W mijającym tygodniu na warszawskiej giełdzie panowały zmienne nastroje. Obserwowaliśmy na przemian niewielkie wzrosty i spadki wartości indeksów, z lekką przewagą tych drugich. Po nieudanej próbie pokonania przez indeks największych spółek oporu na poziomie 1900 punktów i utrzymania się przez WIG powyżej 30 tys. punktów, zagościła korekta. Inwestorzy zwątpili nieco w możliwość dalszych wzrostów. Tym bardziej, że nie pomagali im także koledzy zza oceanu i gracze europejscy. W sumie jednak tydzień kończy się niewielkimi spadkami. WIG20 traci nieco ponad 2%, WIG zniżkuje o niecałe 1%. To wciąż niewielki „wymiar kary” po wzrostach z ostatnich tygodni. Maj przynosi na razie bardzo łagodną korektę. Można nawet mówić o stabilizacji na rynku. Malejące obroty wskazują, że podaż nie ma zbyt wielkiej siły i chętnych do sprzedaży akcji po obniżonych cenach nie jest zbyt wielu. Przed głębszymi spadkami indeksów bronią pewnie także spóźnialscy, którzy nie zdążyli wcześniej kupić akcji i teraz spadki cen wykorzystują jako okazję do zarobku.
Na niewielkim plusie kończy tydzień mWIG40, mierzący koniunkturę na rynku średnich firm. W jego przypadku widać płaską korektę wzrostu trwającego od początku marca. Wyraźnie zmniejszyły się obroty. Wskaźnik najmniejszych spółek, sWIG80 zyskał ponad 2%. Tu „hossa” trwa nadal i nie widać żadnych oznak korekty. Obroty zmniejszyły się jedynie bardzo nieznacznie wobec poprzedniego, rekordowego pod tym względem tygodnia.
Spośród indeksów branżowych najgorzej radził sobie sektor finansowy. WIG Banki stracił 2,7%. Sytuacja poszczególnych jego przedstawicieli była jednak mocno zróżnicowana, w zależności od publikowanych wyników finansowych za pierwszy kwartał. Rozczarował inwestorów PKO BP, zaś pozytywnie zaskoczył Pekao i BZ WBK. Po fatalnym poprzednim tygodniu - w tym - sektor budowlany dzielnie bronił się przed pogłębieniem korekty i zdołał wyjść na niewielki plus. Poprawiła się też koniunktura na rynku firm informatycznych. WIG Informatyka wzrósł o prawie 1%. Wielkie dni nadal przeżywają firmy spożywcze. Indeks WIG Spożywczy od ośmiu tygodni rośnie bardzo dynamicznie, zaliczając po drodze tylko jeden mały przystanek. W ciągu minionych pięciu sesji zwiększył swoją wartość o kolejne 9%. Największy w tym udział miały papiery dwóch ukraińskich „potentatów”. Walory Astarty rosły o 20%, a Kernela o 10%. Ponad 10% zwyżki zaliczyły też Elstar i Makarony Polskie. Spadkową serię przerwał WIG Telekomunikacja. To oczywiście zasługa Telekomunikacji Polskiej, której papiery wreszcie zaczęły bronić się przed coraz bardziej dramatyczną przeceną. Wciąż jednak sytuacja w ich przypadku jest daleka od stabilizacji. Początek tygodnia był wręcz fatalny. Po wtorkowym pogłębieniu spadku inwestorzy doszli chyba do wniosku, że nieco przesadzili i przez trzy dni papiery odrabiały straty. W piątek znów traciły na wartości.
Europa
Na europejskich parkietach tydzień upłynął pod znakiem korekty notowań. Indeksy głównych giełd traciły po 4-5%. Inwestorzy na naszym kontynencie zachowywali się o wiele bardziej nerwowo, niż ich koledzy za oceanem. Obraz techniczny indeksów np. niemieckiego DAX-a, jest zdecydowanie gorszy, niż wskaźników w Stanach Zjednoczonych. Atak na szczyt z początku roku zakończył się niepowodzeniem. Rynek nie miał dość siły, by choć dotknąć poziomu z 6 stycznia. Teraz wyraźnie zawraca. W przypadku niemieckiego indeksu, korekty wzrostowej fali trwającej od marca, były jednak dość zdecydowane. Spadek z tego tygodnia na razie wpisuje się w ten scenariusz. Być może więc będziemy świadkami jeszcze jednego ruchu w górę. Nie widać jednak za bardzo impulsu, który mógłby inwestorów ośmielić do odważniejszych zakupów akcji. Przeciw wzrostom przemawia niekorzystna dla giełdowych graczy majowa statystyka. Rzadko się zdarza, by maj kończył się dla nich pomyślnie. Jak na razie ta zasada się sprawdza, choć straty nie są duże. Przed nami jednak jeszcze druga połowa miesiąca.
Nieco gorzej wygląda wykres indeksu giełdy paryskiej. Skala spadku jest tam nieco większa niż we Frankfurcie, ale na wykresie tworzy się formacja techniczna zapowiadająca możliwość spadku. Zresztą nieco mniej wyraźnie rysuje się ona także w przypadku DAX-a. Najsilniejszy spadek spośród trzech głównych europejskich parkietów, zaliczył w tym tygodniu Londyn. Ale patrząc z dłuższej perspektywy tamtejszy indeks FTSE250 jest w sytuacji o niebo lepszej niż jego dwaj koledzy. Już w kwietniu z nawiązką odrobił tegoroczne straty, a obecnie znajduje się na poziomie z połowy października ubiegłego roku, poprzedzającym dynamiczną falę spadkową.
Spośród giełd naszego regionu najlepiej prezentuje się węgierski BUX. W ciągu tygodnia stracił nieco ponad 2% i znajduje się na poziomie z połowy października ubiegłego roku. Z podobnego poziomu cofnął się zdecydowanie rumuński BET, tracąc tylko w czwartek ponad 8,6%. Od szczytu z 8 maja zniżkował już o około 15%. Po dość dobrym zachowaniu się w ostatnim czasie, spore straty w tym tygodniu poniósł też czeski PX50.
Piątek nie przyniósł większych zmian w tym obrazie. Wahania indeksów były w większości przypadków niewielkie. Większego wrażenia na inwestorach nie robiły wiadomości o spadku PKB, którymi ostatniego dnia tygodnia uraczono nas obficie. Oczywiście wszystkie były mało optymistyczne. Jednak z reakcją nikt się nie spieszył i sporo czasu zajęło, aż indeksy giełdowe z niewielkich plusów przemieściły się z godnością na równie niewielkie minusy. Końcówka sesji znów wypadła na plusie dzięki kolegom z Wall Street.
USA
Indeksy w Stanach Zjednoczonych kończą tydzień (dane do czwartku) niewielkimi spadkami, sięgającymi 0,9-1,6%. Na tamtejszym rynku powiało korektą wzrostów. Wahania kursów akcji i wartości indeksów były jednak niewielkie. To oznacza pewną zmianę jakościową nastrojów inwestorów, szczególnie jeśli przypomnieć sobie nie tak odległe czasy, gdy zmiany indeksów sięgały 3-5% na jednej sesji. Teraz po tej nerwowości nie ma śladu, a teoretycznie, w warunkach korekty i niepewności co do dalszych losów rynku, miałaby pełne uzasadnienie. Ten spokój może jednak być zwodniczy. Rynek na razie wydaje się silny, jednak gdy nastroje jeszcze się pogorszą, rozwój wydarzeń może nabrać większej dynamiki.
Dotychczasowe korekty trwającego od 9 marca trendu wzrostowego były krótkie i
niewielkie. Obecna wydaje się najdłuższa, ale jej przebieg jest bardziej
zrównoważony. O wzrosty, a szczególnie pokonanie niedawnych szczytów, będzie
coraz trudniej. Wszystko wskazuje na to, że możemy być świadkami okresu
stabilizacji. Przed głębszymi spadkami chronią rynek coraz częściej pojawiające
się opinie o tym, że globalna gospodarka najgorsze ma już za sobą. Ale też nie
należy się spodziewać euforii.
Przy spadkach kursów akcji pojawiają się
chętni do ich kupna. To spóźnialscy, którzy nie zdążyli kupić ich
wcześniej, gdy były tańsze. Tacy inwestorzy dodatkowo chronią rynek przed
większym spadkiem, ale do tego, by zdecydowanie szedł w górę potrzebni są
optymiści, którzy będą kupować także w czasie zwyżek.
Azja
Na azjatyckich parkietach bilans tygodnia nie był zbyt imponujący, ale na brak emocji nie można było narzekać. Na giełdzie w Bombaju początek tygodnia przyniósł sporą korektę spadkową, w wyniku której tamtejszy indeks BSE30 obniżył swoją wartość o około 5%. Wtorek i środa to próba ataku na lokalny szczyt, zakończona niepowodzeniem i spadkiem w czwartek o ponad 1,2%. W Hong Kongu, po dobrym początku tygodnia, nastąpił zdecydowany spadek tamtejszego indeksu Hang Seng, do poziomu najniższego od 6 maja. Widać, że zemścił się nieudany atak na poziom z początku października ubiegłego roku. Ale jeszcze nic straconego i po korekcie ruch w górę może być kontynuowany. Obraz techniczny wykresu indeksu nie pogorszył się nadmiernie i wszystko jest możliwe. Jednak czwartkowy spadek indeksu o ponad 3% robi wrażenie. Gorzej zachowywały się jedynie indeksy w Indonezji i Tajlandii, ale im większa korekta słusznie się należała. Nieźle trzymał się indeks giełdy w Korei, zaliczając tylko niewielką korektę. Utrzymał się tym samym blisko szczytu z początku października ubiegłego roku. Japoński Nikkei był w bardzo podobnej sytuacji, przez większą część tygodnia utrzymując wysoki poziom, jedynie w czwartek uległ nieco większej korekcie. Ale nie uczyniła ona większej krzywdy obrazowi rynku i nie przekreśliła szans na wzrost. Nerwowe wahania można było obserwować na giełdzie w Szanghaju. Tamtejszy indeks na początku tygodnia nie mógł się zdecydować, w którą stronę podążyć i raz spadał, raz rósł. Tydzień kończył jednak na wysokim poziomie, szykując sobie dogodną pozycję do ataku na szczyt z pierwszej dekady sierpnia ubiegłego roku. Coraz lepsze prognozy dotyczące perspektyw chińskiej gospodarki czynią wzrostowy scenariusz bardzo prawdopodobnym. W ostatnim dniu tygodnia w Azji dominowały wzrosty indeksów, sięgające nawet 2%.
Rosja
Na moskiewskiej giełdzie tylko początek tygodnia przyniósł kontynuację trwającej od końca kwietnia zwyżki. Środa i czwartek to zdecydowana korekta. W krótkim czasie indeks RTS zwiększył swoją wartość o niemal jedną czwartą. Po takim rajdzie odpoczynek i realizacja zysków są normalnym zjawiskiem. Dziwny nieco był ten wzrost, trwający na przekór mocno pesymistycznym opiniom i prognozom dotyczących rosyjskiej gospodarki. Na razie nie widać tam żadnych dramatycznych skutków spowolnienia gospodarczego, których wizji nie szczędzą Rosjanom ani niezależni analitycy, ani przedstawiciele administracji. Oczywiście gospodarka zwalnia, ale daleko jej do takiego spadku PKB, jaki notują sąsiedzi Rosji.
Perspektywy całej rosyjskiej gospodarki, jak i poszczególnych przedsiębiorstw zależne są oczywiście od sytuacji na rynku surowców. Ta zaś jest wciąż mało stabilna. Ceny ropy naftowej trzymają się blisko poziomu 60 dolarów za baryłkę, choć prognozy spadku popytu na to paliwo mogą doprowadzić do obniżenia notowań. Ale też nadzieje na poprawę w globalnej gospodarce będą hamować ewentualną przecenę. Spadają zyski surowcowych firm, ale ich sytuacja nie wydaje się być tragiczna. Wyniki podał niedawno Euraz Group, jeden z największych rosyjskich koncernów stalowych. W ubiegłym roku osiągnął 1,87 mld dolarów zysku netto, wobec 2,1 mld dolarów w 2007 r. Największym zagrożeniem jest ogromne, sięgające 10 mld dolarów zadłużenie firmy.
Rynek walutowy
Zmagania euro i dolara miały nieco mniejszą dynamikę niż w pierwszym tygodniu maja, jednak zwrotów sytuacji nie brakowało. Kurs amerykańskiej waluty kręcił się wokół poziomu 1,36 dolara za euro, ale mieliśmy też w środę do czynienia z atakiem na poziom 1,37 dolara za wspólną walutę, najwyższy od połowy marca. Ta próba nieco schłodziła emocje inwestorów i spotkała się z mocnym kontratakiem dolara, jednak już w czwartek wieczorem euro próbowało wyraźnie wracać do sił i zbierać się do kolejnej zwyżki. Wisząca nad amerykańskim rynkiem akcji groźba głębszej korekty nie sprzyja umocnieniu europejskiej waluty, ale gdy warunki będą sprzyjające, możemy być w niedługim czasie świadkami umocnienia się wspólnej waluty nawet do poziomu 1,4 dolara za euro.
Złoty dość zdecydowanie osłabiał się wobec głównych walut. Jeszcze w poniedziałek rano dolara można było kupić za 3,2 zł. W czwartek trzeba już było za niego płacić 3,31 zł, choć pod koniec dnia złoty odrobił nieco strat i „zielony” kosztował niecałe 3,28 zł. Niemal identyczny był scenariusz zmian wobec wspólnej waluty. Od najkorzystniejszego dla złotego poziomu 4,3 zł z 7 maja, do czwartkowego popołudnia nasza waluta straciła około 20 groszy. W czwartek wieczorem za euro trzeba było płacić 4,46 zł. Niezbyt korzystnie wyglądała sytuacja naszej waluty wobec franka. W ciągu siedmiu dni zdrożał on również o prawie 20 groszy. W czwartek wieczorem za „szwajcara” trzeba było momentami płacić 2,99 zł. Pod koniec handlu złoty odrobił 3 grosze i widmo powrotu w okolice 3 zł zostało oddalone. Złoty pozostaje pod przemożnym wpływem sytuacji na światowym rynku walutowym. Z czynników lokalnych powinna go wspierać, oddalająca się wskutek wysokiej inflacji, perspektywa obniżek stóp procentowych. Dodatkowym bodźcem, przemawiającym za umocnieniem się naszej waluty byłby korzystny poziom dynamiki produkcji przemysłowej. To jednak jedyne czynniki dodatkowe, nie mające decydującego znaczenia. W piątek, po niewielkich wahaniach, żadnej rewolucji nie było, ale mocą złoty nie grzeszył.
Rynek surowców
Ceny ropy naftowej gatunku Brent w Londynie w mijającym tygodniu zachowywały się dość kapryśnie. Do środy kontynuowały tendencję zwyżkową, zapoczątkowaną na początku maja na poziomie około 50 dolarów za baryłkę. W środę, 13 maja sięgały prawie 60 dolarów. Oznaczało to wzrost w ciągu niespełna dwóch tygodni o 20%. Z tego poziomu, najwyższego od listopada ubiegłego roku, rozpoczęła się korekta, sprowadzająca notowania surowca do poziomu poniżej 58 dolarów w czwartek po południu. Tydzień kończy się więc niewielkim wzrostem ceny i nieudanym atakiem na szczyt. W najbliższym czasie sytuację na rynku ropy będą kształtowały dwa czynniki: kurs dolara i wieści dotyczące perspektyw globalnej gospodarki. W tej ostatniej kwestii pojawia się coraz więcej bardzo pozytywnych opinii, płynących zarówno z ust guru świata finansów, jak i przedstawicieli instytucji finansowych, na przykład prezesa Europejskiego Banku Centralnego, powołującego się na swoich kolegów z państw europejskich. Ciekawe, czy inwestorzy podzielą ten punkt wiedzenia, mówiący, że zbliżamy się do momentu zwrotnego, po którym globalna gospodarka zacznie się powoli odradzać. Krótkoterminowo na notowania ropy może wpłynąć raport o zmianie stanu zapasów paliw płynnych w Stanach Zjednoczonych. Na wzrost cen wpływają też informacje, że Chiny, korzystając z wciąż niebyt wysokich cen, dokonują zakupów surowca, licząc na rychłe ożywienie koniunktury gospodarczej. Jednak w czwartek Międzynarodowa Agencja Energetyki poinformowała, że tempo spadku światowego zapotrzebowania na ropę naftową jest w tym roku najszybsze od 1980 r.
Niestabilne były też notowania miedzi. Na początku tygodnia kontrakty terminowe na ten metal dynamicznie rosły. Już we wtorek po południu ich wartość gwałtownie spadła, osiągając poziom najniższy od początku maja. Inwestorzy działający na rynku miedzi inaczej więc interpretują zapowiedzi dotyczące perspektyw globalnej gospodarki, a także popytu, mającego źródło w Chinach.
Rosnące dynamicznie od końca kwietnia kontrakty na indeks surowców CRB, weszły w ostatnich dniach w fazę korekty. Nie był w stanie pokonać szczytu z początku roku, a to może zapowiadać dalszy ich spadek. Optymistyczne opinie dotyczące gospodarki powinny złagodzić jego skalę.
Mimo, iż sytuacja na giełdach papierów wartościowych i rynkach finansowych nie jest specjalnie napięta, drożeje złoto. Na początku maja za uncję płacono nieco ponad 880 dolarów. W czwartek wieczorem cena kruszcu doszła do 927 dolarów. Oznacza to wzrost o około 5%. Jednocześnie nie potwierdziła się widoczna na wykresie formacja techniczna, zapowiadająca spadek notowań złota nawet do 800 dolarów za uncję. To zaś pokazuje, że może się zrealizować innych scenariusz, wynikający z analizy technicznej, według którego w nieodległej przyszłości możemy zobaczyć złoto ponownie w okolicach 1000 dolarów za uncję. Jest to tym bardziej prawdopodobne, gdy na rynku akcji rzeczywiście pojawi się głębsza korekta.
Notowania platyny, mocno rosnące jeszcze do połowy kwietnia, weszły w fazę korekty. Z prawie 1240 dolarów za uncję, spadły do 1107 dolarów w czwartek. Oznacza zniżkę o prawie 10%.Niedawna próba powrotu w kierunku szczytu, podjęta w pierwszym tygodniu maja nie powiodła się i bardzo prawdopodobne jest testowanie w niedługim czasie poziomu 1000 dolarów. Również srebro przeżywało zmienne koleje losu. W środę jego cena próbowała atakować szczyt w połowy lutego na poziomie niemal 14,3 dolarów za uncję, by szybko spaść poniżej 14 dolarów i w czwartek wieczorem próbować powrócić ponad ten poziom.
W piątek na rynku surowców przeważały spadki. Cena ropy naftowej zbliżała się do 57 dolarów za baryłkę, kontrakty na miedź taniały o ponad 2%. Nieznacznie taniało nawet złoto, którego uncja około godziny 14.00 kosztowała 926 dolarów. Przed przeceną uratowała się też platyna i srebro.
Wieści z rynku
Bank Millennium wprowadził nowy produkt o nazwie Pilna Pożyczka, umożliwiający klientom spłatę dotychczasowych zobowiązań finansowych na korzystniejszych warunkach z niższą ratą miesięczną. Bank oferuje korzystniejsze oprocentowanie, a w ramach Pożyczki można też uzyskać dodatkowe środki na dowolny cel.
14 maja ruszyła druga edycja organizowanego przez Dom Maklerski BZ WBK konkursu „Struktury, z którymi warto”. Ma on na celu popularyzację wiedzy na temat produktów strukturyzowanych. Organizator funduje uczestnikom trzy nagrody w postach zapisów na Obligację BZ WBK Infrastruktura+ o wartości 1000 zł.
Private Banking Banku Pekao oferuje 12-miesięczną lokatę strukturyzowaną o nazwie Indeks na Zysk. Daje ona możliwość zarabiania na wzroście wartości indeksu Hang Seng na giełdzie w Hong Kongu. Zapewnia pełna gwarancję zaangażowanego kapitału.
MultiBank oferuje Lokatę Inwestycyjną „W pięciu smakach”, zapewniającą pełną gwarancję wpłaconego kapitału oraz możliwość osiągnięcia zysku na wzroście cen akcji pięciu wybranych spółek giełdowych. Zapisy trwają do 27 maja. Zestaw spółek składa się z papierów China Mobile, Goldman Sachs, Kraft Foods, Siemens i Vivendi. Inwestycja trwa 18 miesięcy a minimalna kwota, jaką trzeba zaangażować wynosi 5 tys. zł.
Polacy szukają nieruchomości z pośrednikiem
Z badania przeprowadzonego przez Millward Brown SMG/KRC na zlecenie sieci biur nieruchomości Metrohause wynika, że około 20% osób poszukujących nieruchomości korzysta z usług pośredników. To wciąż niewiele, w porównaniu z sytuacją w Europie, czy Stanach Zjednoczonych. Jedna trzecia badanych zainteresowanych nieruchomościami twierdzi, że nie wie, czy będzie korzystała z usług pośredników. Ci, którzy już się zdecydowali, cenią sobie bogatą ofertę pośredników, fachową pomoc i doradztwo oraz większe bezpieczeństwo transakcji.
Private Banking z KBL
Działalność operacyjną rozpoczął KBL Polska, oddział luksemburskiego banku KBL, którego właścicielem jest KBC. Świadczyć będzie usługi bankowości prywatnej: kompleksowego zarządzania majątkiem osobistym klientów, doradztwo inwestycyjne, planowanie finansowe itp
Kalendarium wydarzeń nadchodzącego tygodnia
W nadchodzącym
tygodniu wielkiego natłoku informacji gospodarczych nie będzie. Jeśli chodzi o
nasze podwórko, to z pewnością istotny wpływ na nastroje inwestorów i
sytuację naszej waluty będzie mieć informacja na temat produkcji
przemysłowej w kwietniu, która zostanie opublikowana w środę. W marcu
wszyscy byli zaskoczeni niespodziewanym wzrostem produkcji w porównaniu do
lutego aż o 15,5% i niewielkim, 2% jej spadkiem w porównaniu do marca ubiegłego
roku. Gdyby okazało się, że i w kwietniu produkcja zmniejszyła się w
mniejszym stopniu, niż się tego oczekuje, byłby to bardzo pozytywny sygnał i z
pewnością nasz rynek finansowy na niego zareaguje. W piątek poznamy wyniki
badania stanu koniunktury gospodarczej. Na tego typu wskaźniki wyprzedzające
inwestorzy zwracają obecnie dużą uwagę. Oznaki poprawy mogą wpłynąć na notowania
na rynku finansowym.
Pewien wpływ na notowania w Europie, w szczególności na pozycję euro, może mieć poniedziałkowa publikacja danych dotyczących bilansu handlu zagranicznego. We wtorek na giełdy naszego kontynentu może wpłynąć publikacja indeksu niemieckiego instytutu ZEW. Po południu napłyną dane z amerykańskiego rynku nieruchomości. Środa i czwartek to napływ informacji dotyczących indeksów aktywności gospodarczej w sferze produkcji i usług w eurolandzie i kilku państwach europejskich. Jeśli będą pozytywne, pomogą giełdom rosnąć.
Prognozy na przyszły tydzień
Prognozowanie rozwoju sytuacji na giełdach w najbliższym nawet horyzoncie jest mocno utrudnione. Nie widać bowiem źródeł impulsów, które mogłyby popchnąć rynki w którymkolwiek kierunku. W piątek poznaliśmy informacje o kondycji gospodarek europejskich, kończy się sezon publikacji wyników spółek za pierwszy kwartał i w Polsce i za granicą. Dane te nie były w stanie ruszyć rynkami. Może ich analiza i interpretacja doprowadzi po weekendzie do jakichś rozstrzygnięć. Do jakich, nie sposób zgadnąć.
Kierując się obserwacją wykresów, można się spodziewać stabilizacji indeksów w pobliżu dotychczasowych poziomów. Biorąc pod uwagę niezbyt optymistyczną wymowę historycznych danych, maj i czerwiec nie powinien nas nastrajać zbyt optymistycznie. Ale może też okazać się, że niewielkie ochłodzenie nastrojów i spadki cen akcji mogą stanowić dobrą okazję do zakupów. Majowo-czerwcowa korekta może być tylko przystankiem w drodze do ewentualnego październikowego szczytu dużej korekty bessy.
Na razie wypada dość ostrożnie zapatrywać się na poważne angażowanie kapitału. Kto nie zdążył zrobić tego zrobić wcześniej, nie powinien się nadmiernie spieszyć z nadrabianiem zaległości. Strategia systematycznego inwestowania może jednak przynieść dobre rezultaty.
Roman Przasnyski
Główny Analityk Gold Finance