Wobec oczekiwanego jeszcze niedawno wzrostu o 2%r/r w tym roku Polska także ma się pogrążyć w recesji, a jej PKB ma się skurczyć o 1,4%r/r. Nowe prognozy pesymistycznie patrzą na polskie finanse publiczne. Zdaniem Komisji w 2009r. ich deficyt sięgnie 6,6% PKB, aby rok później zwiększyć się do 7,4% PKB. Przypominamy, że limit określony w kryteriach z Maastricht to 3% PKB. Komisja Europejska wskazała, że jedną z przyczyn pogorszenia perspektyw polskiej gospodarki jest zła kondycja jej głównego partnera handlowego – Niemiec. Poza tym pogorszeniu uległy prognozy dla całej Strefy Euro oraz Unii Europejskiej. W przypadku obydwu obszarów ten rok przynieść ma 4%-owy spadek PKB, a 2010r. wcale nie przyniesie jeszcze odbicia gospodarczego, a jedynie stagnację z 0,1%-owym spadkiem PKB.
Przedstawione przez Komisję prognozy mocno kontrastują z oczekiwaniami Ministerstwa Finansów. Na wczorajszej konferencji prasowej Jacek Rostowski stwierdził, że szacunki Brukseli są błędne, a oczekiwany PKB zaniżony. Zdaniem Ministra, Komisja nie uwzględniła w swojej prognozie takich elementów, jak sprzyjającej PKB obniżki podatku PIT, waloryzacji rent i emerytur czy obniżki składki rentowej. Zaniżona prognoza wzrostu gospodarczego prowadzi do zawyżonej prognozy deficytu finansów publicznych. Zdaniem Ministerstwa Finansów, w najgorszym scenariuszu nie powinien on przekroczyć poziomu 4,6% PKB.
Przedstawiona przez Komisję Europejską rewizja prognoz nie zaskakuje i porównując scenariusze przedstawiane przez Brukselę oraz Ministerstwo Finansów bliższy nam wydaje się niestety ten gorszy z nich (zakładamy spadek PKB o 0,8% r/r w tym roku). Przedstawione scenariusze komplikują także naszą drogę do Euro. Wprawdzie spełnienie kryteriów wymagane jest dopiero w momencie wchodzenia do Strefy, a nie przy wejściu do ERM2, ale wobec oczekiwanego tak silnego przekroczenia limitu deficytu finansów publicznych, jego ograniczenie do wymaganego poziomu będzie trudnym zadaniem. Równie trudne może być też samo przekonanie Brukseli, że Polsce uda się tego dokonać.
Ministerstwo Finansów szacuje, że w kwietniu inflacja wzrosła do poziomu 3,9%r/r z 3,6%r/r miesiąc wcześniej. W głównej mierze odnotowany wzrost wynikać ma z rosnących cen żywności. Szacunek Ministerstwa jest wyższy od rynkowego konsensusu (3,8%r/r) oraz naszej prognozy (3,7%r/r). Jeśli się potwierdzi, będzie stanowił istotny argument wstrzymujący Radę Polityki Pieniężnej przed cięciem stóp procentowych na majowym posiedzeniu.
KOMENTARZ WALUTOWY
Wobec niepohamowanego wzrostu indeksów giełdowych dolar traci na światowych rynkach. Wczoraj po umocnieniu wobec europejskiej waluty w pierwszej części dnia, powrócił do trendu spadkowego, który obserwujemy już od kilkunastu dni. Rynek jest wyjątkowo pozytywnie nastawiony do ryzyka i ewidentnie ignoruje dane, które nie wpisują się w ten pozytywny trend. Coraz powszechniejsza jest opinia, że dno obecnej recesji jest już bardzo blisko, a świadczyć mają o tym niektóre wskaźniki wyprzedzające koniunkturę. Ze szczególnie dużą nadzieją uczestnicy rynku patrzą na lepsze dane ekonomiczne z Chin czy Indii, kraje te są postrzegane jako dwa przyszłe motory światowego wzrostu gospodarczego.
Dzięki pozytywnemu nastawieniu do ryzykownych aktywów złoty zdołał się wczoraj po raz kolejny umocnić, nie przeszkodziły mu nawet dość negatywne prognozy KE dotyczące polskiej sytuacji gospodarczej. Inwestorzy zapewne przypomną sobie o nich dopiero gdy zblednie trwający na rynkach finansowych optymizm.
KOMENTARZ GIEŁDOWY
Tydzień rozpoczął się wyjątkowo dobrze dla rynków akcji. Po ponad 4- procentowym wzroście WIG20 wyraźnie zbliżył się do poziomów oporu 1900-2000 pkt. Mocne zwyżki obserwowaliśmy również w Strefie Euro i USA. W wyniku ponad 3- procentowej zwyżki S&P500 wyrównał poziomy z początku roku niwelując tym samym w 100% styczniowo lutową przecenę.
W roli pozytywnych bohaterów i lokomotywy wzrostu indeksów giełdowych wystąpiły banki. Inwestorzy coraz mniej obawiają się o wyniki tzw. „stress testów”, które na polecenie rządu musiały wykonać amerykańskie instytucje finansowe. Wyniki badania mają zostać ogłoszone w czwartek, ale już teraz spekuluje się, że żadna z dużych instytucji nie będzie wymagała silnego dokapitalizowania. Co więcej źródłem kapitału prawie na pewno nie będzie rządowa kasa, co oddala widmo nacjonalizacji. Inwestorzy coraz silniej wydają się również wierzyć, że najgorsze w światowej gospodarce już za nami. Wczoraj kolejnym argumentem przemawiającym za tą tezą mogły być lepsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku nieruchomości.
Jacek Wiśniewski. Główny Ekonomista; Marta Petka - Zagajewska.
Ekonomista; Wojciech Bogacki. Młodszy Analityk Rynków Finansowych; Marcin
Grotek. Młodszy Analityk Rynków Finansowych