Wszystko wskazuje na to, że niezły początek czwartkowego handlu na Wall Street zawdzięczaliśmy lepszym, niż się spodziewano wynikom Goldman Sachs — chyba jednego z najbardziej znanych banków na świecie. Po kilkunastu minutach doszły do głosu niedźwiedzie wspierane wyższą, niż oczekiwano, liczbą wniosków o zasiłki dla bezrobotnych. Chwilę później lepszy odczyt indeksu wskaźników wyprzedzających przeważał nad gorszą aktywnością gospodarczą w rejonie Filadelfii, a zachowanie indeksów giełd europejskich przypominało podążanie za ruchem piłeczki pingpongowej, odbijanej za oceanem.
Po środowej "fixingowej" obronie byków, wyglądającej dość dziwnie w kontekście szybko przybierającej na sile przeceny za oceanem, wczoraj nasze indeksy zaczęły dzień umiarkowanie optymistycznie. Czyli spadkami o zaledwie 0,2 proc. Jedynie wskaźnik średnich spółek tracił na otwarciu nieco ponad 0,4 proc. Okazało się jednak, że co się odwlecze, to nie uciecze. Już po godzinie handlu indeksy traciły po 1 proc. W końcu środowa spora przecena na Wall Street i w Europie, przy wczorajszych kiepskich nastrojach w naszym regionie, nie mogły przejść bez echa.
W pierwszej godzinie większy spadek, przekraczający 1,5 proc., notowały jedynie walory Lotosu. To skutek informacji, że skarb państwa zamierza pozbyć się części posiadanych akcji tej spółki. W ciągu dnia skala przeceny jej walorów zwiększyła się do 3 proc. Z czasem sytuacja na naszym parkiecie wyraźnie się pogarszała. Coraz mocniej taniały papiery BRE i BZ WBK. Akcje BRE przeceniano nawet o 4 proc. Całkiem dobrze radziły sobie natomiast papiery Pekao i PKO, zwyżkujące po około 0,5 proc. przy bardzo wysokich obrotach. Liderem pod tym względem były akcje KGHM, które jednak taniały po południu o 1 proc. Ostatecznie WIG20 stracił 0,76 proc., wskaźnik szerokiego rynku spadł o 0,65 proc., a sWIG80 o 0,22 proc. Obroty na rynku akcji wyniosły prawie 1,5 mld zł.
Nienaturalna siła naszego rynku na tle innych parkietów, "wykreowana" w dużej mierze w trakcie środowego końcowego fixingu, w czwartek uległa bolesnej weryfikacji. Indeks naszych największych firm znajdował się w gronie najgorzej wyglądających wskaźników europejskich. Pod tym względem ustępował jedynie Atenom, Rydze, Bukaresztowi i Budapesztowi oraz Moskwie. W czwartek dobrej końcówki nie udało się już "wykuglować". Może dzisiaj będzie lepiej.