Pogranicznicy odrzucili protesty w przetargu na łączność z radarami. I już nie godzą się na za dużą moc nadajników.
Kolejna zmiana w opisanym przez „PB” kontrowersyjnym projekcie Straży Granicznej (SG) związanym z systemem ochrony granicy morskiej. Pisaliśmy, że radary zainstalowane na Wybrzeżu mogą nie spełniać swoich funkcji, bo nie są połączone z ośrodkami nadzoru systemem łączności. Przez trzy lata pogranicznicy nie byli w stanie tego zapewnić, m.in. z powodu problemów z przetargami na budowę światłowodów. Postawili więc na transmisję danych za pomocą radiolinii pracujących w pasmach ogólnodostępnych. Eksperci to skrytykowali. Wskazywali, że system może być podatny na zakłócenia i powinien działać w paśmie dzierżawionym (licencjonowanym), a nie otwartym.
Ponadto w specyfikacji SG podała, że w projekcie może wystąpić problem z przekroczeniem dopuszczalnych mocy nadajników. Zapis ten oprotestowali wykonawcy, a Urząd Komunikacji Elektronicznej zapowiedział, że może nakazać demontaż urządzeń, jeśli system pograniczników będzie używał za mocnych urządzeń. SG zmieniła zapis w specyfikacji. Informuje, że nie będzie akceptować łamania przepisów, a wykonawcy muszą poradzić sobie z tym problemem w sposób zgodny z prawem, np. budując stacje pośrednie.
Oferenci zarzucali też pogranicznikom, że preferują technologię firmy Motorola Canopy. SG nie zgodziła się z tym i odrzuciła protesty. Firmy mogą odwołać się do Urzędu Zamówień Publicznych. Jeśli tego nie zrobią, oferty na budowę systemu powinny wpłynąć do SG w połowie kwietnia.
System radarów kosztuje 40 mln EUR. Zdaniem ekspertów, radiolinie łączące radary w paśmie nielicencjonowanym będzie można zakłócić urządzeniem za 1 tys. zł.