O dobrodziejstwie płynącym z praktyk i staży studenckich nie trzeba chyba przekonywać nikogo...
Studenci zyskują doświadczenie zawodowe, jeśli oczywiście przez miesiąc nie parzą kawy. W przypadku praktyk zagranicznych kształcą też umiejętności językowe. Nierzadko okazuje się, że firma, w której stażowali czy praktykowali, staje się później ich miejscem pracy.
Dróg do staży i praktyk jest co najmniej kilka. Szeroką ofertą służą organizacje studenckie i działające na uczelniach biura karier. Firmy ogłaszają nabór przez media. Można też wreszcie szukać miejsca praktyki na własną rękę.
Pracuj.pl
Ogromnym źródłem wiedzy okazuje się internet. Studenci chętnie zaglądają na portal pracuj.pl, promujący sukces zawodowy. Czekają tu na studentów oferty od wielu pracodawców — poważnych banków, liderów rynku kosmetycznego, firm konsultingowych. Polskę podzieloną na regiony można przeczesać wzdłuż i wszerz i pozyskać konkretną wiedzę o miejscach, zakresie, warunkach praktyk czy staży, znaleźć wiele testów, na przykład taki, który pozwoli ocenić poziom cech osobowościowych pożądanych przez pracodawców, a mierzący sześć z tych, które dyrektorzy personalni najczęściej wymieniają jako kluczowe u kandydatów. Dostępne są tu wreszcie niezbędne formularze i adresy. Jednym słowem — skarbnica wiedzy dla samodzielnych.
Na polskich uczelniach program międzynarodowej wymiany praktyk dla studentów organizuje m.in. Aiesec. International Traineeship Exchange Programme (ITEP) dysponuje praktykami z dziedziny marketingu, finansów, zarządzania, administracji, IT oraz księgowości. Aiesec Komitet Lokalny Uniwersytetu Gdańskiego pod skrzydła wziął również praktyki techniczne dla studentów Politechniki Gdańskiej.
Dzięki tej organizacji blisko pięć tysięcy młodych ludzi rocznie wyjeżdża na praktyki zagraniczne. Członkowie Aiesec pracują w organizacjach rządowych, pozarządowych i firmach prywatnych.
Podróż w nieznane
Anna Michnikiewicz, odpowiedzialna w Aiesec Komitet Lokalny Uniwersytetu Gdańskiego za eksportowanie studentów na praktyki, nie bez żalu przyznaje, że liczba zainteresowanych tą formą aktywności zawodowej nie wzrasta. Szczególnie gdy mowa o adeptach socjologii czy psychologii. Honor jednak trzeba oddać i tym, którzy w praktykach zasmakowali. Jedna ze studentek UG po powrocie z dwumiesięcznej praktyki menedżerskiej w Nigerii właśnie wyjechała na półtora roku do Indii.
Od 1 lipca 2004 r. z Uniwersytetu Gdańskiego na zagraniczne praktyki wyjechało dziesięć osób. Trzydzieści kolejnych już stoi w kolejce.
Przyczyn niewzrastającego zainteresowania praktykami można poszukiwać w kilku źródłach. Studenci mogą obawiać się strat finansowych. Niesłusznie. Inwestują w proces rekrutacji jakieś 400 zł — to koszty m.in. weekendowego obozu przed wyjazdem. Student sam musi również kupić bilet. Później — już praktykując — powinien zarobić tyle, aby bez problemu się na miejscu utrzymać. Przy czym warunki pracy zawsze znane są z góry. Problemem bywa również to, że studenci najchętniej chcieliby praktykować w Stanach Zjednoczonych i Anglii, a nie tam, skąd pochodzi najwięcej ofert praktyk, a więc w Indiach, Niemczech i Turcji.
— Z jednej strony, ludziom wydaje się, że łatwiej im będzie praktykować w kraju anglojęzycznym, a z drugiej — obawiają się podróży w nieznane — mówi Anna Michnikiewicz.
Dni Kariery
Trudną do pokonania barierą dla wielu zdaje się, w przypadku praktyk menedżerskich, wymóg znajomości dwóch języków obcych. Jednego na poziomie bardzo dobrym, a drugiego na poziomie dobrym. Nim Aiesec zakwalifikuje studenta do programu praktyk, sprawdza jego umiejętności językowe.
Anna Michnikiewicz, studentka trzeciego roku handlu zagranicznego, sama jeszcze nie skorzystała z tej oferty.
— Po pierwsze dlatego, że studiuję dopiero na trzecim roku, a to trzeci rok studiów jest wymaganym progiem. Po drugie — musiałabym podciągnąć znajomość drugiego języka obcego — przyznaje.
Gdyby miała wybierać, to na pewno Orient — Indie, może Turcja.
Drogą do znalezienia praktyki dla wielu studentów są Dni Kariery, systematycznie organizowane przez polskie uczelnie. Z tej szansy w listopadzie 2003 r. skorzystała Marta Cwalina, ówczesna studentka zarządzania na Uniwersytecie Warszawskim.
— Poszłam na Dni Kariery i przeglądałam propozycje. Najbardziej przekonująca zdawała mi się oferta Masterfoods — wspomina Marta Cwalina.
Aplikowała, więc niedługo musiała czekać na telefon zwrotny. Zaproszono ją na rozmowę kwalifikacyjną. Przeszła do drugiego etapu, w którym sprawdzano jej umiejętności działania indywidualnego i pracy w grupie. I tak od połowy lipca do końca września mogła odbyć praktyki w Master- foods i to — nie parząc kawę. Po praktyce zaoferowano jej pracę. Propozycji nie przyjęła od razu. Wróciła po pół roku, załatwiwszy przeniesienie z dziennej amerykanistyki na zaoczną. A firma czekała... Dziś pracuje już w Masterfoods jako pełnoprawny pracownik.
Moja opinia się liczy
Marta Cwalina wielokrotnie powtarza, że ta pierwsza decyzja o podjęciu praktyki była zbawienna i jednocześnie brzemienna w skutki.
— Przydzielono mi samodzielny projekt. Urzekło mnie to, że na pierwszym poważnym spotkaniu, gdzie była moja bezpośrednia szefowa i szefowa mojej szefowej, zapytano mnie „co ty o tym sądzisz” — wspomina Marta Cwalina. — Pomyślałam: moja opinia się liczy.
Izabela Grajek, dziś marketing manager czterogwiazdkowego Hotelu Nadmorskiego w Gdyni, zasmakowała stażu zagranicznego inną drogą. W 2001 r., kiedy studiowała podyplomowo komunikację społeczną na Wyższej Szkole Administracji i Biznesu w Gdyni, wyjechała prywatnie na miesiąc do Stanów. Jeden z wykładowców ułatwił jej kontakt z ludźmi w Waszyngtonie i namówił... aby owocnie spędziła ten czas. Przez miesiąc Izabela „samozwańczo” stażowała w jednej z agencji PR, działających przy Waszyngtońskim Domu Prasy. Miała wgląd w realizowane przez agencję projekty, jeździła z pracownikami na spotkania z klientami, obserwowała metody pracy.
— Wiele się tam nauczyłam. Inaczej spojrzałam na markę i proces jej tworzenia. Obserwowałam, jak po mistrzowsku — na rzecz tworzenia marki — wiąże się tam biznes z nie — biznesem, jak firmy odnajdują się w mediach i jak jasno określone są reguły ich wzajemnego współistnienia — mówi Izabela Grajek.
Szczęśliwe godziny
Już na miejscu, w USA, okazało się, że jeśli się tylko chce, to można znaleźć życzliwych ludzi, którzy pomogą rozeznać się w sytuacji, a potem znaleźć miejsce stażu.
— Zorientowałam się, że w trzech miastach: Nowym Jorku, Waszyngtonie i Chicago, działa forum polonijne pod hasłem „Polish Happy Hours”. Działają tam Polacy, przede wszystkim reprezentanci dynamicznych branż: marketingu, finansów, bankowości, informatyki. To ludzie, którzy wyemigrowali do Stanów stosunkowo niedawno. Już zajmują wysokie stanowiska albo przygotowują tam doktoraty. Spotkałam również tych, którzy mają korzenie w Polsce albo związał ich z naszym krajem współmałżonek. Od tych ludzi można uzyskać praktyczną wiedzę o tym, gdzie stażować, kto funduje stypendia. Oni mogą otworzyć kolejne drzwi — przekonuje Izabela Grajek.
Na pytanie, czy nie korciły ją staże i późniejsza praca poza granicami Polski, Marta Cwalina odpowiada zdecydowanie — nie. Zasmakowała zagranicy. W czasie liceum przez rok była w Stanach Zjednoczonych, a w trakcie studiów — przez rok w Niemczech.
— Podobało mi się kształcenie za granicą, ale tu mi dobrze. Wolę podróżować, niż szukać tam pracy i wcale nie dlatego, że powinniśmy mieć jakieś kompleksy. Tutaj też można znaleźć dobrą firmę, dobry staż i praktykę, a później atrakcyjną pracę — uważa Marta Cwalina.