Wczoraj Sejm otrzepał z kurzu wniesiony rok temu — czyli jeszcze w epoce preunijnej — projekt uchwały, zgodnie z którą rząd zostałby „zobowiązany” do wyegzekwowania od Niemiec reparacji należnych Polsce (z ogólnej puli radzieckiej) po II wojnie światowej. Według poprawki mniejszości, rząd miałby zostać tylko „wezwany”. W piątek projekt zostanie uchwalony, odrzucony lub ponownie skierowany do komisji (stawiamy na wariant trzeci). W obecnej wersji uchwała jest bezwzględnie słuszna moralnie, tyle że prawnie i finansowo całkowicie niewykonalna.
Po wejściu Polski do Unii Europejskiej naszą racją stanu staje się nie tyle odnoszenie zwycięstw moralnych, co wyegzekwowanie od rządu i parlamentu niemieckiego jednoznacznych i ostatecznych rozstrzygnięć, iż Republika Federalna bierze na siebie całkowitą odpowiedzialność finansową za skutki ewentualnych roszczeń wojennych jej obywateli. Każdy nasz polityk zajmujący inne stanowisko rzeczywiście zasłużyłby na Trybunał Stanu i w tej kwestii nie ma mowy o zasłanianiu się wartościami unijnymi.
Przykładem narodowej racji stanu może być zadawniony brytyjsko-hiszpański spór o Gibraltar, który z pewnością przetrwa Unię Europejską — i jest to dla obu skonfliktowanych stron oczywiste...