Tamten podmiot splajtował w 2018 r., masę upadłościową kupiła za grosze władza centralna, która postanowiła wpompować docelowo blisko 800 mln zł i reaktywować Radom. Notabene koszt inwestycji poniżej miliarda obecnie już nie szokuje, skoro na przykład przekop Mierzei Wiślanej – służący tylko żaglówkom i motorówkom – pochłonął 2 mld zł. Z portu Sadków pozostało w zasadzie miejsce (lotnisko niezmiennie dzielone jest z wojskiem), ślad pasa startowego w kierunkach 07/25 (to azymuty w obie strony, czyli 70 oraz 250 stopni) oraz przytoczony w tytule światowy kod identyfikacyjny RDO. Droga startowa została nie tylko przedłużona z 2000 do 2500 metrów, lecz w praktyce zbudowana od nowa. Generalnie wszystko jest nowe, na czele z nazwą Warszawa-Radom. Port upadły był czysto regionalny, bez sensownego biznesplanu, natomiast startujący też ma teoretyczny status regionalnego, ale z definicji został podpięty pod WAW, czyli Fryderyka Chopina z warszawskiego Okęcia.
Drugie podejście nie skończy się formalną plajtą, albowiem obecni władcy państwa za dużo zainwestowali. Nie chodzi o koszty materialne, lecz także – a może przede wszystkim – wizerunkowo-polityczne. Jedna okoliczność jest prawdziwa i bezdyskusyjna, otóż radomski terminal to obecnie najnowocześniejszy tego typu obiekt wśród wszystkich polskich portów regionalnych. Nie mogło być inaczej, wszak jest nówką, w której wykorzystane zostały najróżniejsze dobre i złe doświadczenia z innych lotnisk. Ciekawa jest informacja, że płyta postojowa otaczająca terminal pomieści aż 11 maszyn klasy A320 czy B737. Na razie absolutnie się nie zapowiada, że aż tyle miejsc będzie potrzebnych, ale rezerwa istnieje. Droga startowa w obu kierunkach oczywiście wyposażona została w światła PAPI, zaś bezpieczeństwo operacji przy złej widoczności zapewnia system ILS (Instrument Landing System), chociaż najniższej kategorii I.
Najsłabszym punktem inwestycji podobnych do otwartego w czwartek portu jest podporządkowanie ich sensu kaprysom politycznych decydentów. Uzasadnić daje się absolutnie wszystko, czego sztandarowym dowodem pozostają absurdalne przystanki na Centralnej Magistrali Kolejowej – najpierw Włoszczowa Północ, a potem Opoczno Południe. Ich zbudowanie wysadziło w powietrze kanony tworzenia korytarzy transportowych, ale szefowie kolei woleli to zrobić za cenę utrzymania się na stołkach. Od 27 kwietnia 2023 r. rozpoczęło się analizowanie, czy reaktywowany RDO nie stanie się lotniczą Włoszczową. Na razie korzysta z niego tylko jedna standardowa linia regularna, czyli nasz państwowy LOT, który przerzucił kilka połączeń z Chopina. Absolutnie nie dlatego, że na warszawskim lotnisku już by się nie pomieściły, chodzi po prostu o uzasadnienie sensu również państwowej inwestycji.
Przewoźnicy czarterowi obsługujący biura turystyczne na razie rozpoznają sytuację. Bardzo ważne będą wyniki nadchodzącego sezonu turystycznego. Z całą pewnością w ofertach biur podróży szybko pojawi się niezwykle atrakcyjny dla urlopowiczów, zwłaszcza z aglomeracji warszawskiej, dopisek „Wyloty z Chopina”, co było już ćwiczone dekadę temu po otwarciu samorządowego portu w Modlinie, który otrzymał kod WMI, dumnie rozwijany jako „Warsaw Modlin International”. Plebejski RDO ma – przynajmniej według słynnej argumentacji Marka Suskiego, radomskiego barona PiS – położenie znacznie korzystniejsze od wrażego politycznie WMI, ponieważ jest z niego… bliżej do Egiptu i innych turystycznych destynacji popularnych wśród Polaków.

