Rabat ponad kompromisem

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-02-07 11:00

Przed budżetowym szczytem Rady Europejskiej we wszystkich językach odmieniano termin „kompromis”. Potem pokonał go "rabat"

Przed rozpoczynającym się dzisiaj w Brukseli budżetowym szczytem Rady Europejskiej do ostatnich godzin trwało puszenie się politycznych kogutów. Podobnie jak w listopadzie, we wszystkich językach odmieniano termin „kompromis”. W ostatniej chwili na top listy politycznych przebojów wdarł się jednak „rabat”. Płatnicy netto pozazdrościli Brytyjczykom owego przywileju i żądają podobnych ulg — a co to, oni gorsi? Czyli budżetowe nożyce się rozwierają — przyjaciele spójności oczekują jak największych wydatków, a dochody się kurczą…

FOT. iStock)
FOT. iStock)
None
None

W tej sytuacji wielu władców już przygotowuje sobie lądowanie na wypadek plajty kolejnego już szczytu.

Każdy orze jak może. Prezydent Francois Hollande zaprezentował swoją werbalną potęgę przed Parlamentem Europejskim, ale najważniejsza była nie treść jego mowy, lecz miejsce — we francuskim Strasburgu. Wczoraj premier Donald Tusk także poszedł w symbolikę, wpadając po drodze na szczyt do Luksemburga po odbiór od tamtejszej fundacji błyskotki za europejskie zasługi. Takim eventem można przykryć fatalny wydźwięk zamrożenia przez Brukselę pieniędzy na polskie inwestycje drogowe.

Szczyt zapowiada się jako zarówno finansowe, jak i prestiżowe starcie wielu podmiotów. Najpotężniejsze państwa UE nie chcą oddać brukselskiej centrali ani rąbka swojej decyzyjności i suwerenności. Rozmiary budżetu od dawna krążą wokół 1 proc. łącznego unijnego PKB. Wszystkie starcia realnie toczą się o kilka setnych proc. w górę lub w dół. W zestawieniu chociażby z kwotami wyrzucanymi na zasypywanie dziur w kolejnych chorych państwach Eurolandu — cały przedmiot sporów jest źdźbłem w unijnym oku. Ale w kategoriach politycznych to potężna belka.