PZU wieszczy ciężki rok

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2013-03-14 00:00

Nie idźcie tą drogą — prezes PZU wzywa rywali, do nierozpoczynania wojny cenowej

Trzy miesiące temu — po publikacji wyników za dziewięć miesięcy 2012 r. — było widać, że PZU pędzi po rekord. Mimo słabszego po stronie rentowności czwartego kwartału (zysk był o 24 proc. niższy od oczekiwań) spółce udało się dowieźć do mety najlepsze od wejścia na giełdę wyniki. Jak twierdzi prezes Andrzej Klesyk, mogłyby być jeszcze lepsze, gdyby nie to, że ubezpieczyciel zdecydował się przeznaczyć część wpływów na zwiększenie stabilności.

FOT. WM
FOT. WM
None
None

— Ponad miliard złotych przeznaczyliśmy na zwiększenie rezerw dla ubezpieczeń grupowych oraz rezerw na wypłatę rent — mówi prezes. Gdyby nie ta operacja, którą zarząd przeprowadził pod koniec stycznia tego roku, zysk ubezpieczyciela mógłby zwiększyć się o ponad 800 mln zł netto. Jednak nawet przeznaczając miliard złotych na rezerwy, grupa ma się czym pochwalić. Jej zysk wzrósł o 40 proc. i wyniósł 3,25 mld zł, z czego 2,58 mld zł może trafić na dywidendę. Składki wzrosły o 6 proc. i na koniec ubiegłego roku wyniosły 16,24 mld zł. Połowa tego wzrostu została wygenerowane przez sprzedaż ubezpieczeń na życie ze składką jednorazową za pośrednictwem Banku Millennium i City Handlowego. To jedyny obszar, w którym PZU odstaje od rynku.

— W 2011 r. po raz pierwszy w historii przekroczyliśmy 15 mld zł składek. W tym roku udało nam się pokonać barierę 16 mld zł — mówi Andrzej Klesyk.

Ostrzega jednak, że ten rok będzie dla ubezpieczyciela ciężki, co może spowodować obniżenie wyników grupy. Już w drugiej połowie 2012 r. rynek ubezpieczeniowy zaczął mocno odczuwać skutki spowolnienia gospodarczego. W tym roku uderzy ona w branżę, w tym w PZU, z całą siłą. — Dobre wyniki w ostatnich latach spowodowały, że część naszych konkurentów jest zainteresowana prowadzeniem wojny cenowej. Apelujemy do nich, by nie szli taką drogą — mówi prezes. Według niego, spadki cen są najbardziej widoczne na rynku korporacyjnym.

Nie omijają jednak rynku masowego, w tym komunikacji. Jak tłumaczy Barbara Smulska, członek zarządu PZU Życie, to efekt spadku wydatków klientów na ubezpieczenia komunikacyjne. Odkładają np. zakup nowego samochodu, co ma przełożenie na wysokość składek za ubezpieczenie. W przypadku polis casco erozja przychodów rozpoczęła się już w ubiegłym roku. Niższe przychody będą mieć wpływ na wynik netto ubezpieczyciela. Do tego należy doliczyć cięcia stóp, których w ostatnich miesiącach dokonała Rada Polityki Pieniężnej.

Negatywnie wpłyną one na wynik inwestycyjny i na zysk, który ma być niższy niż wypracowany w 2012 r. Od piątku do zarządu PZU dołączą dwie nowe osoby. Pierwszą z nich jest Barbara Smulska, która miesiąc temu została włączona do zarządu spółki życiowej. Będzie ona odpowiadała za rynek masowy w całej grupie. W zarządzie zasiądzie też Dariusz Krzewina, prezes PZU Życie. W zarządzie majątkowej firmy będzie odpowiedzialny za rynek grupowy.

OKIEM ANALITYKA

Słabsze wyniki nie uderzą w kurs

KAMIL STOLARSKI

analityk Espirito Santo

Z moich szacunków wynika, że wynik finansowy PZU spadnie do 2,8 mld zł z 3,2 mld zł w 2012 r. Będzie to efekt pogorszenia się wyników działalności podstawowej i niższego wyniku z inwestycji od wypracowanego w ubiegłym roku. By ten mógł się powtórzyć, stopy procentowe musiałyby spaść o kolejne 1,5 pkt. proc., co jest scenariuszem bardzo mało prawdopodobnym.

Nie należy jednak oczekiwać, by kurs akcji PZU zareagował na słabsze wyniki. Ze względu na przesunięcie o rok wypłaty dywidendy ze spółki życiowej PZU w 2014 r. wypłaci akcjonariuszom znaczącą dywidendę. Będzie to czynnik, które ustabilizuje kurs ubezpieczyciela. Nikt nie będzie pozbywał się z portfela spółki, która jest w stanie zapewnić 8-9 proc. zwrotu z inwestycji przez podzielnie się zyskiem z akcjonariuszami.