnych strat i stara się wycofać z niepewnych inwestycji.
— Utworzyliśmy 300 mln zł rezerw. Dotyczą one puli aktywów (nieruchomości, akcji spółek niepublicznych) wartej 800 mln zł. Świadczy to, w jak agresywny sposób poprzedni zarząd zarządzał aktywami — twierdzi prezes PZU.
Zygmunt Kostkiewicz dodaje, że niektóre inwestycje byłego prezesa, np. w obligacje spółki Code, są „wyzwaniem intelektualnym dla specjalistów od tworzenia rezerw”. Z kolei strata na niektórych papierach pogłębia się i — na przykład — na zaangażowanie w akcje NFI Progress będzie trzeba utworzyć dodatkowe rezerwy.
Nowy zarząd spółki musi też rozwiązać problem wartych około 200 mln zł obligacji Elektrimu, które Grzegorz Wieczerzak kupił od Raiffeisena.
— Uważamy, że zabezpieczenie tych obligacji na akcjach Elektrim Telekomunikacja jest niewystarczające. Negocjujemy odzyskanie pieniędzy albo oczekujemy przedstawienia zabezpieczeń, które uznamy za wiarygodne — wyjaśnia Zygmunt Kostkiewicz.
Prezes PZU dementuje informacje, jakoby Arthur Andersen, audytor PZU Życie, miał — w związku z inwestycjami byłego prezesa życiowej spółki — wątpliwości dotyczące jej sprawozdań finansowych.
— Audytor przegląda księgi na półrocze i o ile wiem, wyda spółce opinię bez zastrzeżeń. Jedyny problem, który się pojawił, to jak zapisać, że były prezes został aresztowany — opisuje prezes PZU.