RB ONZ nie zajmuje się archiwaliami

20-05-2018, 22:00

Wobec dysponującej prawem weta piątki stałych członków Rady Bezpieczeństwa rotacyjna dziesiątka to decyzyjny pikuś.

W Unii Europejskiej ekipie tzw. dobrej zmiany nie idzie dobrze, nad rządem PiS nadal wisi perspektywa wykonania przez Komisję Europejską (KE) kolejnego kroku w procedurze dyscyplinarnej, uruchomionej na postawie art. 7 unijnego traktatu. Bułgarska prezydencja Rady UE z ulgą odetchnęła, że ominie ją ewentualne przeprowadzenie do 30 czerwca głosowania. Od 1 lipca gorący kartofel przejmie Austria, chociaż klucz trzyma oczywiście KE, która będzie musiała wreszcie rozstrzygnąć, co dalej z jej wnioskiem.

Zobacz więcej

Andrzej Duda wykorzystał udział w posiedzeniu dla nagłośnienia… katastrofy smoleńskiej sprzed o

Wobec konfliktu w UE naturalna jest duma władzy z rotacyjnego członkostwa Polski w Radzie Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych (RB ONZ). Mandat przypadł naszemu krajowi szósty raz — wcześniej czterokrotnie w epoce PRL (1946-47, 1960, 1970-71, 1982-83) i raz w III RP (1996-97). Sam wybór, odbywający się zgodnie z geograficznym przydziałem miejsc, był automatem, ponieważ na kadencję 2018-19 byliśmy z Europy Środkowej i Wschodniej kandydatem jedynym. Wynik tajnego głosowania 190:2 okazał się jednak fantastyczny, to wyrównany rekord ONZ! Nawet przy braku konkurencji standardem jest uzyskiwanie 175-188 głosów, czyli zwykle od kilku do kilkunastu państw ma wobec kandydata jakąś „krzywość” — Polskę odrzuciły tylko dwa (domniemywa się, że Rosja i Białoruś). Taką markę w światowej klasie politycznej buduje się długie lata. Jest ona dorobkiem całego ćwierćwiecza III Rzeczypospolitej.

Zupełnie inną kwestią jest iluzoryczny prestiż przechodniego mandatu w RB. Wobec dysponującej prawem weta piątki stałych członków (USA, Rosja, Chiny, Wielka Brytania i Francja) zmienna dziesiątka gości, którym zasiadanie trafia się co dwie dekady, to decyzyjny pikuś. Nie liczą się w RB nawet takie globalne potęgi z G7 jak Niemcy i Japonia, czyli pokonani w drugiej wojnie światowej agresorzy. Przesadą byłaby teza, że wpływ niestałych członków na rezolucje również wynosi, jak śpiewa Lady Pank, „mniej niż zero”, ale jest on niewiele większy.

O wspomnianych uwarunkowaniach trzeba pamiętać w maju, gdy Polska sprawuje przechodnie przewodnictwo RB. Prezydent Andrzej Duda w minionym tygodniu pojechał na posiedzenie i wykorzystał okazję do próby… umiędzynarodowienia katastrofy smoleńskiej z 2010 r. Zdumiało to pozostałych uczestników oraz cały gmach ONZ, jako że RB to przecież organ dyżurny, którego zadaniem od 1945 r. jest natychmiastowe reagowanie na bieżące zagrożenia światowego pokoju. Zupełnie innym zagadnieniem jest niska sprawność owego globalnego strażaka. Jednak kompletnym pomyleniem adresata jest obciążanie uwagi RB wydarzeniem… archiwalnym, chociaż dla konkretnego kraju tragicznym. Zwłaszcza, że cały świat przyczyny katastrofy już w 2011 r. poznał i zaakceptował, na podstawie szczegółowych raportów — nie tyle rosyjskiego MAK, ile polskiej komisji rządowej. Przy czym kategoria „świat” obejmuje nie polityków czy media, lecz fachowe służby badające wypadki lotnicze i bardzo szczegółowo analizujące raporty kolegów. Zapytań nie miała np. najbardziej doświadczona, szanowana za niezależność od producentów samolotów, linii lotniczych oraz władz, amerykańska NTSB (National Transportation Safety Board). Co było zrozumiałe, wszak brutalne dla statków powietrznych prawa fizyki nie poddają się chciejstwu tzw. dobrej zmiany. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / RB ONZ nie zajmuje się archiwaliami