Ratio legis ulatuje przez komin

Jacek Zalewski, Agnieszka Ostojska
opublikowano: 2003-02-28 00:00

W poniedziałek przypada trzecia rocznica uchwalenia ustawy z 3 marca 2000 r. o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi — m.in. przedsiębiorstwami państwowymi, jednoosobowymi spółkami prawa handlowego utworzonymi przez Skarb Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego, agencjami państwowymi, funduszami celowymi, gospodarstwami pomocniczymi państwowych jednostek budżetowych, kasami chorych. Większość jej przepisów weszła w życie od 1 czerwca 2000 r., niektóre trochę później.

W ostatnich dniach temat ustawy kominowej powrócił za sprawą PLL LOT. Obchodzenie przepisów przez kierownictwo firmy — które pobierało dodatkowe wynagrodzenia prosto od szwajcarskiego udziałowca — jest faktem, któremu nikt przecież nie zaprzecza.

Szefowie naszego narodowego przewoźnika nie widzą żadnego problemu, wszak były to wypłaty za dodatkową pracę w aliansie Qualiflyer. Mimo ich dobrego samopoczucia, rada nadzorcza firmy powołała jednak specjalną komisję, która wyświetli wszystkie okoliczności sprawy i za dwa tygodnie przedstawi wnioski — aż do możliwości usunięcia zarządu włącznie.

Nie zanosi się na to — a szkoda! — aby w kadencji 2002-06 ustawa kominowa mogła zostać zniesiona lub przynajmniej w istotny sposób znowelizowana (ratio legis — czyli uzasadnienie ustawy — oraz stanowisko rządu z roku 2000 przypominamy obok). Trzy lata temu uchwalona została jako kompilacja kilku projektów wyjściowych, wnoszonych na wyścigi zarówno przez kluby ówcześnie rządzące (AWS i UW), jak i opozycyjne (SLD i PSL). Porównanie tamtych pomysłów Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Polskiego Stronnictwa Ludowego z obowiązującą wersją ustawy prowadzi do konkluzji: niech wszyscy pragnący złagodzenia kominowych rygorów nawet nie przypominają obecnej koalicji rządowej o istnieniu takiego aktu prawnego! Kierunek ewentualnej nowelizacji —zwłaszcza, jeśli swoje trzy grosze twórczo dołożyłaby Unia Pracy, a także Samoobrona i Liga Polskich Rodzin — mógłby być tylko jeden: dalsze „uszczelnienie” systemu, przeciwdziałające obchodzeniu jego przepisów przez bardzo pomysłowe kadry kierownicze.

Od czasu uchwalenia ustawy nie zdezaktualizowała się argumentacja zarówno wnioskodawców, jak i rządu AWS-UW, który się jej sprzeciwiał. W poprzedniej kadencji Rada Ministrów zajmowała bardzo słabą pozycję wobec własnej większości parlamentarnej, a prawdziwym ośrodkiem decyzyjnym była centrala związkowa.

Dzisiejszy rząd przeprowadza w Sejmie wszystko, co chce — ale płacowego kagańca kadrom kierowniczym nie poluzuje, albowiem akurat ta ustawa wyjątkowo odpowiada ekipie SLD-UP-PSL ideologicznie i pasuje jej do koncepcji kierowania polską gospodarką.

Co sądzą o przypadkach Jana Litwińskiego i o pożytku z ustawy kominowej szefowie wielkich przedsiębiorstw?

Andrzej Arendarski

prezes Tel-Energo i Krajowej Izby Gospodarczej

- Ustawa kominowa nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia. Każda regulacja administracyjna (a za taką należy uznać rzeczoną ustawę) jest bowiem bezzasadna w spółkach, które są przecież instytucjami stricte komercyjnymi. Dlatego też uważam, że wysokość wynagrodzenia powinna być powiązana tylko i wyłącznie z wynikiem finansowym danej spółki. Dochody menedżerów, zarządzających tymi firmami, mogą zaś być ograniczane instrumentami podatkowymi.

Wśród firm podlegających ustawie kominowej są największe spółki, kontrolowane przez Skarb Państwa: od PZU, banków, PKP, energetyki do Polskich Linii Lotniczych LOT. Odpowiedzialność zarządów tych spółek jest olbrzymia. Ich wynagrodzenie zaś — w stosunku do obrotów poszczególnych przedsiębiorstw — śmiesznie małe.

To jedna z przyczyn migracji dobrej kadry menedżerskiej do — nieograniczonego takimi regułami administracyjnymi — sektora prywatnego. Not. DT

Maciej Grelowski

prezes Orbisu

- Jasne, że mój punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jestem prezesem Orbisu i uważam, że nie wolno nie doceniać pracy menedżerów. A do tego zmusza ustawa kominowa. Relikt z epoki minionej.

Pora ponowić proste pytania: jeżeli ktoś pomnaża wartość firmy, dlaczego nie można mu za to godziwie zapłacić? A jeśli jest złym menedżerem — należy go po prostu zwolnić, a nie źle opłacać. Bo to za dużo kosztuje firmę.

Mnie ustawa kominowa ominęła. Gdy zaczęła obowiązywać, Orbis był już sprywatyzowany. Ustawa kominowa zastała szefa Lot-u Jana Litwińskiego na stanowisku prezesa niesprywatyzowanej spółki. Dla mnie to ofiara chorego systemu, a nie sprawca czynu zabronionego. Chore prawo, chore jego następstwa...

Owszem, z punktu widzenia etycznego i prawnego postąpił źle, nieprofesjonalnie. Nie powinien przyjmować dodatkowej pensji. W Orbisie to nie do pomyślenia! Ale ja moje zarobki wynegocjowałem... A jeżeli pensja prezesa zajmuje 40-50 miejsce na liście płac w firmie, no to znaczy, że coś jest postawione na głowie. Niskie zarobki na podobnym stanowisku naturalnie są korupcjogenne. Narażają na pokusę korzystania z propozycji finansowych z innych źródeł. Wówczas szwankuje nie tylko wizerunek menedżera, ale i firmy.

Ze zrozumieniem podchodzę do propozycji związków zawodowych, by menedżerowie — w sytuacji, gdy kondycja firmy jest tak zła, że nie wypłaca pensji pracownikom — też odczuli to na wysokości zarobków. To ma sens! Oni właśnie są odpowiedzialni za stan firmy. Ale dlaczego sztuczne wskaźniki mają określić, ile prezes firmy ma zarobić? Niech przepis uzależni jego zarobki od wyniku ekonomicznego firmy, a nie od liczb i wzorów, które nijak się nie mają do rzeczywistości.

Co z tym zrobić? Znieść ustawę! Bo świadczy tylko o tym, że u nas nie docenia się fachowców.

Paweł Piwowar

prezes Oracle Polska

- Mam komfort komentowania ustawy kominowej, bo nie stoję pod jej pręgieżem. Przepisy te mają populistyczny wymiar — jak zresztą i najwyższe progi podatkowe dla najlepiej zarabiających.

Ustawa kominowa karze zdolnych i zaradnych. Generuje pokusy. No bo jeżeli ktoś prowadzi firmę osiągającą krociowe zyski, a zarabia niewiele i nawet nie ma wpływu ile... Gdzie tu logika? LOT ciągle pozostaje ogromną firmą. Na barkach prezesa spoczywa więc ogromna odpowiedzialność. Za jej ponoszenie powinno się mu dobrze zapłacić...

Według mnie ustawę czym prędzej należy unieważnić. Wyzwala negatywną selekcję: na najwyższe stanowiska w spółkach Skarbu Państwa nie rekrutuje się najlepszych, lecz tych, którym wielka odpowiedzialność za małe pieniądze odpowiada. Czyli nieprofesjonalistów! Tymczasem należałoby wynająć fachowców z prawdziwego zdarzenia. A ci dużo kosztują. To trochę jak z polską służbą zdrowia. Gdyby zawód lekarza miał prestiż jak np. w USA i wiązał się z dużymi pieniędzmi, to w tym zawodzie pracowaliby ludzie najzdolniejsi i najinteligentniejsi.

Z punktu widzenia etycznego prezes Litwiński postąpił fatalnie. Jeżeli jest prawo i przepisy, to należy je respektować. Nie bez znaczenia jest również fakt, że dodatkowa pensja szefa LOT-u wpływała od udziałowca, który może być uznawany za firmę konkurencyjną. W tym przypadku nie mamy do czynienia z informatykiem przyjmującym „fuchy”, którego dodatkowa praca nie przynosi właściwie szkody macierzystej firmie. Tego dopuścił się prezes, a to już naraża na szwank wizerunek firmy! Ale to dowód, że ustawa kominowa doprowadziła do sytuacji znanej z poprzedniego systemu: pracuje się gdzie indziej, niż zarabia. To chore, niebezpiecznie korupcjogenne.