PZU zakłada kitel

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2016-04-14 22:00

Gigant chce być narodowym ubezpieczycielem Kowalskiego, a nie tylko jego majątku. Uzupełni ofertę państwowej opieki zdrowotnej.

1 mld zł przypisu w 2020 r. — taki cel przed PZU w segmencie zdrowia postawił Michał Krupiński, nowy szef ubezpieczyciela. W ciągu niecałych pięciu lat, inwestując do 450 mln zł, gigant musi czterokrotnie zwiększyć sprzedaż na tym rynku. Wczoraj pokazał, jak chce to osiągnąć. Jego oferta ma uzupełniać luki w państwowym systemie opieki zdrowotnej, co oznacza, że PZU będzie musiał szeroko otworzyć się na Kowalskich.

Bloomberg

— Chcemy, by klienci indywidualni traktowali nas jak doradcę w zakresie opieki zdrowotnej. To oznacza, że każdy klient będzie mógł się do nas zgłosić, a my zorganizujemy mu wizytę u odpowiedniego lekarza. Jeśli nie będzie miał naszej polisy, to za nią zapłaci — mówi Paweł Kacprzyk, prezes PZU Zdrowie, spółki, która w grupie ma zajmować się ekspansją na rynku medycznym. Jak twierdzi, na jednorazowe, płatne konsultacje medyczne Polacy wydają co roku 7-8 mld zł. PZU ma apetyt na duży kawałek tego tortu. Do tej pory ubezpieczyciel stawiał na sprzedaż produktów dla klientów korporacyjnych. Prawie całą składkę przynoszą mu obecnie kontrakty z firmami, które ubezpieczają pracowników w PZU Życie. Jego oferta w tym segmencie konkuruje z abonamentami sieci medycznych, jak Lux Med czy Medicover.

Pierwszy produkt dla Kowalskich to modna w branży ubezpieczeniowej polisa od chorób cywilizacyjnych, takich jak rak, zawał serca czy udar. Oprócz dostępu do prywatnej opieki medycznej ubezpieczony będzie mógł liczyć na wypłatę jednorazowego świadczenia w wysokości do 500 tys. zł. Umowa ubezpieczenia ma być zawierana na pięć lat.

— Chcemy sprzedać do końca roku ok. 15 tys. takich ubezpieczeń — zapowiada Julita Czyżewska, członek zarządu PZU Zdrowie. Firma zamierza skierować ofertę m.in. do posiadaczy jej polis majątkowych. Paweł Kacprzyk podkreśla, że ubezpieczyciel ma 16 mln klientów — każdy z nich może kupić produkt zdrowotny, jeśli trafi się do niego z odpowiednią ofertą. PZU jest też zainteresowany kupowaniem kolejnych placówek medycznych. Ma ich obecnie 20, a docelowo chce mieć 40-45. Te liczby świadczą o tym, że ubezpieczyciel nie zamierza budować ogólnopolskiej, powszechnej sieci. Oprze się głównie na placówkach zewnętrznych. Zrekrutował ich już blisko 1,6 tys. na terenie całego kraju, a do końca roku planuje audyt. Sprawdzi sieć pod względem efektywności kosztowej, wyposażenia czy zadowolenia klientów. Wyniki będą podstawą zmian. Własne placówki są jednak również potrzebne PZU, bo dzięki nim może poznać rzeczywiste koszty leczenia i wypracować standard obowiązujący w całej sieci.

OKIEM KONKURENTA
Brakuje konsekwencji

SYLWIA JAŚKIEWICZ, wiceprezes Medicovera

Wejście tak dużego gracza jak PZU na rynek fee- -for-service [płatnych wizyt lekarskich — red.] może zmienić przyzwyczajenia Polaków. W tym momencie są oni przywiązani do swojego lekarza czy przychodni. PZU może ich przekonać, że warto powierzyć organizację opieki zdrowotnej sprawdzonemu pośrednikowi.

Rozumiem zainteresowanie PZU tym segmentem. Kusi jego wielkość. Z drugiej strony odnoszę wrażenie, że w działaniach PZU brakuje konsekwencji. Co jakiś czas ubezpieczyciel ogłasza nową strategię. Kilka lat temu stawiał na polisy lekowe, potem na inwestycje w sieć placówek, a teraz na dotarcie do klientów indywidualnych. To duży i poważny gracz, dlatego chciałbym zobaczyć, jak realizuje swoje zapowiedzi do końca.